ale będzie jazda

łupu-cupu bęc
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Phoenix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty


Posts : 119
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Cze 28, 2010 7:55 pm

Marilyn dał po heblach; Snow po krótkiej naradzie z brainerem wyskoczyła z wozu. Poczuł ulgę, szoferka nie była przystosowana do przebywania w niej więcej niż jednej osoby, jeśli nie uprawiały one seksu. Marilyn znał Snow na tyle długo by wiedzieć, że jeśli nie chciał sikać przez rurkę, to lepiej było nie dobierać się jej do majtek a reszcie towarzystwa do majtek dobierać się nie chciał.
- Uwaga, będzie dyskoteka. - Marilyn wspiął się z fotela i przecisnął się przez właz w dachu. Pstryknął małym przełącznikiem i uśpione dotąd dwa reflektory umieszczone na dachu sprawiły, że z przodu było jaśniej, niż w dzień.
Spoiler:
 
Cienie które szybko ukryły się za betonowymi szkieletami nie zrobiły tego wystarczająco szybko. Szczególnie powolny był jeden po prawej, targający na plecach straszne świństwo, LAWa. Dobrze wycelowany mógł zaszkodzić nawet opancerzonemu walcowi. Nie licząc tego, że tylko on był ukryty za grubą warstwą metalu.
- Zgaś to gówno, kurwo niemyta!
- Myję się częściej niż ty, Pico!
- Marilyn też miał tu znajomych. Ale na wszelki wypadek wyłączył reflektory. Zżerały strasznie dużo akumulatora.

[kwestia pojemności szoferki wyedtowana przez MC]
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Cze 29, 2010 1:51 am

Reflektory przecięły mrok jak chirurgiczne skalpele, oświetlając silnie umocniony posterunek i kilkanaście postaci pochowanych tu i ówdzie. Kilka rzeczy stało się od tego jaśniejsze - wyglądało na to, że to jedyna droga do holdu Bakera, prowadząca od strony Phoenix i stąd właśnie ten posterunek, w dodatku wyglądający na stały. Gdzieś z tyłu chwieje się maszt z radiową anteną, a bardziej z tyłu jeszcze dwa, mniejsze pojazdy...

Jasne jest też, że gość z LAWem to spore zagrożenie, ale po sekundzie przyglądania się, Marilyn decyduje, że największą drzazgą w dupie jest tu ten siwy goguś. W zasadzie sam nie wie dlaczego. Może dlatego, że koleś nawet nie drgnął i nie zmrużył oczu, kiedy zalało go ostre światło, a może dlatego, że rozmawiając ze Snow tak spokojnie popatrzył w lufy granatników przymocowanych do traktora Drivera, nonszalancko stając dokładnie naprzeciwko nich.

Hej, kurwa, to głupie, ale takie głupie rzeczy budzą czasem szacunek, aye?

- Hej, szefie, znam tego gościa! - to Pico.
Visage i Snow mierzą się spojrzeniami. Po prostu wielkie spotkanie starych znajomych, tu, na pustyni, tuż obok nawiedzonego Phoenix. Co jeszcze?

- Baddog! - to Smith.
- O kurwa. - to Baddog.

Spoiler:
 

Visage i Snow jednocześnie, niczym w jakiejś tanecznej figurze, odsuwają się od dwóch świrów, on patrzy w prawo, na Smitha, ona w lewo, na Baddoga. Tamci nie zwracają uwagi na nikogo poza sobą.
Kojarzycie ten moment, kiedy zapada cisza, a przerywa ją tylko chaotyczne klikanie odbezpieczanych spluw, no nie?
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Cze 30, 2010 4:21 am

Jedno uderzenie serca…

I cisza pustynnej rzeczywistości wali się wokół niczym kartonowa scenografia. Rzeczywistość pod spodem jest gęsta i lepka od ludzkich marzeń, strachu, nienawiści, obsesji, obłedu. Ocean krwi i ekskrementów. Baddog zanurza się bez namysłu. Śliski i niosący chorobę wpełza do spowitej mrokiem głowy Smitha.

Spoiler:
 

Daleko, w świecie ułudy, w oczach mięsnej makiety reprezentującej drugiego brainera Baddog dostrzega zaskoczenie. Usta manekina otwierają się w zwolnionym tempie, aby wydobyć z siebie nienaturalnie rozciągnięte w czasie westchnienie. Mężczyzna w masce uśmiechnąłby się, gdyby jego zęby nie były na krawędzi ukruszenia od przedłużającego się szczękościsku.

Nie spodziewałeś się, co? Nie jesteś przyzwyczajony. Nie ty.” Tak naprawdę nie sposób się przyzwyczaić. To jak niespodziewane zanurzenie w lodowatej wodzie. Jak ćwiek wbity w skroń. Jak gwałt. Mimo wszystko Smith błyskawicznie orientuje się, czego chce wijący się w jego umyśle intruz. Jego szeroko otwarte oczy rejestrują długą, krzywą bliznę po niedbale zszytym nacięciu na pozbawionej włosów głowie agresora. Stworzył go. Teraz przed nim klęknie. Odłoży broń. Odda się jego łasce.

Ale Baddog nie chce hołdu. Baddog pragnie dumy i buntu. Pragnie zgnieść je pod swoją podeszwą. Chce rozerwać Smitha na strzępy.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Cze 30, 2010 6:32 pm

Baddog i Smith, w innej sytuacji, gdzieś daleko stąd, pewnie zamknięci byliby teraz w jakimś cholernym, oślizłym, śmierdzącym, prywatnym wszechświecie krzyku i wlewającej się do ust, smolistej, duszącej ciemności, tak jakby znowu było Kiedyś.

Wszyscy słyszeli historie o ludziach, którym wycinano powieki, aby nigdy nie byli w stanie zamknąć oczu, no nie? Robi się tak do dziś, tu i ówdzie. Z czasem tacy ślepną, ale wcześniej zwykle im odbija.

Z tymi freakami jest chyba podobnie - jakby wycięli ci część mózgu, która odpowiada za odgradzanie cię od gówna na zewnątrz, od tego białego szumu, od tych obrzydliwych jęków, mlaśnięć, krzyków, odoru krwi, potu, moczu i kału, tak silnie powiązanych kiedyś ze strachem, że stających się jego uniwersalnym, wrażeniowym symbolem. Ale też od innych rzeczy, po które możesz ponoć nauczyć się sięgać. Słyszałem o kilku kultach, które twierdzą, że to pęka bariera między tobą i szaitanem, i masz przedsmak tego, co czeka cię, jeśli nie będziesz przestrzegał ich przykazań (ci sami kultyści rzadko wspominają jednak, że ich bogowie mówią w gruncie rzeczy tym samym językiem).

To nie jest tak, że tu stoi Baddog, człowiek w masce, a tam Smith, człowiek podobny zupełnie do nikogo. To nie jest tak, że jeden zawdzięcza drugiemu wiele bólu i upokorzeń. Tu i teraz jest tylko ból i strach, a co gorsza, Baddog odczuwa je także. Wie, że nie sięgnął aż tak głęboko, żeby czuć to, co teraz czuje.

Wie, że nie jest sam. Coś właśnie patrzy jego oczami, coś pełznie po jego kręgosłupie, coś wprawia w drżenie jego dłonie. Czuje ssący głód, ledwo opanowuje chęć kąsanie pełzającej u jego stóp istoty, robaka, którego duma została zgnieciona mocą, po którą sięgnął aż nazbyt łatwo.

~istotą przetrwania naszego gatunku jest świadoma kreacja, zbrodnią, prawdziwą zbrodnią wobec ludzkości jest tolerowanie w puli genowej niepełnosprawnych, uszkodzonych osobników, którzy następnie jak zaraza poniosą dalej wszystkie swoje skazy; w sytuacji permanentnego braku zasobów zbrodnią jest także nie wykorzystanie biomasy, która~

Przez kilka sekund jego myśli nie należą do niego, słucha ich jakby ktoś recytował kawałek jakiejś modlitwy, czy może inny tekst, dopiero później orientuje się, że nie jest sobą. Szybko chowa wyciągnięty nie wiedzieć kiedy skalpel, maska ukrywa przed światem jego twarz, jego mimikę; to coś, czego żaden przedmiot nie będzie już w stanie zrobić dla jaźni.
Patrzy raz jeszcze, odzyskując nad sobą władzę. Szczęśliwie to tylko krótki przebłysk, ale to dziwne i tak - miał przecież poczucie pełnej kontroli.
Zostawia te rozważania na później, czas na Tu i Teraz.

Widok jest potworny.

Smith nie przypomina już człowieka. Śmierdzi, chyba się zesrał, spodnie z przodu ma mokre. Pełznie, w drgawkach, jak w padaczce, w kierunku Baddoga. Z ust toczy pianę, jak wściekłe zwierzę.

Chyba nawet próbował walczyć.

Widok jest naprawdę potworny.

- Hej, Snow. - to Visage, dosyć beznamiętnie, zważywszy na okoliczności. To dobrze, bo chyba wpływa relaksująco na jego ludzi. To znaczy nie zaczęli strzelać, ani nic. - Nasz brainer chyba dogadał się już z twoim brainerem. Nie daj mu się dotknąć, mistrzu. - nutka ostrzeżenia. To do Baddoga.

- Szefie, poza tym tutaj - Pico wyłazi zza barykady - wyglądają na zdrowych. Zastrzelmy gnojka i już. Marilyn, to jakiś twój kumpel jest? - Kilka luf mierzy w stronę pełzającego Smitha. Pomysł chwycił.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Cze 30, 2010 7:55 pm

- Nie znam chuja. Ale chyba wisi Snow jakiś barter. Swoją drogą, po co was tu tyle? Myto pobieracie? - Marylin jest zdziwiony; zawija kosmyk włosów na palcu. Pico stoi koło walca, łokciami opiera się o okno które uchylił driver.
- Pilnujemy, żeby żaden zarażony skurwiel z Phoenix nie wjechał do holdu.
- A, to dobrze. Nie jesteśmy z Phoenix. Fajna kamizelka, Pico. - Język Marylin'a delikatnie przesuwa się po wargach.
- No, pewno, nówka sztuka.
- Weź załatw, żeby nas puścili dalej, to będziemy mogli nadrobić stare czasy.
- Driver mruga. Pico uśmiecha się, odchodzi.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Cze 30, 2010 8:02 pm

- To nie jest mój brainer. - Snow obraca się w kierunku Visage, przez sekundę skoncentrowana tylko na nim. Daje mu to odczuć, to, że równie dobrze mogliby być ostatnią dwójką ludzi na ziemi. Kilka sekund, kiedy ich oczy spotykają się, krótki kontakt wzrokowy, który niespodziewanie staje się przepełniony setką znaczeń.

Jakby potworna scena za jej plecami wcale się nie rozgrywała. Właśnie teraz, tu.

- Nic się nie zmieniłaś, Snow. Razem z tobą pojawiają się kłopoty.
- Dokładnie to samo mogę powiedzieć o tobie, Visage.
Oboje są chłodni i jakby trochę poza zasięgiem. A jednocześnie - dla innych jest to jasne - tak cholernie świadomi tego, co się dookoła dzieje.

- Słuchaj. Nie przyjechaliśmy z Phoenix. Żadnego z nas tam nie było. - szybkie, spokojne, ciche słowa. - On miał chyba sprawę do zakończenia z Bakerem. - obraca się w kierunku Smitha, ale nie patrzy na niego, jakby stał się powietrzem. - Ja byłam jego kontraktem. Byłam. Potraktuj to jako oficjalne, Smith. Koniec umowy. - słowa ciśnięte, choć on zapewne nawet jej nie słyszy. Nie to, żeby ją to obchodziło, ważne jest to, że ona je wypowiedziała. - Kiedyś powiedziałeś, Visage, że trzeba się szanować. Po co marnować czas na tę szopkę?

Snow uśmiecha się lekko, a znaczenie tego uśmiechu może być właściwie dowolne. Szczera sympatia? Dobra mina do złej gry? Sugestia tego, co nie byłoby marnowaniem czasu? Coś w tym uśmiechu prowokuje takie pytania. Pytania, które znikają równie szybko, jak się pojawiły.
To przecież tylko zwykły uśmiech.

Ale jest w nim również obietnica, że na tym popierdolonym świecie może być jeszcze coś, co jest odrobinę prawdziwe. Chociaż przez moment.

- Też za tobą tęskniłem. - to on, niechętnie, bardzo cicho i po długiej chwili. Słowa zdają się niemalże siłą wydostawać z jego ust.

I znów. Przecież to tylko słowa.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Sob Lip 17, 2010 7:54 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Cze 30, 2010 11:33 pm

Krok po chwiejnym kroku Baddog wycofuje się w stronę barykady. Jego dłoń zatrzymuje się w połowie drogi do twarzy. Spogląda na nią pustym wzrokiem. Sięgała do zapięć maski, czy do jego oczu? Dusi go świadomość, że właśnie przekroczył kolejną granicę. Nigdy nie zbliżył się do uduchowienia, ale pojmuje na niemal fizycznym poziomie, że dotknąć drugiej strony znaczy nieodwracalnie zbrukać duszę. Tym razem rozkład nie tylko oplótł go i nakarmił swoim ciałem. Rozpoznał go. Zapamiętał. Brainer powstrzymuje odruch wymiotny. Ma wprawę.

Tego nauczył go Smith swoimi nierdzewiejącymi narzędziami w lodowatym świetle dogorywającej jarzeniówki. Sprzężenia zwrotnego strachu i upodlenia kruszącego delikatne ściany percepcji. Kajania się rozpaczliwie w paszczy wyjącego niczym huragan koszmaru i karmienia go nie spodziewającymi się niczego ofiarami. Baddog nie czuje nienawiści za ból, którego doświadczył. To tylko ciało. Łaknie krwi za wzrok, który zyskał. Za utraconą nadzieję na ciche odejście po śmierci w niepamięć.

- W porządku? – pyta niepewnie manekin, na którego wpada.
- Najlepszym. – odpowiada obcesowo, po czym wyjmuje z kabury strażnika zapasową spluwę i mierzy z niej do mięsa coraz słabiej oddzielającego Smitha od śliniącej się ciemności.

Waha się jedynie ułamek sekundy.

Spoiler:
 

Po chwili jest już po wszystkim, choć echo wystrzału jeszcze długo przetacza się przez pustkowie. Pod zasłoną czarnego silikonu Baddog uśmiecha się krzywo. Nikt nie widzi. Nikt nie rozumie.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Lip 01, 2010 11:17 am

W momencie, kiedy Baddog oddaje strzał, kilku ludzi z barykady strzela również.

Przez moment brud, pozostający zazwyczaj tylko w głowie brainera i jemu podobnych świrów, króluje wszędzie wokół. Dzikie okrzyki, kiedy razem z małymi fragmentami metalu wypluwają swój strach i frustrację. To się czuje.

- Dobra robota, Baddog! Tak się te rzeczy załatwia! Ale oddaj już spluwę. - krzyczy ktoś z barykady.

Pico i Visage przez moment szepczą ze sobą, po chwili ten drugi podnosi dłoń i krzyczy:

- Dobra! Do rana zostajecie tutaj, o świcie pojedziemy do holdu! Trzymać straże, wywieźć to ścierwo w pustynię. - po chwili, już ciszej, zwracając się do Snow - Baker będzie zadowolony, ten-nie-twój brainer pracował wcześniej dla Donovana, a panowie się nie lubią. Chodź, Snow. Pewnie nie uwierzysz, ale mam butelkę wina, które czekało właśnie na taką okazję. Pogadamy.

Pico podchodzi tymczasem do Marilyna, trzymając w rękach kawał łańcucha. Jego drugi koniec przywiązany jest do nogi rozstrzelanego Smitha.
- Podwieź mnie kawałek na pustynię, co? Musimy odholować to ścierwo, zanim zacznie capić. - łysy uśmiecha się, przytwierdzając łańcuch do walca Marilyna, schylając się i prowokacyjnie prężąc mięśnie.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Lip 01, 2010 1:20 pm

Snow siedzi na brzegu łóżka. Jej nogi zwisają z krawędzi, bose stopy nie sięgają nawet podłogi. Bez tej swojej skórzano - metalowej kurtki, będącej tak naprawdę zbroją, wygląda niemalże krucho. Strasznie długo ściąga się takie cholerstwo. Te wszystkie ćwieki, skórzane pasy, sprzączki, które mają za zadanie chyba tylko fajnie wyglądać.
Prawie, jakby teraz była w zasięgu ręki.

- Żałujesz.
- Nie. Chcę żyć.
- A gdybym to ja tam leżał?


Cisza narasta, gęstnieje. On stoi na drugim końcu pomieszczenia, odwrócony plecami. Wpatruje się w mrok za oknem. Ona kurczowo tuli do siebie butelkę wina. Jakby to miało odegnać strach. Tak mijają długie minuty.

- A gdybym to ja tam leżała?
- Już raz tak było.
- I teraz nie pozwolisz mi o tym zapomnieć?


Mężczyzna podchodzi do niej, wyjmuje jej butelkę z rąk, pociąga długi łyk. Snow krzyżuje ramiona, jakby w obronnym geście. A może po prostu zrobiło jej się zimno. Oprócz spodni, ma na sobie tylko koszulkę na ramiączkach z trupią czachą.

- Sama sobie nie pozwalasz. - Visage przeciąga wskazującym palcem po jej przedramieniu, bardzo powoli. Dokładnie tam, gdzie widnieje pobliźniony tatuaż. - Ja już nawet puściłem w niepamięć to, że znikając zabrałaś kilka rzeczy, które należały do mnie. Wytłumaczyłem sobie, że byłaś zbyt zajęta uciekaniem ode mnie, żeby zwrócić uwagę.

Splatające się z bliznami, duże, czarne litery. Trudno powiedzieć, co powstało wcześniej - blizny, czy one. Układają się w napis "JESTEM RZECZĄ".


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Sob Lip 17, 2010 7:56 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lip 05, 2010 7:25 pm

Napięcie stopniowo opada przy akompaniamencie brzęku łańcucha i ryku potężnego silnika. Gromki śmiech, pochwały, klepnięcia w plecy i niewybredne żarty dają przez kilka minut zasmakować bycia częścią zespołu, jednym z ferajny. Przez jakiś czas Baddog jest pod wpływem iluzji. Niemniej, kiedy hałaśliwy stożek światła wraz z wleczonymi za nim zwłokami oddala się na większą odległość, kiedy niewidzialne i niepoznawalne zagrożenie ponownie staje się jedynie rozmytym elementem wizji peryferyjnej, wszystko powoli wraca do normy.

Rozmowy cichną, gdy się zbliża. Wznawiane są szeptem krótko po jego odejściu. Pojedynczy wartownik usuwa się z drogi. Baddog odgrodzony od zimnej pustynnej ciemności ciężkim skórzanym płaszczem (z rękawa którego zerwał niegdyś czerwoną opaskę z nieznanym mu symbolem) spogląda w kierunku piwnicznego okienka, obserwuje drganie płonącego wewnątrz płomienia. Palce odzianej w rękawicę dłoni poruszają się bezwiednie, gdy wydaje mu się, że widzi cień ludzkiej sylwetki. Brainer fantazjuje o dotyku żywej, ciepłej skóry.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Lip 06, 2010 4:43 pm

Hold Bakera - dawne stanowe więzienie. Gniazda karabinów maszynowych przy głównej bramie, ponad dwie setki dusz żyjące w środku.

Wyłącznie biali. Wystrzępione, ale dumne flagi Konfederacji zwisające z murów i powiewające na masztach. Amerikan drim nabazgrane koślawo na kawałku wewnętrznego muru, na którymś z baraków, w którym, sądząc z odgłosów, trzymają jakieś zwierzęta.

Na środku placu szubienica i kołyszące się na niej świeże ciało z przytwierdzoną do piersi tabliczką.

Spoiler:
 

Stare biuro naczelnika więzienia - segregatory, stalowe szafki na akta, papier, dużo papieru, a do tego martwy, ciemny, 17 calowy monitor, ozdabiający biurko hardholdera. Baker stoi za tym biurkiem, ręce ma założone za plecy. Siwy, niemłody, ale wyprostowany. Dwóch gangerów po bokach, oni nie są tu najważniejsi - Baker rozmawia z nowoprzybyłymi. Informacja o losie holdu Donovana zaskakująco szybko doprowadziła Snow przed jego oblicze.

Visage i Baddog stoją obok.

Baker:
- Powtórz to, proszę. Cały hold tego brudasa po prostu przestał istnieć?
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Lip 06, 2010 5:21 pm

Snow ręce ma założone z tyłu, na plecach, stoi na lekko rozstawionych nogach, wyprostowana, niczym kadet na apelu. Nie patrzy na Bakera, wzrok ma utkwiony w niewidoczny punkt gdzieś przed nią.

- Ślady sprzed około tygodnia. - relacjonuje spokojnym, rzeczowym tonem. - Krew, dużo krwi. Nic dziwnego zresztą, bo też pełno kości. - pełen profesjonalizm. - Ktokolwiek to zrobił, nieźle się uwinął. I pewnie przy okazji sporo na tym zarobił. - milknie na chwilę, jakby coś sobie próbowała przypomnieć, przywołać szczegóły.
Otwiera usta, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale po chwili kręci głową.

- Raczej nie było żadnych ocalałych. - krótkie, szybkie spojrzenie, rzucone w kierunku Visage. - Ten driver wiózł dla nich ładunek. Chyba troszeczkę się spóźnił. Ciekawe, czy zapłacone z góry? - rzuca już całkiem od niechcenia.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Lip 08, 2010 5:03 pm

Wśród zniekształconych głosów i niewyraźnych słów Baddog ze skupieniem przygląda się rozłożonym na blacie biurka dłoniom Bakera. Dostrzega napięte pod pobrużdżoną, ogorzałą skórą ścięgna zdradzające położenie owiniętych mięsem kości. Ostrze prześlizgnie się pomiędzy nimi bez większego oporu. Brainer zerka ukradkiem na dwóch ochroniarzy. Chwila nieuwagi, tyle mu potrzeba. Na jego skroni lśnią krople zimnego potu. Własny oddech wydaje mu się zbyt głośny. W chwili, gdy wszyscy w pomieszczeniu jednocześnie spoglądają w jego stronę, odległy lęk przemienia się momentalnie w paraliżujący dotyk paniki.
- Śmiało. Potrafisz. – mówią wyszczerzone w złowróżbnym uśmiechu zęby Bakera.

- Co?Baddog czuje, że zaschło mu w gardle.
- Smith. Co się z nim stało?
- Ja... Znałem go. – Ulga. Myśli nabierają rozpędu. – Wiedział, że mogę mu zagrozić. Broniłem się.

Powstrzymuje chęć zapytania o dyndające na zewnątrz ciało. Pewnie nawet w dzieciństwie Jordy nie grzeszyła urodą, była za to jedną z niewielu osób, które traktowały Baddoga z niejaką serdecznością. Wszystkich tak traktowała. Od pierwszej wizyty w ambulatorium wiedział, że dziewczyna była zbyt dobra. Nie mogła przeżyć w holdzie Bakera. Ani trochę nie pomagał fakt, że dzieliła się lekami z gorzej prosperującymi społecznościami w okolicy. Ostrzegał ją wiele razy. Wiedział, że tak to się skończy. A jednak nie był do końca przygotowany.


Ostatnio zmieniony przez Jack of Winters dnia Pią Lip 09, 2010 12:25 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Lip 08, 2010 5:35 pm

Baker nie jest głupcem. Tyle Baddog wie, a przecież zna się na ludziach. Ale nawet Baddog czuje się zaskoczony, kiedy słyszy głos hardholdera i widzi jego oczy skierowane w swoją stronę, patrzące wprost na niego, jakby wcale nie nosił maski.

- W moim holdzie się nie kradnie, Baddog. Ostrzegałem ją. Zasady to zasady. - chwila pauzy, zresztą oczywiście nie wszyscy wiedzą o co chodzi. - Nie sprawiło mi to radości.

W zasadzie... można mu wierzyć.

- Postąpiłeś głupio, trzeba było go najpierw przesłuchać, z pewnością musiał wiedzieć coś na temat losów tego smietniska Donovana. Ty spieprzyłeś, Visage.
Wzruszenie ramion, Visage strzepuje z rękawa lśniącej kurtki nieistniejący pyłek.
- Twój brainer nie dał mi za wiele czasu.
- Nie zastrzelił go swoją bronią. Zabroniłem mu nosić broń.
- Nie.
- A więc ten nieudacznik, który dał sobie odebrać broń ma ponieść konsekwencje. Ktoś powinien nauczyć go, że takie rzeczy nie przechodzą płazem.
- Zrobię to...
- Nie, Visage. Ty nie. Hej, Snow, pomóż w tej sprawie. Oczywiście zapłacę. Visage nie poradził sobie z dyscypliną. Nie zabijaj, naucz.

Stalowoszare spojrzenie. Stalowoszare oczy, nieruchome jak u ptaka, wpijające się drapieżnie nie w Snow, lecz w Visage. Władza i upokorzenie, w napięciu splatające się na tym krótkim dystansie między biurkiem a drzwiami do gabinetu, który rozdziela dwóch mężczyzn.

- Idźcie. I jak już załatwicie to, o czym mówiłem, zacznijcie planować poszukiwania tych dwóch, którzy zniknęli na pustyni z wozem pełnym broni. Baddog! Ty zostaniesz. Opowiesz mi o dwóch trupach. O tym, z kim ona handlowała. I o tym, kim naprawdę był Smith. Przekonaj mnie, że jego śmierć nie ograbiła mnie z informacji, jakich mógł mi udzielić. Nie naraziła holdu. Nie chcesz mi wisieć.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Lip 09, 2010 1:58 am

To prawdopodobnie ton, jakim wypowiedziane jest jego imię. Krótkie, nie znoszące sprzeciwu warknięcie, niczym smagnięcie prętem po plecach. Natychmiast przegania ludzkie odruchy, przywołuje do powrotu do właściwej roli. Zły pies.

- Dziewczyna jest martwa, Baker. – mówi w kierunku drzwi, kiedy te zamykają się za Snow i Visage, po czym odwraca się niespiesznie do pracodawcy. – Nie trzeba było jej wieszać, kiedy twój brainer był na pikniku. A może myślisz, że mi się zwierzała?
- Zwierzała ci się, Baddog? – Hardholder nie zdradza najmniejszych oznak rozbawienia.
- Tak, zawsze po rżnięciu. Nie pamiętasz, dlaczego dałeś mi tę maskę?

Stuk i Puk warczą, odgrażają się, robią pokaz lojalności. Baker ucisza ich obu. To nie pierwszy raz. Nie ma już przed kim odgrywać jednolitego organu władzy. Poza tym, brainer pamięta, żeby nie podnosić głosu.

- Dowiem się, jeśli kłamiesz. – Przeciągające się milczenie, powietrze niemal skrzące się od napięcia. – Smith.

Baddog parska pogardliwie sięgając po stojące obok szafek krzesło.

- Chcesz wiedzieć, kim był Smith? – Mężczyzna w masce siada naprzeciw biurka z uśmiechem, który nie znajduje odzwierciedlenia w jego oczach. – Powiem ci, kim był Smith.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Lip 09, 2010 9:51 am

Spoiler:
 
Spoiler:
 
Milczała. Tam, u Bakera, co jeszcze było do dodania? Nawet jeśli próbowała odmówić, to jak na dłoni było widać, że stoczyła krótką walkę i ją przegrała.
Niektórym ludziom się po prostu nie odmawia. Nie, kiedy jesteś w ich małym królestwie, nie, kiedy dookoła pełno ich przydupasów obwieszonych bronią. Nie, kiedy ktoś może cię wywalić na zbity ryj z holdu. Albo jeszcze lepiej. Stwierdzić, że jeśli nie chcesz wykonywać poleceń, w takim razie dasz chłopcom trochę rozrywki.
No więc, przegrała. W bardzo złym stylu.
A potem, kiedy już drzwi Bakera zatrzasnęły się za nimi, Visage po prostu popatrzył na nią. I odszedł.

- No i niby co miałam, kurwa, zrobić? - nie, przecież nie tłumaczyła się przed nikim. Nigdy. Może teraz robiła to przed samą sobą? - Tak to już jest. Albo ma się narzędzia, albo samemu jest się narzędziem. A ja jestem właśnie tym.
Przynajmniej rozprawienie się z tamtym dupkiem to jedna rzecz, z którą poszło jej łatwo.

* * *
Spoiler:
 
Kość w łamanej ręce chrupnęła głucho i Snow skrzywiła się lekko. Odgłos był naprawdę obrzydliwy.
- ...i właśnie dlatego następnym razem nie popełnisz tego samego błędu. Prawda? - wywarła odrobinę silniejszy nacisk butem na wykręcaną przez nią rękę. Leciutki. Wystarczyło, żeby mężczyzna znów zaczął wić się po ziemi z bólu. - Nie chcesz być dupkiem. Głupim, żałosnym, zapatrzonym w samego siebie dupkiem. Mam rację? - poczekała chwilę na cokolwiek, co można było uznać za potwierdzenie. - Nie chcesz, żeby na przykład taka miła dziewczyna jak ja miała przez ciebie potem problemy. Bardzo, bardzo nie chcesz. I jeszcze pójdziesz do pana Bakera i podziękujesz za lekcję, której tak wspaniałomyślnie ci udzielił. Mam rację? - puściła go i krytycznym okiem obejrzała swoje "dzieło". Najwidoczniej uznała, że koleś ma już dość.
Nie przeszkodziło jej to jednak w tym, aby na odchodnym poczęstować go kopniakiem pod żebra.

* * *

- Baker po prostu mnie użył. To przynajmniej potrafię robić. Być narzędziem. - gdyby nie to, że leżała na łóżku, i gdyby nie lekki problem z koordynowaniem ruchów, rozłożyła by ręce na znak bezradności. A tak, tylko wykonała jakiś bliżej nieokreślony gest. Pewnie to wina gorzały, wlała w siebie już pół butelki. Normalnie przecież człowiek nie rozkleja się. Zwłaszcza, jeśli na każdym kroku okazuje, jak bardzo mu nie zależy.
- Bardzo mi przykro! Twoje zdrowie, Smith, gdziekolwiek teraz jesteś. Naprawdę byłeś pechowy, cholerny skurwysynu. Nie moja wina, jak ktoś nie wie, że młotka się używa do wbijania gwoździ. A nie bicia się po głowie.

Moment później pusta butelka rozbiła się o ścianę.


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Czw Lip 15, 2010 9:50 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Lip 11, 2010 1:01 am

Ciężko o dobrego brainera. Jeszcze trudniej o lojalnego. Nie wyszkolisz sobie takiego, tak jak wyszkoliłbyś bandę śmieciarzy w posługiwaniu się spluwami. Nie przekażesz niezbędnych umiejętności. Zbyt mało mają wspólnego ze świadomością. Albo się z tym rodzisz, albo przychodzi do ciebie samo. Zresztą, niewielu się do tego rwie.

Weźmy teraz kolesia imieniem Mercer. Ewidentnie ma z brainerami jakieś przykre doświadczenia. Paranoik. Najchętniej zabiłby ich wszystkich. Oczywiście, nie jest w stanie i pewnie dlatego rozważa ich potencjał bojowy. Pewnego razu napotyka na pustyni kolesia, który w desperacji oferuje mu własną dywizję brainerów. Dla ochrony. Twierdzi, że z odpowiednimi zasobami mógłby obudzić przeróżne talenty w mózgu ochotnika. Coś o operacji na żywym mózgu. Mercerowi pomysł się podoba. W pewnym sensie pasują do siebie.

- Nie pytaj mnie o logikę. Mercer był jednym z tych hardholderów. – Puknięcie w czolo. – Poza tym handlował żywym towarem. Miał doświadczenie w łamaniu ludzi. Pewnie myślał, że będzie w stanie taką trzódkę urobić.

Smith dostał coś na kształt pracowni i dostęp do wybrakowanego towaru z inwentarza Mercera. Trzeba przyznać, że zabrał się do roboty z entuzjazmem. Szybko musiał się wynieść poza hold. Krzyki źle wpływały na morale. Od czasu do czasu Mercer odwiedzał swoją psiarnię. Smith wciskał mu wtedy jakiś kit o postępach w badaniach, po czym domagał się większej ilości mięsa. Naturalnie, umieralność jego pacjentów była wysoka. Szczęściarze kończyli jako warzywa. Przeważnie niegroźne.

- Pozbywali się ich. Nie wiem jak, ale pewnie jeszcze z zyskiem. Jakie to ma znaczenie?

Tak naprawdę Smith gówno wiedział o źródle umiejętności brainerów. Z drugiej strony może coś faktycznie było na rzeczy, skoro przynajmniej w czterech przypadkach osiągnął zamierzony efekt. Mercer gładko przejął inicjatywę w kwestii ich wychowania. Wkrótce za słowo aprobaty z jego ust oddaliby życie. Nienawidzili go i kochali. Był ich ciemiężcą i ich bogiem. Smith tymczasem miał kolejne sukcesy, które tym razem skrupulatnie trzymał w sekrecie. Z tym, że Smith nie wiedział o dyscyplinie nawet w połowie tyle, co handlarz niewolników. Wokół zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

- Wszystko zaczęło się pomału sypać. Na początku nikt niczego nie zauważał, ale psychoza szerzyła się jak prawdziwa zaraza. Kulminacją były zamieszki w holdzie. Rewolta. Smith i Mercer zniknęli w zamieszaniu. Miałem cichą nadzieję, że obaj od dawna gryzą piach. Kiedy zobaczyłem starego sukinsyna na pustyni, zaatakowałem zanim on miał szansę zrobić to samo. Miałem skuć kajdankami jego mózg?
- Mogłeś go obezwładnić.
- Równie dobrze mógłbym próbować obezwładnić gniazdo grzechotników. Załatwiłem faceta z doświadczeniem w rujnowaniu holdów. Nie musisz dziękować.
- Jedyne, co ci zawdzięczam to brak odpowiedzi w kwestii Donovana.
- To nie był Smith. Wszystko działoby się powoli, rozeszłyby się wieści. Nie wpadłby tam, ot tak, żeby wszystkich wystrzelać.
- Mówiłeś, że miał ludzi.
- Jeśli tam są, to śmierć Smitha raczej nie była im na rękę.
- Jeśli tam są, Baddog, to nieźle się narobisz, żeby zachować strzęp skóry, który nosisz pod tą maską.
- To wszystko?

Brainer wstaje z krzesła i zdecydowanym krokiem kieruje się w stronę drzwi. Zatrzymuje go raz jeszcze głos Bakera.
- Jeszcze jedno. – Hardholder czeka, aż jego rozmówca odwróci się w jego stronę. – Nie wspomniałeś, w której grupie świrów byłeś. Smitha czy Mercera?
- To chyba oczywiste. – Brew Bakera unosi się w niewypowiedzianym „czyżby”. – Smitha. Dlatego go rozwaliłem.

Spoiler:
 

Drzwi zatrzaskują się głucho za wychodzącym brainerem.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lip 12, 2010 9:13 pm

Siwy sukinsyn po prostu się gapił, a Baddog w tym czasie powstrzymywał się ledwo, żeby nie sięgnąć przez wszechszambo i nie wleźć w ten jego nadęty łeb. Powstrzymywał się skutecznie. Potem trzasnął drzwiami i wyszedł niezatrzymywany.

Dopiero kiedy opuszczał budynek, zrozumiał, że takie zakończenie rozmowy było błędem.

Ujawniło panikę, aż nadto wyraźnie. Ciekawe, co też ten skurwiel teraz knuje, co myśli... Dziwnie było czuć teraz to, co zapewne czuło w jego własnej obecności jakieś 95% populacji.

Kiedy Baddog podniósł wzrok, spotkał jego spojrzenie, z wysokiego okna, dającego doskonały widok na główny plac holdu. Kurwa. Wcale nie było pewne, który z tych dwóch nosi lepszą maskę.

***

Visage nie był w nastroju do żartów. Ten rodzaj sarkazmu w jego wykonaniu nie był zaproszeniem do przekomarzania się.

- Zawsze. Zawsze można na ciebie liczyć. Nie. - powstrzymujący gest dłoni. - Ani słowa więcej. Wróćmy do konkretów. Tak jak ci mówiłem, Snow. Phoenix to źródło zarazy, pewnie jakaś stara broń, albo coś, o czym może opowiedzieć ci bliżej ten mutant Baddog... Niemal nikt stamtąd nie wraca. Tych kilku, którzy wrócili, ciężko nazwać ludźmi.
- To znaczy?
- To znaczy, że wyglądali podobnie jak twój Smith tuż przed śmiercią, z tą różnicą, że potrafili biegać i sprawiali wrażenie bardzo głodnych. A ty, czy ja to całkiem niezły kąsek, jeżeli wiesz o czym mówię. Żadnego kontaktu. Co najmniej kilka kulek więcej, niż w normalnego gościa. Pewnie bardziej zaciekli niż za życia, łapiesz?
- Kurwa.
- Coś w tym guście. Z ostrymi zębami. Zdaje się, że nie lubią światła.

***

- I wtedy ten sukinsyn powiedział mi, że ma inne zadanie. I tym sposobem jesteśmy w tym razem, dziwaku. Spróbuj się roześmiać, a pojadę tym wozem tak, że nauczysz się, do czego służą te pasy.
Maska pozostaje nieruchoma. Kto jednak wie, co dzieje się w tym czasie pod nią? Tak czy inaczej, coś podpowiada Baddogowi, że pasy to wcale nie taki głupi pomysł.
Czuje, że ktoś go woła. Czeka, żeby wyjrzał zza swojej maski. Wyje na horyzoncie percepcji. Lekka chrypa w głosie spod maski nie zdradza intencji.
- Czy nasz drogi kolega miał tu coś do załatwienia na boku? Podejrzewam, że nie za bardzo chciał się dzielić tym co ma z Bakerem. Trudno go winić...
- Wątpię. Martw się lepiej, od czego zaczniemy.

Obraz rozszerza się, perspektywa zmienia, mały pojazd szybko staje się tylko pyłkiem na tle brudnoszarego pustkowia, poprzecinanego czarnymi szczerbami rozpadlin.

- Gówniane to zlecenie. - słychać głos Snow.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lip 12, 2010 10:17 pm

- Kuuuurrrrwaaaaaa. - rozlega się z siedzenia kierowcy, za każdym razem, kiedy hummer podskakuje na wybojach. Snow najwidoczniej wstała dziś lewą nogą. Nie wiadomo skąd skombinowała sobie okulary przeciwsłoneczne, co dosyć skutecznie utrudnia odgadywanie czegokolwiek na temat jej samopoczucia. Widać jednak, że jest blada. Co chwila nerwowo oblizuje spierzchnięte usta.

No i klnie, klnie na czym świat stoi. Na przemian z przeciągającym się milczeniem.

* * *
- Słuchaj. Nie chcę, żebyś sobie za wiele pomyślał, więc wyjaśnijmy sobie. Znam Marylina. Polegam na nim. Rozumiesz? - obraca głowę w kierunku Baddoga, co daje dość śmieszny efekt. Okulary odbijają się w szkiełkach maski, maska odbija się w okularach.
- Nie, żebym mu kurwa ufała, ale znam go. - przenosi spojrzenie na drogę przed nimi. - Nie wpakował by mnie w jakieś gówno, nie zniknął w taki sposób. Musiałby mieć powód. Nie jest takim tępym chujem jak... - najwidoczniej gryzie się w język. Kogo miała na myśli, można się tylko domyślać. - A już na pewno nie chciałabym, żeby stało mu się coś złego. Rozumiesz? - uśmiecha się w naprawdę uprzejmy, sympatyczny sposób. Dziewczyna z sąsiedztwa.
Lekko kontrastuje to z treścią wypowiadanych słów.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Lip 14, 2010 4:33 pm

Rozmowa między dwójką najemników nie kleiła się już od dłuższego czasu, dlatego nagły potok słów z ust Snow jest dla towarzyszącego jej mężczyzny zaskoczeniem. Baddog odejmuje lornetkę od oczu na tyle długo, aby wysłuchać całego wywodu patrząc na swoją rozmówczynię, po czym bez słowa wraca do wypatrywania zaginionego transportu. Nuda przerywana sporadycznym przekleństwem Snow zastyga w ciężkie, ostentacyjne milczenie.
- Bolało mnie, kiedy udawałaś, że nic między nami nie ma. - Warkot silnika porywa wyszeptane słowa.
- Co, kurwa?
- Chyba coś mamy.

***
Snow i Baddog stoją na krawędzi niezbyt stromego urwiska. Przed nimi rozpościera się wyblakła, martwa pajęczyna ulic nabijana szkieletami na wpół zasypanych budynków. Brainer przez krótką chwilę stara się powstrzymać niespodziewaną falę rozbawienia, ale szybko daje za wygraną. Cichy chichot powoli przeradza się w nieskrępowany, naturalny, lecz w jakiś sposób wciąż niepokojący śmiech. Mężczyzna przykłada dłoń do swojego czoła, jakby sprawdzał czy nie ma zbyt wysokiej temperatury.
- Co cię tak cieszy?
Baddog wskazuje na wysuszone pozostałości Phoenix, kręci głową, jakby nie potrafił zrozumieć powagi swojej towarzyszki. Po chwili jego wesołość zaczyna umierać.
- Nieważne. - Macha ręką zrezygnowany. - Twój kumpel jest martwy. Możemy wracać do holdu.
- Był z nim wasz człowiek. Nie wjechaliby tam bez powodu. Co, zawlekły ich tam wasze zdziczałe mutanty?
- To nieistotne. Żaden nie wróci.
Przesypujący się po pustkowiu pył zdaje się podkreślać ostateczność tego stwierdzenia. Brainer wydaje się obojętny co do planu formułującego się w głowie jego towarzyszki. Odchodzi w kierunku samochodu nucąc melodię piosenki, której słowa dawno odeszły w niepamięć.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Lip 14, 2010 5:50 pm

Snow stoi nad krawędzią, podrzucając w dłoni klucze od samochodu. Całkiem od niechcenia.
Najwidoczniej nie śpieszy jej się z powrotem do auta. Chodzi o obecność jej towarzysza, czy tylko o perspektywę niewygody, związanej z długą i monotonną jazdą przez pustynię?

Otacza się spokojem niczym ścianą. Dookoła niej. Kalkuluje.
Rachunek jak na złość nie chce wyjść tak, jak by tego chciała.



*wcześniej*

- Potrzebuję twojej pomocy. - badawcze spojrzenie wyblakłych, staro-szarych oczu. Jest w nim spokój. Dużo spokoju. Może odrobina melancholii albo smutku, gdzieś na samym dnie? - Baker nie powiedział nam wszystkiego, co wie.
- Wydawało mi się, że to jasne dla nas obojga? - smagnięcie kpiny, tak doskonale wyczuwalnej w głosie.
- Chce ten ładunek. Jakikolwiek jest powód, podejrzewam że może być podobny do tego, dla którego Smith chciał go przechwycić. Smith pracował dla Donovana. Czy to nie trochę dziwne, że zależało mu, aby ten ładunek nigdy do holdu Donovana nie dotarł? - długie, uważne spojrzenie. Nie natarczywe. Po prostu ciekawe. - Pomóż mi przekonać Bakera, żeby wysłał na poszukiwania więcej ludzi.
- A gdzie w tym wszystkim pomoc dla ciebie?
Snow milczy, milczy tak długo, że staje się to znaczące.
- Nie lubię zostawiać innych za sobą. - odpowiada w końcu. - Pomóż mi ten jeden raz. Nie ma w tym żadnej gry.
- Gry są zawsze i wszędzie, Snow.
- Tak, wiem. Ale nie tutaj. A przynajmniej nie tu, gdzie ty ją widzisz. - uśmiecha się lekko. - I jeśli nie domyślasz się, na czym polega teraz moja gra, to naprawdę jesteś głupcem. Nie oferuję żadnego targu. Po prostu powiedz, czego chcesz. I zrozum mnie dobrze. Jesteś jedyną osobą, którą mogę prosić o pomoc. Jedyną, Visage.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Pon Sie 23, 2010 2:21 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Lip 14, 2010 7:53 pm

Snow bardzo powoli rusza w kierunku wozu. Z pozoru zachowuje się spokojnie, lecz spojrzenia rzucane znad przyciemnianych szkieł, szukające na okolicznych, pobrużdżonych rozpadlinami pustkowiach jakiejkolwiek oznaki zagrożenia, jakiejkolwiek zasadzki, jakiegokolwiek ruchu wręcz, noszą w sobie coraz więcej znamion paniki.

Pustynia wokół, przykryta nierówną kołdrą pyłu, rozjarzona mikrofalówka, zdaje się pusta. Spalone dawno temu, sczerniałe i zapylone przedmieście było tak martwe, tak jak to tylko możliwe, tak mocno i namacalnie, że niemal ciężko uwierzyć, że żyło kiedykolwiek... tylko że za nim, dalej, sterczały godząc w szare niebo budowle, wiele wież z betonu, szkła i stali, które powinny przecież wyglądać tak samo jak te śmieszne, spalone ex-domki w pobliżu... Te domki, przypominające czaszki zjedzonych ludzi, umieszczone przez ludożerców na postrach przed jakąś jaskinią.

Tymczasem one tam stały, jakby nigdy nic, w dużej części nietknięte.

Baddog krzywi się pod maską, widok w lornetce nieprzyjemnie rezonuje w jego umyśle jak fałszywy akord, pyłek bezsensu rzucony w tryby logiki. Kiedy wreszcie zbliża się Snow, obraca głowę w jej kierunku i do pierwszej grudki wątpliwości dołącza druga. Ktoś inny może nabrałby się na ten jej wystudiowany spokój, nonszalancką pozę, nieruchomą twarz. Ale nie brainer.

Coś tu cuchnęło.


*wcześniej*

- Najpierw mi coś obiecasz.
Snow parska, z niedowierzaniem kręcąc głową, zamierza machnąć ręką, ale jego twarz jest poważna, żałosne cliche sytuacji zdaje się nie robić na nim wrażenia. Więc dziewczyna słucha.
- Obiecasz. Obiecasz, że kiedy przyjdzie czas i trzeba będzie wybrać między tobą, a którymś z twoich kumpli, wybierzesz siebie. Nie będziesz dla nich poświęcać tyłka.
- Visage...
- Będziesz wiedzieć. Dowiesz się prędzej niż byś chciała. Obiecaj.
Westchnienie. Kiwnięcie głowy, wystarczy.
- Baker też nie chce, żeby ten ładunek dotarł w pobliże jego holdu. Ale chce wiedzieć, co się z nim stało, dlatego was wysyła. Jeżeli uda się wam go znaleźć, mam go przechwycić i ukryć na pustyni.
- My?
- Wspomniał, że nie chce świadków.
Milczenie.
- Kurwa. Że ma gdzieś mnie, to rozumiem, ale spisał na straty swojego brainera?
- Chyba przestał mu ufać.
Dłuższa chwila ciszy, przerywana jakimiś śmiechami z innego bloku więzienia. Czekają, aż koło jego celi przejdzie kilku gangerów. Po chwili znów szept Snow.
- A jeśli nie znajdziemy...?
Wzruszenie ramion.
- Wtedy mam znaleźć ja. A co sądzi Baker o nieudacznikach miałaś okazję się przekonać. No i...


***

Baddog taksuje ją spojrzeniem, jeszcze milczy, ale smród zaczyna wdzierać się pod jego maskę, drobne włoski na ciele stają dęba. Ona zaciska zęby, syczy ni to do siebie, ni to do niego:
- No i jeśli Marilyn ma kłopoty, to będzie z nimi już całkiem sam.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Lip 17, 2010 1:36 am

Baddog siedzi kącie swojej celi. Maska porzucona na pryczy. Kolana przyciśnięte do klatki piersiowej. Oczy wwiercające się w przestrzeń. Gołe ściany otulają zimnem, schładzają jego myśli.

Misja w Phoenix. Bezwzględna, paranoidalna wręcz kwarantanna przerwana, żeby odzyskać zaginiony ładunek. Co może być tak ważne? I jeśli faktycznie takie jest, dlaczego nie nadzoruje tego najbardziej zaufany człowiek Bakera? Brainer pracował przy hardholderach dość długo, żeby wiedzieć, w jakich okolicznościach powierza się zlecenia niebezpiecznym malkontentom i wynajętym spluwom. Baker nigdy nie kazałby zabić własnego człowieka z powodu podejrzeń. Baker nie łamie zasad. Nie , jeśli istnieje ryzyko, że dowie się o tym jego trzoda. Raczej wyśle kogoś takiego na pewną śmierć. Raczej zleci to w tajemnicy komuś z zewnątrz.

- Spójrz prawdzie w oczy, Baddog. – Znajomy głos. Umęczony, chrapliwy, ale wciąż wesoły. – Jesteś martwy.
Brainer próbuje wtopić się w przylegającą do jego pleców ścianę. Próbuje zrobić to jak najciszej. Wstrzymuje oddech, kiedy po drugiej stronie krat pojawia się ludzka dłoń. Za nią po brudnej podłodze wlecze się zmaltretowane ciało. Powoli, nieuchronnie. Słychać cichy brzęk łańcucha.
- Smith? – Ledwo zauważalna rosnąca intonacja.
- Wiedziałeś, że do tego dojdzie. Prędzej czy później. Kwestia czasu. Wolałbyś publiczną egzekucję?
Taki, jakim go widział po raz ostatni. Gorszy. Roztrzaskane ołowiem szczęki silą się na uśmiech tak wyraźny w jedynym, pokrytym bielmem oku. Płuca zdobywają się na brzmiący niczym przedśmiertne rzężenie śmiech. Przestrzelona dłoń zaciska się na jednym z metalowych prętów.
- Czekamy na ciebie, Baddog. Jest nas bardzo wielu i jesteśmy bardzo głodni.
- Jesteś martwy.
Mężczyzna w celi kręci głową, zamyka oczy. W powietrzu czuć zapach rozkładu.
- Wiedziałeś, że tutaj, po drugiej stronie wszystko się powtarza? Bez końca. Bez końca.
Słychać bzyczenie. Brainer czuje mrowienie na skórze w miejscach, gdzie siadają na nim insekty.
- Jesteś martwy!
Baddog sięga do biodra po pistolet, którego nie ma tam od czasu, kiedy Baker kazał mu go odebrać za strzelanie do upiorów. Zamiast spluwy znajduje jeden ze swych noży. W duszącej chmurze robactwa próbuje doczołgać się do widma, odesłać je z powrotem do piekła. Gdy jest już na wyciągnięcie ręki, do żałosnego rechotu Smitha i huczącego w uszach bzyczenia dołącza szmer setek tysięcy maleńkich odnóży.

Spoiler:
 

Nieliczni mieszkańcy tego skrzydła obudzeni przez opętańczy krzyk z najodleglejszej celi zawijają się ciaśniej w swoje koce. Nigdy nie byli w stanie się przyzwyczaić.

***
Nawet stojąc w pewnej odległości od samochodu Baddog czuje na sobie ciepło promieniujące od rozżarzonej karoserii. Odwrócony plecami do towarzyszki dyskretnie upewnia się, że skalpele są na miejscu, gotowe do swej brudnej roboty. Jeszcze raz spogląda w kierunku Snow. Nie chce tego.
- Ile wzięłaś zleceń? - Cisza. Po chwili spoczywa na nim znajome, przenikliwe spojrzenie. - Łącznie. W życiu.
- Dużo. - pada lakoniczna odpowiedź.
- Wiesz, że spisali nas na straty. Nawet, jeśli stamtąd wyjdziemy... Kwarantanna.
- Być może.
Dziewczyna ponownie odwraca się w stronę miasta, wyraźnie zajęta swoimi myślami. Baddog marszczy brwi. Snow ufa swojemu facetowi. Gładkiej twarzy łatwo zaufać. Wierzy, że złapie ją, jeśli upadnie.
- To jaki mamy plan?
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Lip 17, 2010 3:24 pm

Snow stoi nieruchomo przy samochodzie, twarzą zwrócona w stronę Phoenix.
- Plan? Zabijemy ich. Wszystkich. - mówi spokojnie, wzruszając ramionami.
Spokój, niczym lód skuwający rzekę. Pod powierzchnią coś się kłębi, kotłuje. Póki co, pod powierzchnią. Ale brainer już wyczuł, że tak naprawdę niewiele brakuje, żeby przysłowiowa kropla przepełniła czarę. Spokój Snow coraz bardziej zaczyna przypominać desperację.

Chwilę później dziewczyna wybucha śmiechem. Zdejmuje okulary i potrząsa głową, najwidoczniej mocno rozbawiona.
- Daj spokój. Mój kumpel jest martwy. Możemy wracać do holdu. - rozkłada ramiona, szeroko. - Możemy, Baddog?


*wcześniej*

Dziewczyna odwraca się do Visage plecami, podpiera ręką o ścianę celi. Głowę opiera na ramieniu. Próbuje złapać oddech, jakby ktoś właśnie wymierzył jej cios pięścią w żołądek. Z całej siły.
Mówią, że prawda jest jak tlen. Dostaniesz za wiele i się rozchorujesz.
- Dobrze. Powiem Bakerowi, że rezygnuję z tego zlecenia.
- Nie zrobisz tego. Chcesz znaleźć swojego kumpla. Nie chcesz, żebym to ja znalazł go zamiast ciebie. Nie lubisz zostawiać innych za sobą, prawda? - to już nie kpina. Raczej wyrzut. Na przekór słowom, mężczyzna zbliża się do niej, kładzie dłoń na plecach. Palce wplątują się w kosmyki jasnych, prawie białych włosów.
- To nie tak. - Snow wciąż ma problem z uspokojeniem oddechu. Może dlatego jej głos jest taki zduszony. - Nie miałam wyboru.
- Oczywiście. - jest w tym bardzo, bardzo dużo urażonej dumy.
- Chcesz prawdy? Dobrze, dostaniesz ją. Zasłużyłeś. - Snow obraca się do niego, patrzy prosto w oczy.
- Niczego od ciebie nie potrzebuję, Snow.
- To kłamstwo i oboje o tym doskonale wiemy. A ja chcę, żebyś się dowiedział. Zwłaszcza, jeśli już nosisz dla mnie kulę.
Visage kręci głową, ale to nie jest protest. Siada ciężko na łóżku. Słucha.
- Pracowaliśmy wtedy dla Marshalla, pamiętasz? Pamiętasz też pewnie, jaki to był skurwysyn. - Snow opiera się plecami o ścianę. - Chciał mnie dla siebie. Twoją kobietę. Ty byś się sprzeciwił. A wtedy by cię zabił. On, albo jego ludzie. - odchyla głowę do tyłu, zamyka oczy. - Dodałam dwa do dwóch i wyszło mi cztery. To ja byłam wtedy problemem. Zniknęłam, i problem przestał istnieć. - wzruszenie ramionami. Przeciągające się milczenie. Długie, długie minuty.
Prawda jest jak tlen.

- Mogłaś mi powiedzieć.
- Daj spokój. Marshall był zbyt silny. Zrobić wtedy z tobą, albo ze mną, cokolwiek, to było dla niego jak splunąć. Wiedziałam, jak to się skończy, jeśli zostanę. Pamiętasz, co zrobiłeś temu biednemu skurwysynowi w barze? Dlatego, że ze mną zatańczył?
- Gnarly? Dobierał się do ciebie.
- Złapał mnie za tyłek. A ty połamałeś mu ręce. Obie.
- Nie znasz mnie tak dobrze, jak ci się wydaje, Snow.
- Możliwe. Oboje byliśmy wtedy dwójką głupich gówniarzy. Od tamtego momentu... Od tamtego momentu ciągle uciekam. Ludzie nie mają już dla mnie twarzy, wiesz? Nic się nie liczy. Nie mogę... nie potrafię przestać.
Mężczyzna podrywa się nagle, łapie ją za nadgarstki. Przyciska do ściany.
- A może zrobiłaś to po prostu dlatego, że wciąż próbujesz uciec z tamtej klatki? Tej, z której wyciągnąłem cię u Mercera? Co? Może dlatego to wszystko? - chociaż oddechy przyśpieszają, oni nadal rozmawiają spokojnie. Jakby omawiali pogodę za oknem.
- Nie znasz mnie tak dobrze, jak ci się wydaje. Nic się nie zmieniło, Visage. To nie było wymierzone w ciebie.
- To w takim razie po co był ten pokaz, co? Tam, przy posterunku?
Snow uśmiecha się lekko. Nie odpowiada na pytanie, nie od razu.
- Zachowywałeś się dokładnie tak samo. Wszystko wróciło do mnie, kiedy cię tu spotkałam. Wiem, że do ciebie też.
- Jesteś pewna?
- Mam zamiar się przekonać.

Spoiler:
 





- Potrzebuję twojej pomocy. - badawcze spojrzenie wyblakłych, staro-szarych oczu. Snow przygląda się Baddogowi. Na jej ustach błądzi lekki uśmiech. Zachowuje się właściwie całkiem przyjaźnie. - Baker nie powiedział nam wszystkiego, co wie. Może wreszcie przestaniemy ściemniać siebie nawzajem, co? Chcę się dowiedzieć, co się stało z Marilynem. Powiedzmy, że wiszę mu przysługę. Resztą będziemy się martwić później. - szczęknięcie odbezpieczanego pistoletu. - I dobrze ci radzę. Nie próbuj ze mną sztuczek.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Pon Sie 23, 2010 2:23 pm, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Lip 17, 2010 11:10 pm

Przez tyle czasu Baddog co rusz natrafiał jedynie na barierę lodowatej obojętności i nagle ten uśmiech, niczym błogosławieństwo. Niczym słodka zdrada wymalowana wyzywająco na twarzy. Przyjacielska prośba, szlachetne pobudki, groźba i pocisk w komorze. Dysonans w postawie Snow jest dla brainera aż nadto widoczny. Mężczyzna wzdycha głośno i zamyka oczy.

Przez moment widzi otoczoną nimbem oślepiającej jasności sylwetkę. Dziewczyna, trochę młodsza, stal w oczach, krew na skroni. Wyciąga do niego rękę i przemawia. On milczy, nie rozumie, boi się. Mała dłoń zaciska się na jego ramieniu i ciągnie na zewnątrz, poza granice ciemnego, wilgotnego, uporządkowanego świata. W chaos.

Gdy Baddog otwiera oczy, widok wydaje się daleki od tego, który pielęgnował przez tyle czasu w pamięci. Patrzy na Snow duszącą się pod maskami pozorów. Patrzy na Snow uginającą się pod ciężarem wątpliwości. Czuje się oszukany. Po chwili odzywa się z rezygnacją.
- Pomógłbym ci, Snow. Wiesz, że wystarczyłoby poprosić. – Nawet w tym wysuszonym i spękanym niczym pustynia głosie pobrzmiewa więcej niż ślad czułości. – Ale muszę wiedzieć, czego chcesz. Dlaczego…?

Spoiler:
 

Nie jest w stanie dokończyć ostatniego pytania. Odpowiedź na nie uderza go niczym fala gorąca. Czas spłacić zaciągnięty dług życia. Wraz z ciężarem tej świadomości przez myśli brainera przemyka cicha nadzieja na odkupienie.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Lip 31, 2010 3:38 am

Snow cofa się, krok za krokiem. O mało się przy tym nie potyka.
- Co ty... robisz? Dlaczego mówisz do mnie w ten sposób? - strach, strach nawet nie na twarzy, tylko w oczach. Tych oczach, które wcześniej patrzyły, jakby już wszystko widziały.
Ale ta czułość w jego głosie to coś nowego. Obcego. Zdolnego wyrządzić krzywdę.

Baddog patrzy. Czuje, że jest w tym coś nieprzyzwoitego, bardziej niż w czymkolwiek, co byłby w stanie sobie wyobrazić.
Mimo tego nie może oderwać wzroku.

- Chcę, żeby to się już skończyło. - długie minuty milczenia, które wreszcie przerywa Snow - Nieważne, w jaki sposób. Nie chcę już więcej uciekać. - wyrzuca z siebie słowa z chłodną rezygnacją. - Mercer przyparł nas do muru i albo coś wymyślimy, albo po nas. Poza tym, naprawdę mam dług wobec Marilyna. Więc albo mi pomożesz, albo przynajmniej nie przeszkadzaj. Proszę. - pistolet wysuwa się ze zdrętwiałych palców, upada na ziemię. Dziewczyna unosi dłonie do twarzy.

Spoiler:
 
~~ command: open ~~
przymykam oczy pod powiekami mam wyrysowane obrazy nie są ani dobre ani piękne
jakby cała rzeczywistość rozpękła się widzę ślady rysy skazy Teraz łączy się z Przeszłym i Przyszłym
setki tysiące możliwości ta sama scena widziana wciąż i wciąż na nowo wciąż inna
inny wynik
życie to nie wynik działania matematycznego

tak wiele imion tak wiele twarzy ciała które obróciły się w nicość
tyle głosów które teraz dźwięczą w głowie oni wszyscy przecież odeszli
byli a teraz już ich nie ma

~~szum~~

krew tak dużo krwi czy mojej czy twojej dlaczego
dlaczego mi to zrobiłeś dlaczego ja zrobiłam to tobie

ja pamiętam
tym właśnie teraz jestem
pamiętaniem
pamiętam co będzie co się jeszcze nie stało
to wszystko co widziałam ale czego nie mogłam nie potrafiłam wcześniej poczuć
obłęd

twarze głosy dotyk dłoni ciepłej żywej
oni wszyscy krzyczą do mnie nie chcą odejść czuję ich
wpadam w ciemną toń
ciągną mnie w dół czuję jak się topię
nie potrafię już znaleźć siebie zatracam się staję się szumem
dźwiękiem hałasem
jedną z nich
zapomnienie

~~szum~ trzask~~
~~ 01110011 01101110 01101111 01110111.... ripped disk...
type 'help' to find out more ~~
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Sie 18, 2010 8:07 pm

Głosy, twarze i dotyk ciepłej dłoni.

Snow podąża długą, prostą drogą. To autostrada. Asfalt jest gładki i przyjemnie czarny, na poboczach równo przycięte krzewy. Zmierza do Phoenix.
Zniknęły popioły, a bramy Phoenix to bramy raju. Szmer i zapach płynącej, czystej wody. Szum zielonych drzew, rodzących owoce. Skłaniające się na łagodnym wietrze kłosy zbóż. Obserwujące ją beznamiętnie, dorodne bydło. Śmiech dzieci. Ciche, zadowolone głosy pracujących mężczyzn i kobiet. Wszystko powolne, leniwe, ciepłe i przyjemne jak w tych snach, z których nie chcesz się budzić.
Snow smakuje błękitu nieba, skręca na pobocze i dotyka bosymi stopami wilgotnej, ciemnej, płodnej znów ziemi.
Miasto podniosło się z popiołów. Kurzu. Krwi i kości. Strachu i gniewu.

Snow boi się odwrócić głowę, wie bowiem, co jest za nią. Wie dobrze, że czar może prysnąć, idzie przed siebie, a każdy krok dodaje jej sił.

Przed nią stoją jednak ci, którzy chcą ją zatrzymać. Skrzywiony w gniewie Baker, rozkazującym gestem każący zejść jej z drogi. Wolf, grożący jej bronią. Visage, patrzący gdzieś w przestrzeń, gdzieś ponad jej ramieniem. Okrutna maska Baddoga miga gdzieś na peryferiach widzenia, w dłoni błyska skalpel. Marilyn, wyjeżdżający z miasta prosto na nią, z krwią na zderzakach. Jest ich tam wielu, wielu więcej, ci, których już zna i ci, których dopiero ma poznać. Wszyscy oni chcą ją zatrzymać, wszyscy oni rozsypują wokół siebie popiół, tam gdzie stąpają zostawiają bezpłodne zgliszcza. Ich usta i oczy osnute są dymem.

Snow nie boi się ich, kroczy pewnie, aby przed bramą stanąć przed ostatnią przeszkodą, która oddziela ją od czekającej w Phoenix matki, od Stwórcy. Ostatnia przeszkoda. Kobieta, która odwraca się do niej na końcu tej drogi ma twarz Snow. Ma jej oczy. Celuje do niej z jej pistoletu.

Pociąga za spust.

***

Grzmot. Potężny huk trzęsienia ziemi zwala ich z nóg. Baddog krzyczy coś niezrozumiale, kiedy skały i brudny piach pustyni osuwają mu się spod nóg
Snow chwieje się, szybko mrugając powiekami. Razem z potężnym trzęsieniem ziemi pryska raj, którym ma stać się świat. Wraca brud, kurz i duszący strach.
Przez moment kobieta zawieszona jest pomiędzy dwoma światami, ale głos Baddoga ostatecznie wyrywa ją z otępienia.

Mężczyzna walczy ze wszystkich sił, żeby utrzymać się na krawędzi rozpadliny. Ona podnosi się na nogi, kilka metrów dalej. On nie - nie ma pojęcia, jak głęboko będzie spadał, ani ile ton skał poleci razem z nim, wie tylko jedno - musi się podciągnąć, musi walczyć, aby nie być pierwszą ofiarą nowo narodzonego urwiska.
- Kuuuuurwa, Snow... podaj... mi rękę!!!

Snow ma sekundę na reakcję. To bardzo dużo, wystarczająco, żeby przypomnieć sobie o Baddogu wszystko to, co o nim wie. I wszystko to, co do niego czuje. Czy zasługuje na ten dotyk ciepłej dłoni.
Spoiler:
 

Marilyn obudził się, kiedy zaczęło się trzęsienie ziemi. W ustach czuł gorzki smak, a na rękach prowizoryczne pęta, ale strach, wstrzyknięta do żył adrenalina, ocuciły go błyskawicznie.
Wiedział - nie wiadomo skąd, ale był tego pewien - że znajduje się w Phoenix, w szoferce swego wozu, stojącego na jakimś starym, zniszczonym parkingu. Budynek tuż obok, ze środka głosy, krzyki. Jeden z nich rozpoznaje - Pico. Skurwiel.

Łupłupłupłup - to żyły na skroniach; jakieś idiotyczne trzęsienie, czy walący się gdzieś w dali budynek są teraz dla niego niesłyszalne i zupełnie pozbawione znaczenia. Pieprzony spychacz Marilyna zaparkowany jest w cieniu. Cień rzuca drzewo. Jest zielone. Kilkanaście metrów dalej, spod zburzonej ściany, która otaczała teren parkingu, próbuje wygrzebać się z gruzu, wzbijając tumany kurzu i pyłu ogromny, lśniący skórą i metalem czarny, niezgrabny żuk. Słońce osiągnęło już apogeum i zaczyna zmierzać na zachód.

Życie Marilyna jedzie w nieznanym kierunku. Najwyższy czas chwycić za kierownicę.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 19, 2010 10:06 am

H
.
.
E
.
.
L
.
.
P

Wolno wstukane na widmową klawiaturę, litery rozbłyskują, przez chwilę pulsują na czarnym tle. Wewnątrz wizji, na ekranie świadomości.
I Snow rzeczywiście widzi więcej.

Tu i Teraz?
Snow z przeszłości płacze, upada na kolana, czołga się. Próbuje uchwycić usuwający się w przepaść pistolet. Wspomnienia. Symbol. Jedyna rzecz, którą kiedykolwiek dostała. Tak za darmo. Bez targów. Od niego.

Snow z teraźniejszości jest inna. Nie waha się. Nie ma wątpliwości. Szybko dopada do krawędzi urwiska, pada na ziemię. Wyciąga rękę w kierunku Baddoga.
Tak po prostu. To jasne i oczywiste, niczym instynkt. Nie wymaga skomplikowanych gier.

Mała dłoń zaciska się na jego ramieniu i ciągnie na zewnątrz,
poza granice ciemnego, wilgotnego, uporządkowanego świata.
W chaos.
Dzieje się to, co się dzieje, nic więcej. Ona już o tym wie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 19, 2010 11:59 am

Dopiero szarpnięcie w ramieniu uwalnia go spod kontroli gadziego mózgu. Dopiero teraz, gdy odtwarza w głowie ostatnie trzy sekundy, zdaje sobie sprawę z prędkości własnej reakcji jak również z rozpaczliwego położenia, w jakim się niespodziewanie znalazł. Palce kurczowo zaciskają się na kawałku skamieniałego korzenia, krzyk sam uwalnia się z piekących od wysiłku płuc. Gdzieś w dole rozlega się żałosne stęknięcie dwóch ton stali rozbijających się o kamienne podłoże. Tak wygląda koniec na pustkowiu. Bez sentymentów, bez powodu, bez sensu.

I wtedy widzi jej twarz na tle dogasającego nieba. Widzi ją taką jak dawniej. Oko cyklonu. Pewność w obliczu chaosu. Jego zbawicielka wróciła po niego. Baddog sięga ku wyciągniętej dłoni Snow. W tej właśnie chwili mógłby trwać przez nieskończoność. Jest szczęśliwy.

Nie krzyczy, kiedy ponownie zaczyna spadać.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 19, 2010 2:41 pm

Krzyczy za to Snow, chociaż Baddog nie może rozróżnić słów. Widzi tylko poruszające się usta. Chwilę później dziewczyna skacze za nim w przepaść, w ostatniej rozpaczliwej próbie, żeby go złapać.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Pią Sie 20, 2010 5:22 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 19, 2010 3:28 pm

Marilyn jest wkurwiony. Oczywiście, seks był niezły, Pico potrafił zadowolić każdego. Poza tym, nigdy nie robił żadnych problemów.
Hej, jadę w trasę.
Trzymaj się, wpadnij kiedyś.
Nie można powiedzieć, że mu ufał. Mało było ludzi, którym Marilyn naprawdę ufał, ale fajnie dać sobie czasem w żyłę a potem zasnąć na rozgrzanym, umięśnionym torsie. A potem, kurwa, obudzić się związanym we własnym samochodzie. Cóż za poniżenie, gwałt na największej świętości. Z drugiej strony, zostawić drivera samego w samochodzie to jak zamknąć gunluggera w zbrojowni. W skrócie, głupie.

Dzięki bogom za lenistwo. Ostry kant w szoferce o który już parę razy się mocno zadrapał a którego jakoś nigdy nie miał czasu przyklepać doskonale nadał się do tego, by rozerwać więzy.

Potężny ryk silnika odbił się echem po okolicznych budynkach. Zbierający się właśnie z ziemi strażnik zdążył oddać jedną serię zanim metalowe przednie koło zmieniło go w tubkę pieprzonej pasty do zębów. Ale trzeba mu było przyznać, gość ładnie wybuchł.

Marilyn nie miał jednak czasu podziwiać swojego pięknego dzieła, gdyż silnik zarzęził jak raniony słoń.
- Dalej Misiek, poradzisz sobie. Spierdolimy z tego kurwidołka i znajdziemy, gdzie boli, no. A teraz gazu, bo zrobią nam z dupy jesień średniowiecza. - Slalom ulicami Phoenix przy maksymalnej prędkości trzydziestu mil nie był może zbyt epicki, ale przynajmniej skuteczny. Przeklęte miasto zostawało za plecami.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Phoenix   

Powrót do góry Go down
 
Phoenix
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Aster Phoenix - Dragon Deck
» My Sacred Phoenix Deck
» Aster Phoenix - Fiend Deck
» Joaquin Phoenix retiring from acting to pursue music!
» Aster Phoenix vs. silent_kid93

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
ale będzie jazda :: RPG :: Apocalypse World-
Skocz do: