ale będzie jazda

łupu-cupu bęc
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Phoenix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty


Posts : 119
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 19, 2010 3:28 pm

Marilyn jest wkurwiony. Oczywiście, seks był niezły, Pico potrafił zadowolić każdego. Poza tym, nigdy nie robił żadnych problemów.
Hej, jadę w trasę.
Trzymaj się, wpadnij kiedyś.
Nie można powiedzieć, że mu ufał. Mało było ludzi, którym Marilyn naprawdę ufał, ale fajnie dać sobie czasem w żyłę a potem zasnąć na rozgrzanym, umięśnionym torsie. A potem, kurwa, obudzić się związanym we własnym samochodzie. Cóż za poniżenie, gwałt na największej świętości. Z drugiej strony, zostawić drivera samego w samochodzie to jak zamknąć gunluggera w zbrojowni. W skrócie, głupie.

Dzięki bogom za lenistwo. Ostry kant w szoferce o który już parę razy się mocno zadrapał a którego jakoś nigdy nie miał czasu przyklepać doskonale nadał się do tego, by rozerwać więzy.

Potężny ryk silnika odbił się echem po okolicznych budynkach. Zbierający się właśnie z ziemi strażnik zdążył oddać jedną serię zanim metalowe przednie koło zmieniło go w tubkę pieprzonej pasty do zębów. Ale trzeba mu było przyznać, gość ładnie wybuchł.

Marilyn nie miał jednak czasu podziwiać swojego pięknego dzieła, gdyż silnik zarzęził jak raniony słoń.
- Dalej Misiek, poradzisz sobie. Spierdolimy z tego kurwidołka i znajdziemy, gdzie boli, no. A teraz gazu, bo zrobią nam z dupy jesień średniowiecza. - Slalom ulicami Phoenix przy maksymalnej prędkości trzydziestu mil nie był może zbyt epicki, ale przynajmniej skuteczny. Przeklęte miasto zostawało za plecami.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Sie 24, 2010 7:13 pm

Snow i Baddog leżą obok siebie, w kurzu, na wpół zagrzebani wśród odłamków skał, kawałków starego asfaltu, jakichś niezidentyfikowanych śmieci. Widok toczącego się krzywo koła ich byłego pojazdu w innych okolicznościach mogłby wydać się zabawny.
Kilkanaście metrów w dół nie było przyjemną ani bezpieczną podróżą.

Spoiler:
 

Oszołomienie mija razem z zanikającym rykiem rozrywanej, umęczonej ziemi. Opadający kurz. W ustach rdzawy posmak krwi i wszechobecnego pyłu. Któreś z nich kaszle, coś rzęzi w obitych płucach.

Następuje cisza, a później, kiedy świadomość w pełni wraca już do obojga, orientują się, że - poza tym wszystkim, co spadło z góry wraz z nimi - leżą na dnie głębokiej rozpadliny, pośród ludzkich i zwierzęcych szczątków; rozległe cmentarzysko, dziesiątki, a może setki szkieletów, niektóre z nich bardzo stare, inne jeszcze z resztkami ubrań i mięsa okrywającymi makabrycznie pociemniałe kości. Pustkowie w jęku agonii rozrywanych skał wydało na świat skrywane tajemnice, kto wie, czy niektóre z nich nie pochodzące jeszcze z mitycznego Przedtem. Inne - z pewnością należące już do ich świata.

Marilyn w tym czasie ucieka ulicami wymarłego miasta, a stare, uliczne duchy przyglądają mu się obojętnie ze swoich niewidzialnych kryjówek. Koła potężnej maszyny miażdżą porzucone tu i ówdzie relikty przeszłości, nieodwołalnie i dobitnie świadcząc, że to-co-było zawsze musi poddać się pędzącemu tu-i-teraz. Kierowca kątem oka obserwuje resztki dziecięcego wózka, z impetem rzuconego na pobocze przez jego auto, wsłuchuje się w chrzęst miażdżonego bezlitośnie, groteskowo bezużytecznego hydrantu, z którego nie tryska ani kropla wody. Mija resztki wielkiego, spłowiałego billboardu, zachęcającego go, aby zwolnił i podarował sobie odrobinę luksusu.

Może słowo "ucieczka" nie jest tu zresztą najlepsze - nie wydaje mu się, żeby ktokolwiek go ścigał. Nie zatrzymuje się jednak, z jakiegoś powodu - może to ta słynna intuicja człowieka, którego domem jest szlak - jest pewien, że musi opuścić to miejsce najszybciej, jak to możliwe. Adrenalinowy haj mija, wraca zdolność do analizy, mózg wysila się, starając się przetwarzać kolejne dane, kolejne myśli, na które nie było czasu wcześniej. Ciekawe, jak znów popieprzy się siatka dróg przez to cholerne trzęsienie. Dawno już nie było tak mocno odczuwalne. Jak długo byłem nieprzytomny? Czy głos Pico nie wydawał się jakiś dziwny, niepewny, jakby... błagalny? Czy on dogadywał się z kimś w tym budynku, czy może raczej był przez kogoś przesłuchiwany? Zarost na mordzie... cholera, zapuszczony jak jakiś włóczęga, chyba pospałem... łupie we łbie, sucho w ustach. Co tu się kurwa dzieje właściwie?

Zanim do niekończącej się listy pytań udało się dopasować jakieś sensowne odpowiedzi, noga bez udziału świadomości wciska hamulec, już gdzieś na obrzeżach, za spalonymi ex-przedmieściami martwego miasta.

Rozpadlina nie jest może szczególnie wielka, ale problem z nią polega głównie na tym, że rozpierdoliła w poprzek drogę. Co gorsza, zdaje się wypełniona ludzkimi szczątkami, co nigdy nie wróży nic szczególnie miłego; fakt, że coś się między tymi zwłokami rusza, przyprawia Marilyna o mdłości... Jednak chwilę później rozpoznaje jedno z ciał. Kurwa. To chyba...

- Snow.

Rozkojarzenie i zaskoczenie, a może seria władowana w wóz z hightechowej zabawki rozjechanego wcześniej człowieka-żuka, mają swoją cenę - hamulec działa słabiej niż powinien, gdzieś musi podziać się ta nadwyżka pędu - jakie szczęście, że nie jedzie tym szybkim wozem! Z drugiej strony masa też robi swoje, a krawędź rozpadliny coraz bliżej.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Paradoks dnia Wto Paź 05, 2010 1:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 26, 2010 2:22 pm

To było dawno. Marilyn wpadł w kłopoty i wiał właśnie przed Hell's Angels. Pieprzone czarnuchy były wolniejsze ale uparte jak sam diabeł. Drugi dzień bez snu dawał się driverowi we znaki, ale miewał już dłuższe maratony. Byle Dziecinka wytrzymała.
Ciało na drodze. Normalnie by się nie zatrzymał, miał swoje kłopoty, ale coś go tknęło. Białowłosa dziewczyna była w opłakanym stanie. Nieprzytomna, coś na pewno miała złamane a pysk miała tak obity, że przypominała dynię. Ocknęła się kilka godzin i kilkadziesiąt mil później.
- Podrzucić Cię gdzieś, mała?

***

Ten pieprzony symbolizm uderzył go jak taran. Chwila zawahania wystarczyła i teraz musiał... cóż, Kreatura to nie Dziecinka, powinien wytrzymać. Betonowy mur zatrząsł się i popękał od uderzenia kilkutonowego potwora. Lepsze to niż wjechanie w tę dziurę.
Marilyn wyskakuje z szoferki i zjeżdża po stromym zboczu. Snow, nic Ci nie jest? Nie, to słabe. Znał ją. Parsknie i prychnie, uczucia i troska to nie jej styl.
- Podrzucić Cię gdzieś, mała?
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 26, 2010 6:53 pm

Ten pieprzony symbolizm sprawił, że Snow uśmiechnęła się krzywo. Nie było w tym odrobiny wesołości. Grymas na twarzy właściwie stanowił jej całkowite zaprzeczenie.

Dużo rzeczy było tak jak wtedy. Z wyjątkiem dość istotnego szczegółu. Bo wtedy tym, co doprowadziło ją do podobnie opłakanego stanu, nie było trzęsienie ziemi czy upadek z urwiska. To, co powiedziała Visage jeszcze w holdzie Bakera, było prawdą. Ale nie powiedziała mu wszystkiego.

Przede wszystkim, nigdy nie powiedziała, że ludziom Marshalla nie udało się jej dopaść.

Marylin. Marylin był gadułą. W przeciwieństwie do Snow, którą można było za taką wziąć co najwyżej przy Baddogu (Baddog, tak, on przez większość czasu tylko patrzy się dziwnie, a ona tym bardziej nawija, żeby zapewnić samą siebie, że kontroluje sytuację). Marylin naprawdę uwielbiał mówić. W trakcie tamtej jazdy dowiedziała się prawdopodobnie wszystkiego, co kiedykolwiek chciałaby o nim wiedzieć. I wielu rzeczy, których dowiedzieć się zapewne nie chciała - ale to nie tak, że dał jej wybór.

Bardzo chciała wierzyć, że to dlatego został w niej ten impuls. Głupi, bezsensowny impuls pomagania, kiedy nie ma ku temu żadnych racjonalnych przesłanek. Tak jak teraz, z Baddogiem. Gówno z tego wychodziło, zawsze. Ale musiała próbować.
Bo Marylin pomógł jej, bezinteresownie, i ciążyło to na niej, niczym dług. Nawet nie wobec Marylina. Wobec kogokolwiek.
A może próbowała odpłacić Visage? Nie. Głęboko w podświadomości zawsze wiedziała, że za to co mu zrobiła, zapłacić może tylko w jeden sposób.
Biorąc kulkę.
Nie była gadułą, ale jakiś czas później odsłoniła się. Trochę. Przez moment. Chyba nawet powiedziała Marylinowi coś więcej o tym gównie, jakim aktualnie było jej życie. I dlaczego takim się stało.

Nikt nie lubi poczucia, że kręci się w kółko i drepcze po własnych śladach, prawda?

* * * * *

- Co z nim zrobimy?
- Chcesz mu pomóc, Snow. -
stwierdzenie faktu. Tak to zabrzmiało. Chwila zastanowienia. Skąd Marylin wie? Tylko chwila.
- O, daj spokój. Może jeszcze tak, jak pomogłam Smithowi?
- Ej, on nas może słyszeć.
- Chuj mnie to boli. -
Snow kaszle się i pochyla się, plując krwią.


Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Czw Sie 26, 2010 11:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Sie 26, 2010 7:52 pm

- Nie, to boli mnie, złotko. Nie bardzo znam się na łataniu ludzi. Dobrze by było, gdyby dożył do holdu. Inaczej nie dożyje nigdzie, jak dla mnie. Tobie też przyda się wizyta u angela.

- Jasne, wracajmy do Bakera. Wiesz, będzie posterunek. A przy posterunku spotkamy jakiegoś świra, kolejnego, któremu z kolei Baddog podpadł. Popatrzymy sobie, a tamten koleś go zastrzeli. Będzie radocha, mówię ci. Mnóstwo.
- Snow kaszle znowu.

- A masz lepszy pomysł? Nie znam tych terenów, więc albo jedziemy do Bakera, albo od razu strzelamy Baddogowi w głowę, żeby się nie męczył.

- Nie możemy wrócić do Bakera. - Snow milczy przez długą, długą chwilę.

- Coś się stało, jak mnie nie było? Swoją drogą, ile mnie nie było? Pico dał mi jakąś swoją mieszankę, i...

- Dużo się, kurwa, stało. Z ważnych rzeczy. Baker wysłał nas, żebyśmy was znaleźli. Was, ładunek. To, jak dotarliśmy pod hold i Baddog stuknął Smitha, to było dwa dni temu.

- Kurwa, dobry miał ten stuff.
- Mina sugeruje, że wcale się to Marilynowi nie podoba. - No to wracajmy i, tego, zgarniajmy barter. Chociaż, sądząc po Twojej minie, nie czeka nas tam nic poza kulką. Kurwa, kurwa, kurwa.

- Visage... -
Snow przygryza wargę, zamyśla się. - Baker kazał mu dopilnować, żeby nie było świadków, jak już uda się odzyskać twój ładunek. Znaczy, ci świadkowie, to oczywiście Baddog, ty i ja. Co ty wieziesz, Marylin?

- Kałachy, amunicję i jakieś beczki z gangerskimi tagami. Goście się nazywają Biohazard, ale niewiele więcej o nich wiem.

- To wiem. O co pytam, to - dlaczego to niby miałoby być tak cholernie ważne dla Bakera.

- Nie wiem, trzeba by zapytać o to ojca. Ja jestem tylko chłopcem na posyłki. A z tego co pamiętam, nie lubicie się z papą.

- O, kurwa. Halfpint.
- Snow przewraca tylko w znaczący sposób oczami.

- Prawda? I tak źle, i tak niedobrze. Mam radiostację, ale nie działa. Kula przeszła na wylot. Zresztą, nie mamy wody, więc albo wracamy do Bakera - gdzie może dostaniemy kulkę - albo cofamy się tam
- Marilyn pokazuje palcem Phoenix. - Też jest duża szansa, że dostaniemy kulkę, bo przejechałem po ich kumplu.

- Nie mamy wiele opcji, Marylin. A strzelanie się z Visage, na dodatek ku uciesze skurwiela Bakera, to niekoniecznie ta opcja, która mnie interesuje. -
spojrzenie prosto w oczy. Coś dla niej niesamowicie niespotykanego. - Znaczy, gdyby chodziło tylko o mnie, to z radością pozwoliłabym Visage mnie zdjąć. Należy mu się. Ale jesteście też wy i to już co innego.

- Wiesz, Snow? Za mało mówisz i za dużo myślisz. Nie za bardzo mamy inną możliwość niż Baker.


W odpowiedzi, Snow po raz kolejny wzrusza ramionami. Milczy, długo. Kiedy wreszcie się odzywa, słowa wydostają się z jej ust siłą. Tak to wygląda.
- Ja nie żartuję, Marylin. Zrozum to, do... kurwy nędzy. - rozkłada ramiona w geście bezsilności. Metal i skóra kurtki chrzęszczą, ocierając się o siebie.

- Słuchaj, nie ma innej opcji. Nie przeżyjemy na pustyni. Jakoś sobie poradzimy. Oby Baker słyszał o tym, co robią SoA, gdy ktoś ruszy ich człowieka.

- Jakoś?
- dziewczyna znów wykrzywia usta w parodii uśmiechu. - Jasne. Jakoś. Tak jak do tej pory? To nazywasz jakoś?

- Ojej, stoimy po kostki w starych trupach. O nie, to totalnie nasza wina, że rozstąpiła się ziemia. Jeśli Baker chce tego, co jest w beczkach, to nie będzie zabijać gościa, który mu to załatwia, nie? A co do Visage... Kurwa, Snow, będzie dobrze. Z każdego gówna da się wypłynąć.

- Odjebało ci. To może ja cię zastrzelę, od razu, co? Będzie szybciej i profesjonalnie, zapewniam cię.

- Dobrze, jebać to. Jestem gościem, który wozi towary. Więc, bejbe, podrzucić Cię gdzieś, czy bierzemy złotego strzała?

- Kurwa, Marylin!
- Snow zaciska dłonie w pięści. - Bądź poważny.

- Jestem poważny, wbrew pozorom. Ale do wyboru mamy Phoenix, Bakera albo pustynię. Ja nie chcę wracać do Phoenix, Ty nie chcesz jechać do Bakera, żadne z nas nie chce jechać na pustynię. Uwierz mi, nie chcesz. Więc? Albo masz dobry powód, żeby ryzykować wizytę w Phoenix, albo strzelamy sobie w łeb.

- Mam dobry powód. -
Snow mówi bardzo cicho i Marylin już widzi, że odsłoniła się. Błąd? Możliwe. - Myślałam, że mnie zastrzeli już wtedy, wiesz? Tam, przy posterunku. Byłam... byłam na to gotowa. Może dostałam... może to szansa. Rozumiesz? Jeśli tak, to muszę spróbować. Nie chcę, żeby to się tak skończyło. Nie teraz.

- Ok. Pomóż mi go zabrać na górę. I, jedziemy do Phoenix. Pustynia nas zabije, Baker nas zabije. Martwi nie gadają i nie dostają trzeciej szansy.

- Możemy też poczekać, aż się ocknie. Może powie nam coś ciekawego o Phoenix. Hej, Baddog. Słyszałeś? - Snow pochyla się nad brainerem.


Ostatnio zmieniony przez Selyuna dnia Pią Sie 27, 2010 3:34 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Sie 27, 2010 2:45 pm

Baddog słyszy. Niewyraźnie. Z bardzo daleka.

Spoiler:
 

Z dala od pulsującego bólu, z dala od strachu, z dala od niepewności Baddog wspina się po stopniach z martwego mięsa i bezużytecznych artefaktów, by stanąć pośród tysięcy ludzkich istnień zgromadzonych w tej studni dusz. Pod stopami wyczuwa całe góry kości tych pogrzebanych głębiej. Niezliczone zastępy, legiony wyczekujące końca świata – ostatniej, prawdziwej apokalipsy. Wszystkie twarze, wszystkie pary pustych oczodołów zwrócone z nadzieją ku zmęczonemu słońcu. Może już dzisiaj. Może za chwilę. Mają czas. Mają pewność. Stoją u końca historii człowieka, tam gdzie nie ma już tajemnic.

Baddog chce tu zostać. To właściwe miejsce, doskonały punkt widokowy, ostatnia przystań przed nieskończonością. Jednak upominają go głosy tych, których zostawił za sobą, trzymających się kurczowo kruchego życia. Mężczyzna zwiesza głowę, ale żal tylko na chwilę pojawia się w jego sercu. Wie, że tu wróci. Życie jest tylko wyjątkiem od reguły.

Całe ciało brainera wrzeszczy o uwagę. Żebra grożą pęknięciem przy każdym wdechu. Potylica jest lepka od krwi. Prawa (Całe szczęście!) ręka odmawia posłuszeństwa. Wewnątrz maski przesypują się odłamki częściowo rozbitego wizjera. Przy każdym mrugnięciu przez prawe oko przenika ból.
- Żyję… – chrypi mężczyzna w masce.
Nie rozumie dlaczego myśl ta budzi w nim poczucie straty.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Wrz 02, 2010 5:07 pm

Cały brud świata, który z taką nadzieją chciał zostawić za sobą Baddog, otula go teraz i obdarza wizjami, którym wtórują klekoczące żuchwy leżących tu od dawna czaszek. Wszystkie one mówią jednym głosem i jest to głos kobiety.

...podstawie zebranych dotychczas danych możemy wysnuć pewne wnioski. Jest już na przykład całkiem jasne, że nie spełniły się czarne scenariusze, którymi karmione były społeczeństwa przed katastrofą, a przynajmniej - nie spełniły się jako faktyczne i bezpośrednie źródło kłopotów, eskalacja przemocy na tym tle była raczej skutkiem niż przyczyną. To nie głód surowców, ani żądza władzy, ani też wyścigi zbrojeń były przyczyną upadku. Przyczyną, jak sądzę i co zamierzam udowodnić, była nasza ignorancja, strach przed rzetelną wiedzą. Źle pojmowana moralność, która pozwoliła na niemiłosierne zatrucie i zwyrodnienie ludzkiego genomu, która pozwalała żyć, rodzić się, i - co najbardziej tragiczne - rozmnażać jednostkom, które w żadnym wypadku nie miały prawa i nie powinny przetrwać. Podejrzewamy, że zaczęło się od drobnych schorzeń, z pokolenia na pokolenie przekazywanych skaz, alergii, tak zwanych "chorób cywilizacyjnych", wreszcie (co uważamy za kluczowe) całego wachlarza schorzeń psychicznych, na farmakologiczne łagodzenie skutków których przeznaczone były ogromne nakłady. Wadliwe geny, sztucznie chronione, trwały w populacji, przekazywane coraz szerzej, mutowały, krzyżowały się, by w końcu doprowadzić do zmian tak dalece posuniętych, że - w naszej obecnej sytuacji - praktycznie wymykających się opisowi. W którymś momencie musiało dojść do takiego nagromadzenia szkodliwych cech, że ich współistnienie w ramach genomu ludzkiego implikowało zmiany katastrofalne i nieodwracalne. W skali ludzkości - mieliśmy do czynienia z mutacją niemal letalną, której jednym z objawów mogło być to, co w Ostatnich Dniach ochrzczono "zbiorowym szaleństwem ludzkości". Jakiś krytyczny próg został przekroczony. Tak właśnie samozwańczy "humaniści", szermujący na co dzień i moralnie szantażujący naukę hasłami dotyczącymi zbrodniczej eugeniki, nieświadomie przynieśli zagładę większą, niż jakakolwiek znana z historii ludzkości gehenna. Efekt synergii zbyt wielu przypadków fałszywego współczucia doprowadził nas na krawędź przepaści. Należy pamiętać o tych podstawowych faktach przy próbie oceny moralnej projektu Pochodnia, którego część realizowała...

Głos kobiety rozmywa się w chaosie klekotów, kiedy Baddog zaciska dłoń na jednej z czaszek, wyszczerzonej do niego i mierzącej go spojrzeniem pustych oczodołów. Nie ma żadnych dźwięków, ale Baddog i tak wie, co mówi widmo: "To Baddog, znałem go, zabawny był z niego odpad..."

Snow, klnąc pod nosem i utykając, długo szuka na wielkim cmentarzysku swojej broni, Marilyn, którego coraz bardziej niepokoiło chylące się ku zachodowi słońce może by i ją popędzał, gdyby nie fakt, że ruszenie z miejsca wozu okazało się trudniejsze, niż by sobie tego życzył. Zajrzenie pod maskę było koniecznością, a burdel, który się pod nią znajdował, niemal fizycznie zabolał drivera. Wreszcie w pełni uświadomił sobie, że jego cacko uratowało mu życie, eksplodująca amunicja z armaty, którą posługiwał się przejechany koleś zrobiłaby z niego miazgę - ale wszystko ma swoją cenę i nawet niefrasobliwy z pozoru Marilyn zdaje sobie z tego sprawę.

Kiedy są gotowi, jest już późno. Baddog, pilnie potrzebujący medyka, Snow i Marilyn w niewiele lepszym stanie. Już-nie-tak-martwe, ale ciągle straszne miasto za ich plecami - milczące; kierunek i droga przed nimi - jeszcze nieustalone. Cisza i spokój - pozorne i chwilowe, jak ludzkie życie, jak wyjątek od twardej reguły.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Wrz 03, 2010 7:46 am

Oczywiście, że Marilyn nie chciał jechać do Omie-Wise'a. Chodziły słuchy, że gość kumpluje się z Hell'sami. A SoA nie lubiło się z Hell'sami. To mogło się skończyć w najlepszym razie wpierdolem.

- Z Kreaturą jest źle. Nie wiem, ile jeszcze pociągnie, zanim nie stanie. Na pewno nie będzie to bardzo długo. No, ale raczej na pewno dłużej niż Baddog.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Wrz 05, 2010 9:35 pm

Baddog nie opiera się próbom podźwignięcia go z usłanego szczątkami podłoża, lecz gdy tylko powraca do pionu odmawia przyjęcia dalszej pomocy. Oboje z jego towarzyszy i tak zdają się rwać do innych spraw. Zmęczone spojrzenie w kierunku przetrząsającej cmentarzysko Snow, po czym brainer przygarbiony udaje się w kierunku pojazdu Marilyna stękając co jakiś czas z bólu. Odzywa się dopiero, gdy jest już dość blisko, by zajęty naprawami driver usłyszał jego ściszony głos.
- Zabierz nas do Omie-Wise’a, Marilyn. – Jeśli to prośba, to wyjątkowo szorstka. - W Phoenix zabiją nas wszystkich. U Bakera tylko mnie, ale ty tam nie dojedziesz. Nie ze mną jako pasażerem.

Gniewne spojrzenie Marilyna natrafia na pozbawione zarówno pychy jak i nienawiści oczy brainera. Zdrowa dłoń sięga ku masce, zaciska się na jednym z dwóch nie działających filtrów by następnie wprawnym ruchem odsłonić ukryty pod silikonem, spisany na ludzkiej skórze dziennik tortur. Baddog z grobową powagą wysypuje na ziemię odłamki pleksiglasu nawet na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego ze swoim rozmówcą. Maska wraca na swoje miejsce jeszcze przed nadejściem Snow, natomiast jej właściciel rozpoczyna mozolną wspinaczkę na „miejsce pasażerskie” Kreatury.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 06, 2010 2:36 pm

- Dobra, ej, dobra, wyluzuj freaku. Możemy jechać do Omiego ale on kumpluje się z brudasami którzy mnie nie lubią. Obiecaj, że będziesz mnie bronić. Jak nie, to dam Ci nawet kluczyki i sam se tam jedź. Chętnie to zobaczę.
Spoiler:
 
Marilyn naprawdę bał się tych ludzi. To raczej nie chodziło o to, że jakoś szczególnie im podpadł. Po prostu wiedział, że gdyby jego znajomi złapali któregoś z brudasów to zawinęli by go w stare opony i łańcuchy a potem podpalili. Wcześniej, oczywiście, zabawiwszy się z nim porządnie.
- To jak będzie?
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 06, 2010 9:27 pm

Baddog chichocze bezgłośnie słysząc propozycję drivera. Pewnie, stanie w jego obronie. Zastraszy hołotę. Ciekawe tylko, czy zrobi to przed czy po tym, jak poprosi o pomoc medyczną. Rozbawienie rannego mężczyzny przerywa nagłe ukłucie w okolicach żeber. Bierze kilka długich wdechów, zanim odpowiada na zadane mu pytanie.
- Po prostu powiedz im, że przywiozłeś brainera Bakera. Powinno osłodzić powitanie.

Baddog krzywi się w myślach na swój pomysł. Powinno. Może nawet dla obu z nich.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 06, 2010 9:43 pm

Snow zamarudziła trochę na tym dziwnym cmentarzysku. Już niby wracała, ale zatrzymała się w niewielkiej odległości od dwójki towarzyszy i pojazdu. Odległości na tyle bliskiej, że nie mogli mieć pewności, czy już słyszy ich głosy, czy jeszcze nie.
Może po prostu zaciekawiło ją coś pod jej butami. Może. Trąciła czubkiem buta, raz, drugi. Teraz przygląda się temu, jakby to była najciekawsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziała.
I wygląda na to, że wymiana zdań między Baddogiem i Marylinem nie obchodzi jej w najmniejszym stopniu.

Oczywiście sytuacja została zarejestrowana i zapamiętana w najdrobniejszych szczegółach, ale przecież Snow nie zamierza się do tego przyznawać. I ktokolwiek w miarę rozsądny nie pokaże jej, że zdaje sobie z tego sprawę.

Snow ma te swoje cholerne zmiany nastrojów, tak pewnie Marylin by to zrozumiał. Wcześniej trochę świrowała. Emocje i te sprawy. Pasują do Snow jak... jak... Marylin nie może znaleźć odpowiednio dobrego porównania. Cholera.
Teraz stoi obok niego i mierzy go spokojnym, piekielnie zimnym spojrzeniem staro-szarych oczu. Dokładnie tak.

- Wiesz, jak dojechać do Omie-Wise'a. Świetnie. - to nie pytanie, oczywiście że nie. Jeśli Marylin połapał się co ona tak naprawdę przez to powiedziała, ma powód żeby czuć się zaniepokojony. - Dogadaliście się już, chłopaki? Ruszmy dupy. Jeśli wierzyć w to co powiedział mi Visage, to wizyta w Phoenix po zmroku to rzeczywiście samobójstwo. A to już nie w moim stylu.

Snow wspina się na wspomniane wcześniej „miejsce pasażerskie”. Prawie, jakby była cała. Prawie nie daje po sobie poznać, że coś jest nie tak. Może tylko zęby zaciska mocniej, niż zwykle.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Wrz 09, 2010 3:47 pm

Dziwne uczucie deja-vu dopada Snow podczas grzebania w stercie ludzkich szczątków. Widziała, czuła coś podobnego trochę wcześniej, w holdzie Donovana. Z tym, że tych tutaj jest więcej i niemal na pewno leżą tu dużo, dużo dłużej, przynajmniej większość. Ale ich także coś ogryzło, wiek szczątków można określić po kolorze kości; po reszkach ubrania. Na pewno nie po tym, jak bardzo zgniła tkanka - tej dawno w przeważającej większości już na tych nagich kościach nie ma.

Pośród śmiertelnego śmiecia zostały pamiątki, drobne szczegóły świadczące, że te przedmioty były kiedyś ludźmi. Miały życie. Na przykład dwie czy trzy broszki w kształcie orła, podobne do tej, na jaką zwrócił uwagę w holdzie Donovana Marilyn. Albo strzępy więziennego pasiaka, podobnego, jaki widziała u kilku ludzi w holdzie Bakera; porządny, odporny, szorstki materiał, teraz ledwie strzępy, tańczące na pustynnym wietrze. Jakaś broń, rozklekotany, stary rewolwer. Łom. Zardzewiały, wykrzywiony nóż, służący pewnie do jedzenia, raczej nie do walki. Potłuczone, plastikowe pudełko, które po dłuższej analizie dziewczyna uznaje za stary telefon, taki, jakie podobno wszyscy ludzie nosili przy sobie Kiedyś, żeby móc rozmawiać bez względu na odległość. Strzęp wypłowialej fotografii w dłoni jednego ze szkieletów - dwójka ludzi, w tle morze. Słońce i niebieskie chyba niebo, jakieś dzieci biegające na drugim planie. Strzępy wspomnień, drzazgi życia, popiół i kurz, stare zdjęcie jak okno do jakiegoś innego świata, tęsknota za którym tym jest dla Snow dziwniejsza, że przecież nigdy nie dane jej było tego świata naprawdę doświadczyć. Z drugiej strony - nigdy nie widziała też morza, a przecież wie, jak ono wygląda. A nawet jak je słychać. Jak pachnie.

***

Baddog podczas rozmowy z Marilynem obserwował go uważnie, jak zwykle. Teraz, kiedy jadą przez pustkowia, a driver wysila się, żeby znaleźć bezpieczną drogę na północ i ominąć porwane rozpadlinami i przepaściami tereny wokół Phoenix, Baddog cały czas przygląda mu się dyskretnie. Niepokoi go kilka nieokreślonych rzeczy w zachowaniu Marilyna. Nie wydaje mu się, żeby to było przewrażliwienie, małe, nieokreślone sygnały, których nawet nie potrafi nazwać, składają się w podejrzaną całość. Niektórzy nazywają to intuicją, inni zwykłą paranoją, przywidzeniami, ale Baddog wie lepiej; kiedy driver po raz kolejny sięga reką, żeby podrapać się w kark, zamaskowany freak zawiesza spojrzenie na czerwonym, lekko napuchniętym znamieniu, ukrytym normalnie tuż pod kołnierzem. W tym miejscu nieuchytne znaki łączą się w konkret, choć jeszcze nie wiadomo, co może on właściwie znaczyć.

Ale może mieć związek z tym, że Marilyn wyszukując drogę, cały czas pozostaje niebiezpiecznie blisko Phoenix. Coraz słabsze promienie słońca odbijają się na resztkach ocalałych szyb Kreatury, a w ryku silnika kierowca wyraźnie słyszy głosy. Jeden z nich jest silniejszy, to kobieta. "Musisz wrócić". "Dla własnego dobra".

Słońce zachodzi, powieki Marilyna stają się ciężkie, kolejny zakręt niemal ładuje pojazd w jedną z rozpadlin tam, gdzie wcześniej była wychodząca z miasta sześciopasmowa droga. Trzeba szukać dalej, ale zmęczenie jest coraz silniejsze, najpierw drętwieje umysł, opóźniają się reakcje. Wóz podskakuje na jakimś wertepie, niszczy niski płotek, którego kierowca nawet nie zarejestrował.

W odłamku szyby, kątem oka Marilyn widzi twarz starszej kobiety. Usta poruszają się. Wyciąga do niego rękę, coś w niej trzyma.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Wrz 14, 2010 1:31 pm

Jazda przez pustkowia. Wóz trzęsie. Monotonia. Przewijające się obrazy. Snow patrzy przez szybę.
Myśli. Krótkie, urwane. Jak ja się z tego wyplączę. Dlaczego. Wyrwać się, zostawić za sobą to wszystko. To przecież wcale nie takie trudne. To przecież nie pierwszy raz.

Z początku Snow ignoruje dziwne zachowanie Marilyna. Milcząca, zamknięta w sobie, wzrok ma wbity w krajobraz za oknem. Jednocześnie - dziwny widok - rozkłada, czyści i składa ponownie pistolet. Nie patrząc, i może też nie angażując uwagi. Mechaniczne, wyćwiczone ruchy, powtarzane zapewne po raz setny, tysięczny.

Dopiero ten moment, ten zakręt. Snow obraca się do kierowcy. Odchyla do tyłu.

- Zatrzymaj się! - zachrypnięty głos, warkot silnika. - Zatrzymaj, do kurwy nędzy!

Snow wyskakuje z wozu i obchodzi go dookoła. Szarpnięciem otwiera drzwi od strony kierowcy.

- Wypierdalaj. Wypierdalaj, mówię. - choć broń schowała do kabury, to efekt jest podobny do tego, jakby właśnie nią wymachiwała. Wyciągnięcie broni zajęłoby jej ułamki sekund, Marilyn wie. Widział.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Wrz 14, 2010 9:19 pm

Marilyn wytacza się z szoferki, niemal upadając. Krzyczą na nią, biją. Nie wie, gdzie jest matka, ale słyszy jej krzyk, jej lament, gdzieś daleko, tylko że nie jest to teraz zupełnie istotne, bo cały świat wypełnia jej ten jeden człowiek. Ma broń, jest też zimny, zimny na zewnątrz jak lód, który widziała kiedyś w telewizorze, tak, właśnie taki. Ale pod tym kipi coś strasznego. I śmieje się. Najemnicy są najgorsi, to bestie, mogą wszystko, to słowa ojca, kiedy szedł walczyć. Ale to było jeszcze przed Srebrenicą.

Snow patrzy jak oczy upadającego mężczyzny robią się momentalnie okrągłe i wielkie. Przerażenie. Driver chwyta się gwałtownie za lewą dłoń, kuli, jakby spodziewał się ciosu.

Tak boli ręka, od której odrąbano cztery palce. Takie, które oprawca wiesza sobie później na szyi. Naszyjnik. Trofeum.

Marilyn wije się z bólu i drze, obija się na kamienistym podłożu. Ani Snow ani Baddog nie są pewni, co się dzieje, choć ten drugi się domyśla, wie, że driver nie jest sobą. Widział coś podobnego. Czuł. Wąchał.

Kiedy klęka nieopodal, jakby zastanawiając nad tym, co zrobić, driver zamiera na chwilę, wstrząsany dreszczami. Jest mu zimno, nadchodzi noc, wokół słyszy krzyki rwandyjskiego lasu i krzyki rannych, nie może się ruszyć, przetrącili mu wszystkie kończyny. Nie może też krzyczeć. Dziecko-żołnierz klęka nieopodal, z upiorną uwagą i precyzją odcina mu wargi, zlizuje krew. Wie, że dziś jego mięso zostanie zjedzone przez tego dziesięcioletniego kalekę.

Beznamiętny głos starej kobiety, niestrudzenie płynący w stronę rejestrującej go maszyny.

...zresztą zastanawia mnie, który z obżartych i pławiących się w komfortowym samozadowoleniu ignorantów wysnuł tezę, że kres ludzkości to będzie coś, co dopiero na nas czeka, to będzie jakieś nagłe zawalenie się świata, to coś, co się jednorazowo zdarzy. To proces. Nie następuje. Trwa. Trwał od dawna.


Wszystko to trwa ledwie kilka sekund. Marilyn jest znowu sobą.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Wrz 17, 2010 10:58 am

Kiedy Marilyn wije się z bólu i drze, Snow robi krok do tyłu. Potem drugi. Oszczędnym ruchem, niemal dyskretnie, wyciąga pistolet. Odbezpiecza.

To nie jest tak, że Snow nie widziała czegoś podobnego. Widziała. Kiedyś. Było inaczej, ale od tamtego czasu instynkt odzywa się w niej zawsze. Alarmuje, kiedy Snow widzi, że ktoś zaczyna zachowywać się dziwnie, nienaturalnie, kiedy świruje. W jakikolwiek sposób.

Nie pamięta twarzy Clarion. Nie pamięta jej głosu. Pamięta długie włosy, ale już nie, czy były jasne, czy ciemne. Pamięta jej obecność, a potem - jej brak. Kiedyś, przez jakiś czas. Te wspomnienia są nawet miłe. Ale najwyraźniej pamięta moment, uchwycony niczym na zdjęciu. Już nie Clarion, tamto... Coś. Strach, szybsze bicie serca. Odgłos wystrzału.

Dlatego teraz odsuwa się i dlatego znów ma broń w ręku. Na wypadek, gdyby musiała zastrzelić Marylina. Tak jak kiedyś zastrzeliła Clarion.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Wrz 19, 2010 5:32 pm

- AAAAAAAAAAAAAAAA! - Wrzask z ust Marilyna, gdy ten łapie się za głowę. Ból który ogarnia ciało drivera jest nie do zniesienia. Gdy wizje trwają, doskonale rozumie gdzie i kim jest. Potem, parę sekund później, wiedza o dawnym świecie ucieka z jego głowy. Zostaje tylko jedno, obrzydliwe wspomnienie. Coś paskudnego weszło mu do głowy i rozgościło się tam, prawie wysyłając go na drugi świat. Marilyn klęka, wymiotuje. Podnosi się, jest zgarbiony, przytłumione, wieczorne słońce razi go w oczy. Do połowy wyciąga obrzyna z olstra.
- Baddog. - Głos ma zachrypnięty od kwasu żołądkowego. Spluwa. - Co to, kurwa, miało być? Co powinno mnie powstrzymać przed władowaniem Ci śrutu w bebechy?
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 20, 2010 12:18 am

Baddog spogląda na drivera z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ledwie zauważalny tik, drgnięcie w kąciku przymrużonego oka, jest jedyną oznaką gniewu, jaka mąci ostentacyjny spokój brainera. Instynktowny lęk, jaki normalni odczuwają w obliczu nieznanego im zagrożenia, napawa go poczuciem wyższości, dodaje pewności siebie. Są na jego podwórku.
- Po pierwsze, fakt że nie jestem w żaden sposób winny zaistniałej sytuacji. - Mężczyzna jest zaskoczony tym, do jakiego stopnia jego głos przypomina wystudiowane pobłażanie Smitha. – Po drugie, to że, o ile nie masz innego znajomego brainera gdzieś w pobliżu, jestem jedynym który może Ci pomóc. Zanim wydrapiesz sobie oczy albo coś w tym stylu, rozumiesz.

Baddog pozwala implikacjom swego oświadczenia przesączyć się do świadomości Snow i Marilyna zanim odzywa się ponownie.
- Phoenix. Co się tam stało?


Ostatnio zmieniony przez Jack of Winters dnia Pon Wrz 20, 2010 4:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 20, 2010 1:04 pm

Marilyn spogląda pytająco na Snow. Dopiero teraz zauważa broń w jej dłoni. Z jej pozycji trudno byłoby strzelić do Baddoga, więc wniosek nasuwa się sam. Driver ostrożnym ruchem chowa broń do olstra i robi krok do tyłu, dalej od swoich pasażerów. Snow kiwa potakująco głową.
- Dobra. Nie wierzę Ci, ale gadasz z sensem. - Marilyn chciał chyba powiedzieć coś jeszcze, ale kolejna fala mdłości kazała mu znowu upaść na kolana i wymiotować.
- Ph... Phoenix. Nie wiem, ale te doły to ich sprawa. W ogóle, Radio Maelstrom krwawo dzisiaj nadaje. Dzieci-kanibale, masowe groby. To nie jest, kurwa, nasz świat. Jak w holdzie masz trzy, cztery setki ludzi to jest już wielka metropolia. A tam, kurwa, czułem to. Tysiace, miliony. To musiał być ten, no... Dayzero. Jak Radio Maelstrom zaczęło nadawać.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 20, 2010 5:30 pm

Wywód Marilyna zdaje się niecierpliwić brainera. Jakby sam nie wiedział. Nawet Snow zdawała się bardziej niż zwykle wyczulona na subtelniejsze zazwyczaj echa maelstromu.
- Znamię na Twoim karku. Tam, gdzie się drapiesz. Kto Ci to zrobił? Pamiętasz cokolwiek?

Baddog przez chwilę rozważa obezwładnienie stojącego przed nim mężczyzny. To wszystko zajmuje zbyt dużo czasu, a przecież rozmawia z tykającą bombą. Wślizgnąłby się do jego głowy i złamał, zanim ktokolwiek zdążyłby zareagować. Niebezpieczeństwo byłoby zażegnane, a dałby pewnie radę poskładać frajera z powrotem do kupy. Brainer zerka w stronę Snow w nadziei na jakiś znak porozumienia, aprobaty.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 20, 2010 5:40 pm

Marilyn w pół ruchu powstrzymuje rękę, która właśnie zmierzała do karku.
- Myślałem, że coś mnie ucięło. Kurwa. Albo Pico albo Ci w Phoenix. Ej, kurwa, oni mi coś wsadzili do mózgu? Weź to wyciągnij, zapłacę Ci. - Zaczyna nerwowo obracać głowę, próbując zobaczyć znamię na karku.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Wrz 20, 2010 7:12 pm

pod powiekami mam wyrysowane obrazy nie są ani dobre ani piękne
Snow kręci głową, trudno powiedzieć, komu w ten sposób odpowiada i na co. Baddogowi? Marylinowi? Samej sobie, głosom wewnątrz głowy? Widać, że się zastanawia. Waży ciężar słów, obraca je na języku. Odchyla lekko głowę do tyłu, tak żeby spojrzeniem objąć niebo.
tak wiele imion tak wiele twarzy ciała które obróciły się w nicość
Szum, szum, cholerny szum. A przecież wcześniej też to widziała - odbierała - czuła. Teraz jest już tylko cisza - zamiast szumu. Snow nie potrafi tego nawet nazwać. Dlatego na określenie "radio Maelstrom" reaguje tylko uniesieniem brwi. Static. Biały szum. Który czasem przestaje być szumem. Ale to nie jest coś, o czym się rozmawia.

Jednocześnie zachowuje spokój, jakby właśnie byli na pikniku. Przenosi spojrzenie na Baddoga, tak cholernie powoli. Przygląda mu się uważnie, długo, zanim wreszcie się odezwie.

- Wszystkie świry są takie same. - rzuca wreszcie, jednocześnie spluwając na ziemię. - Powiedz to, Baddog. Chcesz coś zrobić. Masz pomysł. To powiedz. Albo nic nie mów, i nie rób. Ale nie zachowuj się jak ten kretyn Smith, ok? - pochyliła się lekko, walcząc z kolejnym atakiem kaszlu. - Bo to on mnie wpakował w to całe gówno, też nic nie powiedział i jak przez to skończył, to wiemy. Ja pierdolę. Widziałam kolesia pierwszy raz na oczy, wtedy, jak mi dawał to zlecenie, i już wiedziałam, że coś będzie nie tak. Kurwa mać, Snow. Jak mogłaś być tak głupia. - ostatnie skierowała już najwidoczniej do siebie.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Wrz 21, 2010 4:10 pm

Spojrzenie brainera przenosi się na Snow, brwi marszczą się lekko. Przez moment wydaje się, że Baddog ma zamiar odpowiedzieć na jadowity komentarz swojej towarzyszki, jednak po chwili milczenia mężczyzna odwraca się z powrotem do Marylina. Lewa ręka freaka unosi się wnętrzem dłoni do drivera. Na ściśle przylegającej do skóry siateczce węglowych nanorurek wyraźnie, niczym schemat ludzkiego układu kostnego, rysują się linie łączące klastry maleńkich elektrod na opuszkach palców z nadgarstkiem, gdzie rękawica przechodzi w opasającą niemal pół przedramienia bransoletę zaawansowanej technologii. Gdzieś pod rękawem płaszcza tuzin wpiętych w skórę przewodów rozszerza układ nerwowy brainera. Baddog kładzie dłoń na czole „pacjenta” wplatając swe długie palce w jego włosy, tak by były jak najbliżej czaszki.
- Jeden barter. Postaraj się rozluźnić. - W jego głosie próżno szukać troski.

Wdziera się w umysł Marilyna gwałtownie, bez cienia delikatności. Nie wie, czy jest wściekły na Snow czy na siebie, ale to prawda - stworzył go Smith i nigdy przed Smithem nie ucieknie.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Paź 04, 2010 11:43 pm

czy trwacie razem
czy trwacie oddzielnie
każdy zamknięty
swoim
obłędem


Baddog. Któż inny lepiej od niego zdaje sobie sprawę, że istoty rozumne cały czas, bezustannie, przy każdej niemal interakcji dzielą myśli i uczucia? Uczono go, że w istocie było tak od zawsze, nawet Przedtem, gdy Życie Było Inne. Zawsze, kiedy jednostka stawała w obliczu innego człowieka, bez względu na to, czy było to ledwie kilka osób, czy całe grupy, czy wielkie tłumy - zawsze, w pewnym sensie, współdzielili jakąś część jaźni. Tylko Kiedyś nie było to świadome - pamięta naukę. Teraz jest.

Człowiek - słyszy to znowu - nie zdawał sobie sprawy z większości tego, co działo się w jego umyśle. Nieliczni świadomie potrafili kreować i odczytywać przekaz, manipulować nim. Nieliczni rozumieli innych. Nieliczni rozumieli grupy. Nieliczni rozumieli tłumy. Rozumieli - i manipulowali nimi, bo zrozumieć, nazwać - znaczy rozciągnąć władanie. A może to dlatego? Może w końcu ktoś przesadził, wprowadził do wzoru o jedną zmienną za dużo i ludzkość wreszcie oszalała, skołowana?

Uwierz, czuję twój ból. Mimo, że to ja trzymam skalpel. Nie nazywaj mnie okrutnym, bo przecież w końcu zajmiesz moje miejsce. Myśl o mnie jak o badaczu ludzkiej natury. Albo badaczu natury - w ogóle. Filozofie.


Baddog.
Chyba nigdy do końca nie zrozumiał tych nauk. Nie mógł zrozumieć, bo jaki sens mogło mieć to, że spośród tych wszystkich emocji, do których - jak mu się zdawało - zdolne są ludzkie istoty, on czuje przede wszystkim wszechogarniające wszech-szambo?

Ale coś jednak zrozumiał, coś zapamiętał i czegoś się nauczył, bo teraz, w serii szybkich przebłysków ukrytej gdzieś głęboko w podświadomości wiedzy, zrozumiał, naprawdę zrozumiał sytuację Marilyna. Ktoś wspomógł się farmakologią, aby związać go ze sobą, uzależnić.

To stara kobieta.

To ona mieszka w Phoenix.

To ona uzależniła od siebie, a raczej od odtrutki, którą dysponuje, wiele osób.

Tych w czarnych kombinezonach, których widział Marilyn.

Pico.

Wielu, wielu innych.

To ona chce odbudowania nowego, lepszego świata.

Lepszych ludzi.

Zielone lasy.

Czystą, rzeźwiącą wodę.

I nowy porządek, który obejmie wreszcie wszystkie stworzenia tak, że człowiek nie będzie już nigdy obcym ciałem, starającym się czynić sobie wszystko poddanym.

I nie cofnie się przed niczym.

Wielu nie dostało odtrutki.

Wielu.

Wielu stało się karmą.

To wszystko jasne jak pustynne słońce, i prawdziwe. To Baddog wie na pewno. Prawda zawsze śmierdzi strachem, krwią, uryną i kałem, brzmi krzykiem torturowanych i męczonych. Pozna ten zapach wszędzie.

Dla Marilyna tymczasem cały spektakl, polegający na tym, że człowiek w zniszczonej masce p-gaz trzyma urękawiczoną dłoń na jego czole, z każdą sekundą wydawał się coraz bardziej błazeński. Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie jasno sprawę, że czuje się znacznie lepiej, gdzieś wysypał się piasek spod powiek, uspokoiły się drżące dłonie, chłód pustyni osuszył gorączkowy pot. Sny-niesny o dzieciach-kanibalach i torturowanych dziewczynkach z dziwacznego miejsca, zwanego bałkanami (nie miał pojęcia skąd w jego umyśle wzięło się to słowo) stały się właśnie tym - wyblakłymi, niewyraźnymi snami. Nie był już jeńcem w rozpalonej wojną rwandzie, nie był już małą dziewczynką. To wsiąkło w niego, przeciekło gdzieś do niższych partii umysłu i - zapewne - zaczaiło się, jak głodny pająk, czekając na sygnał do ataku. Ale póki stał koło niego ten człowiek, trzymając dłoń na jego czole, Marilyn wiedział, że jest bezpieczny - na tyle, na ile tylko to jest w ogóle możliwe. Odeszło. Znów był panem samego siebie. Świadomość odzyskania kontroli nad kierownicą własnego umysłu była najbardziej krzepiącą myślą, jaka przemknęła przez jego umysł od miesięcy.

Snow przypatrywała się wszystkiemu z pewnego oddalenia. Beznamiętnie, bez ruchu, bez drgnienia, bez mrugnięcia. To Snow, znamy ją - tajfuny emocji nie odbijają swych uderzeń na jej twarzy, na jej ciele. Perfekcyjna kontrola odruchów - ktoś powinien wytatuować jej to na czole.

Może też dlatego to właśnie Snow, która cały czas zachowywała pełną świadomość tego, co dzieje się wokół ich miniaturowego świata, pierwsza dostrzegła oznaki zbliżających się kłopotów.

W coraz głębszej ciemności miały iskrzące się, czerwone oczy i w miarę przybliżania się coraz bardziej szeleściły piaskiem, przesuwanymi i trącymi o siebie ziarenkami. Nie rozumiejąc jeszcze do końca dlaczego właściwie to robi, kobieta zrobiła kilka kroków w przód, aby z niewielkiego wzniesienia mieć lepszy widok.

Naturalnie, zbliżały się od strony miasta. Gdzieś w części umysłu zarezerwowanej dla irracjonalnych obaw i lęków czekały na nią pełzające, ludzkie zwłoki, ale to, co zobaczyła, musiało być czymś innym. Czerwone punkty, szkliste ślepia, odbijające resztki światła, spóźnione, zagubione gdzieś pod kurtyną zapadającego, pustynnego mroku.

Zbliżały się od Phoenix, a były ich dziesiątki.

Małe postacie, na tyle, na ile można było to ocenić z tej odległości. Czerwone ślepia. Dziesiątki.

Małe postacie, poruszające się sprawnie na wielu nogach, błyskawicznie pożerające kolejne dziesiątki metrów pustyni, kierujące się w ich stronę. Setki.

Usta kobiety otworzyły się i za chwilę z pewnością usłyszymy jej słowa, bo Snow nie jest znana z tego, że nie docenia zagrożenia, ona działa. Jednak zanim jej usta wyplują z siebie dźwięk, który - miejmy nadzieję - uświadomi obu mężczyznom powagę sytuacji, odezwie się Baddog, dzielący jeszcze mały, izolowany od zewnętrznego świata kosmos z Marilynem.

- Siedemdziesiąt dwie godziny. Później jesteś tylko biomasą.

Baddog nie do końca rozumie, skąd to wie, ale przyzwyczaił się do akceptacji tego rodzaju faktów. Chwilowo nie zastanawia się też nad doborem nie swojego słownictwa. Oczy Marilyna rozszerzają się w tak dobrze znanej, słodko-mdlącej reakcji, bo przecież wierzy bez zastrzeżeń.

Małe postacie pożerają dziesiątki metrów pustyni, ciche jak pewne straszne odmiany śmierci, poza szelestem piasku, mielonego małymi łapkami, poza zgrzytami przesuwających się małych przedmiotów i odłamków skał.

Usta Snow otwierają się właśnie w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Paź 15, 2010 5:49 pm

Słychać dwie rzeczy. Jedną z nich jest szczęk odbezpieczanej broni. Drugą, jednocześnie - głośne, pięknie wymodulowane, wypowiedziane donośnym, spokojnym głosem - "O kurwa".
Dodajcie do siebie te dwie rzeczy i macie aż nad wyraz wyraźne ostrzeżenie.

Spoiler:
 

- Hej, panowie. - Snow wycofuje się w kierunku samochodu, tyłem, rzuca im krótkie spojrzenie przez ramię. - Jeśli już skończyliście się zabawiać, to mamy tutaj sytuację.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Paź 16, 2010 2:48 pm

- 72 godziny? Mało, kurwa. - odpowiedział driver. Niezłe gówno, trzeba przyznać. Nie zdążył tego do końca przetrawić gdy usłyszał głośną kurwę rzuconą przez Snow. Znał ten ton, nie mógł świadczyć o niczym dobrym. Szybko wspiął się na dach Kreatury i spojrzał w kierunku miasta duchów. Było słabo i raczej nie mieli szans na przebicie się. Marilyn włączył szperacz i szybko przyjrzał się okolicy, zapamiętując najbliższe wyrwy.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Paź 17, 2010 8:19 am

Spoiler:
 

Jest dosyć jasne, że całe stado nocnych gości pędzi wprost przed siebie i nie ma za tym żadnego podstępu. Dziesiątki, a może setki stworzeń, z grubsza przypominających szczury, chociaż wiele z nich znacznie już od swoich popularnych kuzynów się różni: dodatkowe stawy; dodatkowe kończyny; łuski, dodatkowe ogony. Snow jest prawie pewna, że w błysku obracającego się wokół szperacza widziała nawet jakiegoś z dwiema głowami. No i, kurwa, czym są bliżej, tym wydają się większe - nie tylko za sprawą perspektywy. Niektóre pewnie mają z metr długości, nie licząc ogona.

Stado biegnie jak jedna istota, jak ruchomy, przelewający się i przeskakujący nad wyrwami dywan z kłów i sierści (no i tych pieprzonych łusek!), zajmujący kilkadziesiąt metrów kwadratowych powierzchni. Kobieta zauważa, że kiedy jedna z bestii skacze niefortunnie i niknie w rozpadlinie, kilka innych rzuca się wprost za nią, już całkiem rozmyślnie, pewnie nie do końca fortunnie dla własnego zdrowia. Masa miesza się, kiedy kilka innych próbuje się zatrzymać i zawrócić, szczury wpadają na siebie, tracąc jednolity rytm. To dało dodatkowe kilka sekund, gdy ranne stworzenia zostają błyskawicznie rozszarpane i pożarte. Potem reszta znów biegnie i nie widać specjalnej różnicy w ilości, za to część pewnie jest jeszcze bardziej wkurwiona, że nie załapała się na choćby ochłap. Znacie to uczucie, świat jest wredny i niemal zawsze czegoś brakuje, a nawet jak wszystko co potrzebne niby jest, to zawsze dla kogoś za mało. Najwyraźniej jeden, czy dwóch towarzyszy zmieniających się nagle w atrakcyjny posiłek, nie jest w stanie spowolnić ich na długo. Może, gdyby udało się zranić z dziesięć, kupiło by to więcej czasu, może...

Marilyn potrzebował tylko trzech sekund, żeby zleźć z dachu z powrotem do szoferki i podjąć decyzję. Bez wątpienia najlepszą drogą ucieczki była taka, która będzie prowadzić z dala od szczurów i z dala od miasta. Nie był pewien, czy da radę w tych warunkach rozpędzić Kreaturę na tyle, żeby szybciej niż zmutowane zwierzęta przejechać przez pełną rozpadlin i wykrotów pustynię, ale wiedział że przejechać przez stado nie da rady. Wystarczy szybki rzut oka na to, jak pokonują dzielący ich dystans, żeby usłużna wyobraźnia podsunęła obraz szczuropsów obskakujących pancerną karoserię i wdzierających się do środka przez rozbitą szybę.

Nieszczęśliwy wypadek jednego ze zwierząt spowodował, że głodne drapieżniki zmarnowały parę sekund. Mają do przebycia jeszcze blisko sto metrów, z wielką wyrwą po środku - jest czas, żeby podjąć decyzję, i jest czas, żeby działać. W całym tym nieszczęściu komfort zupełnie nietypowy dla świata, który znają.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Paź 17, 2010 1:23 pm

Marilyn wie już co zrobić. Silnik zaczyna warczeć, rozgrzewać się i wchodzić na właściwe obroty. W tym czasie jego dłonie wykonują obłędny taniec po różnych wajchach i pokrętłach. N23, H15, niska trajektoria, odłamkowy. Silne szarpnięcie za łańcuch zwisający z sufitu i słychać stłumiony wystrzał, jakby ktoś otwierał przedkrachowego szampana a potem już wcale nie stłumiony wybuch. Oby przeorało to szczury na tyle, by dać im dodatkowy czas. Niech się najedzą, może nie będą chcieli wyłuskiwać ich z tej konserwy.

Spoiler:
 

- Snow, Baddog, spierdalamy! - Driver już zaczynał ruszać, więc jeśli chcieli się załapać na podwózkę, musieli wskakiwać natychmiast.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Paź 17, 2010 11:08 pm

Baddog nie dorzuca nic do serii hardych komentarzy. Zamiera na widok nadciągającej fali ucieleśnionego głodu. Dziesiątki czerwonych ślepiów pełnych wściekłej determinacji. Przez ułamek sekundy widzi w nich odbicie ludzkiej egzystencji na pustkowiu. Przez ogień i świszczący szrapnel, po trupach do następnego kawałka mięsa. Dopiero huk towarzyszący wybuchowi granatu wyrywa brainera z zadumy, napełnia zatrważającą świadomością kurczącego się czasu.
- Nie dzisiaj – szepcze pod nosem, ruszając bezzwłocznie ku Kreaturze. - Nie w ten sposób.

Adrenalina tłumi ból towarzyszący pospiesznej wspinaczce do szoferki. Kiedy maszyna rusza, Baddog zgrzytając zębami gramoli się już na swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Paź 18, 2010 7:23 pm

Spoiler:
 
Snow nie byłaby sobą, gdyby nie wskoczyła w ostatnim pierdolonym momencie. Nie, nie do szoferki.
To nie było by zajebiste.
Wdrapuje się na dach, a kiedy już Kreatura rusza, warkotowi silnika akompaniują strzały. Bam, bam, w regularnych odstępach.
Snow mierzy tam, gdzie zwierzęta zbijają się w największe kłębowisko. Przy takiej odległości celność będzie dość chujowa, ale mnogość przeciwników działa z kolei na jej korzyść.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Paź 19, 2010 12:13 am

Baddog wbija wzrok w rozpruwaną przez Kreaturę ciemność. Pojazd, choć toporny, zdaje się pożerać drogę o wiele zbyt szybko. Każdy wybój znikający pod maską grzechocze obolałymi kośćmi brainera i grozi zrzuceniem Snow z jej wątpliwej jakości pozycji ogniowej. Nagłe ukłucie strachu i odziana w rękawicę dłoń zaciska się na jednej z wajch sterujących machiną.
- W lewo, kurwa!

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Phoenix   

Powrót do góry Go down
 
Phoenix
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Aster Phoenix - Dragon Deck
» My Sacred Phoenix Deck
» Aster Phoenix - Fiend Deck
» Joaquin Phoenix retiring from acting to pursue music!
» Aster Phoenix vs. silent_kid93

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
ale będzie jazda :: RPG :: Apocalypse World-
Skocz do: