ale będzie jazda

łupu-cupu bęc
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Phoenix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Jack of Winters
Bla?


Posts : 98
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Paź 19, 2010 12:13 am

Baddog wbija wzrok w rozpruwaną przez Kreaturę ciemność. Pojazd, choć toporny, zdaje się pożerać drogę o wiele zbyt szybko. Każdy wybój znikający pod maską grzechocze obolałymi kośćmi brainera i grozi zrzuceniem Snow z jej wątpliwej jakości pozycji ogniowej. Nagłe ukłucie strachu i odziana w rękawicę dłoń zaciska się na jednej z wajch sterujących machiną.
- W lewo, kurwa!

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Paź 19, 2010 9:38 am

Spoiler:
 

Marylin zgodnie z okrzykiem szarpie kierownicą w lewo.
- Uwaga tam na górze, teraz będzie ostro! - Przed nimi rozciągała się równina zaorana przez niedawne trzęsienia. Labirynt był taki, że nawet jakieś latające, zmutowane skurwysyny mogłyby mieć z nim problem. Ale Marilyn był driverem, zawsze potrafił znaleźć drogę.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Paź 25, 2010 10:22 pm

Po tym jak już ruszyli, nie było za bardzo możliwości aby ocenić skalę zniszczeń, ale cała trójka miała dość jasne wrażenie, że granatniki Kreatury dały się dobrze we znaki zmutowanym bestiom. Nie na tyle, żeby zapewnić im bezpieczeństwo jednak - stado rozdzieliło się, zdecydowana większość rzuciła się na krwawy befsztyk, rozściełany w miejscach, gdzie wybuchły pociski, ale wcale niemała grupa rzuciła się jeszcze szybciej w ich stronę. Nie wiadomo było, czy te były zbyt szalone, zbyt głupie, czy zbyt zajadłe, żeby zrezygnować z pościgu; być może wiodła je jakaś dziwna, obca inteligencja, ta sama, która sprawiała, że poruszały się do przodu niczym jeden organizm, złożony z wielu ruchliwych elementów.

Szczęśliwie jednak nie zawiódł ani driver, ani jego pojazd; po tym, jak Snow, jakimś niezrozumiałym cudem utrzymując się na dachu pędzącej i podskakującej Kreatury, odstrzeliła kilka największych i najszybszych sztuk, które wysforowały się do przodu, stopili się z mrokiem nocy, rozcinanym tylko rozdygotanym jak w gorączce strumieniem światła szperacza.

***

Cisza i ciemność pustyni splotły się w jeden byt. Być może rozmawiali ze sobą, ale nie wiadomo, czy kiedykolwiek dowiemy się o czym i czy w ogóle.

Zresztą, jak mawiają, te noce już nie są tak długie jak kiedyś.

***
Spoiler:
 

Świtało już, kiedy Marilyn zaczął rozpoznawać okolicę. Co najmniej dwa razy musiał skręcać, zawracać i kierując się intuicją i doświadczeniem, szukać innej drogi, zupełnie na ślepo, tam, gdzie trzęsienia ziemi zniszczyły wcześniejsze szlaki. W całym tym gównianym położeniu sprawiało to odrobinę satysfakcji - był absolutnie pewien, że nikt inny nie dałby rady ani ich stamtąd wywieźć, ani w ogóle dojechać na miejsce, nie wspominając już o rekordowym czasie. Nie ma chuja.

Okolica tu była w jeszcze gorszym stanie, niż koło holdu Bakera. Gdzieś na północy wypiętrzało się pasmo stromych wzgórz. Marilyn pamiętał, że te brudasy od Omie-Wise ukrywają się gdzieś między nimi, naokoło starego kompleksu bunkrów, prawdopodobnie pozostałości po jakimś starym, wojskowym poligonie.

Tak jak w tym świecie nie istnieje coś takiego jak masowa produkcja, tak i spotykane społeczności różniły się od siebie w stopniu ogromnym. Każdy, kto kiedykolwiek ruszył na szlak, doskonale pamiętał pierwszy szok, kiedy dotarł do enklawy innej, niż ta w której się wychował, prawda? Naturalnie poza tymi, którzy wychowali się wśród tych nomadów na południu, którzy nigdy nie spędzają nocy w tym samym miejscu, bo gniewa to okrutny los.

Ale żadne z nich nie było kimś takim.

Spoiler:
 

Miejsce Omie-Wise na przykład.
Weźcie ze stu czarnych, indiańców i latynosów.
Wrzućcie ich między te wzgórza, do tych bunkrów, za te zapory przeciwczołgowe.
Gdzieś tam w środku siedzi starzec na wózku, wokół którego skupiają się najbliżsi doradcy, słuchając jego słów i dzieląc się z nim własnymi.
Dajcie im wszystkim dużo odurzających substancji, część z nich z pewnością własnej roboty.
Dodajcie trochę uporczywych, choć - w większości - niegroźnych chorób.
I dajcie im jeszcze improwizowane instrumenty muzyczne.

Kobiety, dzieci, mężczyźni, starcy, część z nich z bronią, wszyscy wymieszani, spora część niezbyt przytomna.

Postawcie na samym wjeździe krzyż, a na nim, do góry nogami przypięte ciało Wolfa, noszące wyraźne ślady tortur i niezbyt już świeże.

Macie ten obraz?

Świetnie, bo to nie koniec. Dla Marilyna, oprócz różnych niedogodności wspomnianych wcześniej, do sumy wszystkich problemów musimy dorzucić fakt, że przydałoby się sprawdzić co klekocze pod tą cholerna maską. Parę kropel paliwa też nie zawadzi. Nie przypuszcza, żeby oczywisty fakt jego ścisłej współpracy z SoA był tu szczególnie pomocny.

A Snow... no cóż, Snow, pamiętasz tego palanta Parkera? Bo on cię pamięta i może to ma jakiś związek z faktem, że wskazuje właśnie w twoją stronę, a za nim zbliża się kilku niezbyt przyjaźnie wyglądających czarnych. Ta łasica musiała sobie tu zaskarbić sympatię.

Baddog natomiast widzi to wszystko i póki co zupełnie nic po sobie nie pokazuje. Co więcej też, nikt nie zwraca na niego uwagi i jest niemal pewien, że to dobry znak. To zazwyczaj jest dobry znak.
Ale Baddog coś wyczuwa i wie, że to ważne. Czuje, słyszy.
To raczej ktoś, niż coś.
Ktoś z przeszłości.
Hej, Baddog, jak to jest, że gdzie się nie ruszysz, znajdujesz szczątki swojej zasranej przeszłości?
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Paź 28, 2010 10:13 pm

Wow, pierwszy hold? Dobre pytanie. To było chyba Hatchet City, chrzest Marilyna. Synowie pomagali innemu gangowi na prośbę ich prezydenta, Ambergrease'a bo Burmistrz z Hatchet zalazł mu za skórę. Podpierdolił mu kobietę albo coś takiego. Marilyn i reszta wjechali tam na pełnej kurwie robiąc niezłą jatkę. Wcześniej to był dość duży, nieźle prosperujący hold ale coś w środku się zjebało i grupa uderzeniowa wpadła przez otwartą bramę w środek wojny domowej, inaczej nie mieliby szans zdobyć go w pierwszym podejściu. Hatchet mieściło się w jednym z ocalałych wieżowców, biedni na dole, po kolana w szambie, bogaci na górze, z niezłymi widoczkami i jedną działającą windą. Marilyn do dziś pamięta jaką mieli frajdę jeżdżąc w górę i w dół przez pół dnia. To było co innego niż D.C. Half-pinta. W D.C. nic nie działało, brudasy cały dzień biegały z wiadrami żeby było co pić i w czym gotować. A tam, luksus. Nawet ubrania mieli czyste. Ci z góry, oczywiście. Kogo w końcu obchodzą brudasy z dołu?
Z Hatchet City została wtedy tylko winda.

***

- Ej, Snow, zobacz, Wolf poznał nowych znajomych. Chyba się nie polubili. - mruknął Marilyn znad kierownicy. Był zmęczony jak cholera, ale nie bardzo miał czas spać. Zaparkował Kreaturę przed barykadą i został w środku. Tak nakazywała kultura. Nie musiał zbyt długo czekać na komitet powitalny złożony z Tum-Tuma, wielkiego czarnucha z wielką maczetą i kilku jego goryli.
- Patrzcie ziomki, jakiego frajera nam tu przyhulało. Cipeczka z SoA szuka porządnego fiuta do obciągnięcia?
- Nie tym razem Tum-Tum. Z resztą klubu zastanawiamy się, czy nie zrobić porządku z Phoenix. Przyjechałem sprawdzić, czy nie znajdzie się tutaj ktoś gotowy za to zapłacić. Wiesz, barter nie śmierdzi, nawet wasz.
- Marilyn zrobił taką minę, jakby go to dziwiło.

Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez mical von mivalsten dnia Sob Lis 06, 2010 1:10 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Czw Lis 04, 2010 9:14 pm

Przez te kilka minut Snow miała w głowie wszystkie nieciekawe rzeczy, które mogą z nią zrobić Parker i jego przydupasy. I ta wizja wcale jej się nie podobała.

Ale to nie jest tak, ze Snow ma teraz zamiar się chować czy ściemniać.
Nie.
Snow jest sobą, nikim mniej i nikim więcej. Robi to co robi, i nie ma zamiaru się z tym ukrywać.

Dlatego wyskakuje z szoferki i powtarza tę samą sztuczkę, którą odstawiła przed Visage. Tak, dokładnie tak.
To, co się różni, to szczegóły.

Tak, Snow macha do niego ręką, nie patrząc jednocześnie w jego kierunku. Tak, Snow drze się do niego chwilę później, jednocześnie obchodząc wóz, jakby sprawdzała, czy nie mają dziurawej opony.

Nie, Snow nie sprawia wrażenia, jakby miała cokolwiek do Parkera, albo jakby myślała, że on ma cokolwiek do niej.
Tak, pod pozorem rozluźnienia już jest gotowa do tego, że będzie trzeba działać.

Tak. Snow jest w stanie wyciągnąć broń w ułamku sekundy.
Spoiler:
 

edit:
na polecenie MC:
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Lis 06, 2010 4:44 pm

- Masz. Przyda się na twój ryj.
Worek spada na piach pod stopy Baddoga, który już sekundę później krztusi się w chmurze pyłu wzbitej przez odjeżdżający samochód. Nie wie, czy to Visage kazał zostawić go w najbliższym holdzie, czy też była to samodzielna decyzja jego ludzi. Jego wcześniejsze dociekania zostały nagrodzone kopniakiem w plecy.

Przerzedzający się powoli kurz odsłania rozciągające się przed nim obozowisko. Płaski, rudo-szary strup improwizowanych domostw oraz mniej lub bardziej funkcjonalnych pojazdów narastający wokół pradawnej stacji paliw. Baron Exxon znalazł tu prawdziwy skarb. Wkrótce jego nomadzi przepompują to, co z niego zostało do swojej cysterny i ruszą w poszukiwaniu kolejnych łupów. Tymczasem kwitnie tu handel i gwałtownie rozprzestrzeniają się choroby.

Nawoływania prostytutek zamieniają się w szydercze komentarze na widok nowego przyjezdnego. Mężczyźni przyjmują groźne postawy, więc Baddog spuszcza wzrok i kieruje się gdzie indziej. Jakieś dziecko trafia kamieniem w jego głowę. Płynąc z prądem ksenofobii i pogardy, brainer zatrzymuje się wreszcie przed rzędem nabitych na pal czaszek, ludzkich i zwierzęcych, ozdobionych piktogramami o niejasnym znaczeniu, lecz wyraźnie złowrogim charakterze. Rosły, poznaczony bliznami mężczyzna trąca go spiłowaną lufą strzelby.

- Czego?

Baddog otwiera usta kilka razy zanim udaje mu się wydobyć z siebie głos.
- Chciałbym służyć baronowi. Mam… kwalifikacje.

***

Przeszłość. Duchy ludzi i miejsc.
- Ale ty, Sundown? Czy ty jesteś prawdziwy?

Mężczyzna w masce nie poświęca dostatecznej uwagi wydarzeniom rozgrywającym się w jego najbliższym otoczeniu. Opuszcza szoferkę Kreatury i zapatrzony w dal postępuje kilka kroków w stronę zabudowań. Oczywiście, nie mógł być jedynym, który przeżył z całej sfory. Nie spodziewał się tylko, że znajdzie kolejnego z psów Mercera tak blisko.

Głęboki wdech napełnia go tętniącym wokół życiem. Świat mięsa krwawiąc kolorami przenika kruchą zasłonę oddzielającą go od drugiej strony. Chwiejne ekwilibrium zalążka cywilizacji stoi odarte z wszelkiej iluzji trwałości. Pulsujący czerwienią wigor i rozedrgana schizofrenia na przemian przyćmiewają postępujący rozkład ciała i materii. Dłonie brainera przeszywa pierwszy dreszcz delirium tremens, płuca drażni zapach choroby, a umysł onieśmiela przelotny dotyk transcendencji.

Długi wydech i umysł mężczyzny rozprasza się niczym rozżarzony popiół na wietrze. Na krótką chwilę Baddog jest jedynie niewyraźnym wspomnieniem człowieka, echem tonącym w zgiełku codziennych popędów mieszkańców holdu. Ktoś się go jednak spodziewa. Mętna impresja odzewu przywraca go rzeczywistości...

Spoiler:
 
... gdzie krzyż, spluwy i powietrze gęstniejące od złych intencji szybko odwodzą od przedwczesnych deklaracji lojalności. Jeden niepewny krok w stronę Snow to wszystko, na co go stać.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lis 08, 2010 3:23 pm

Pojawienie się w nowym holdzie to zawsze szansa na to, że spotkasz kogoś, kto cię nie lubi. Ciebie, albo kogoś z twoich towarzyszy, jeśli oczywiście takowych posiadasz.
Tak, to był jeden z tych elementów, które ciągle się powtarzały.
Straszna nuda.

Ale za pierwszym razem tak nie było. Za pierwszym razem wszystko, jak się łatwo domyślić, było nowe. Odmienne. Nawet kolory i zapachy. Do dziś Snow nie wie, czy rzeczywiście w Seacouver były tak intensywne, czy też po prostu ona tak je zapamiętała.
Seacouver w porównaniu z holdem Mercera stanowiło jaskrawy, krzykliwy kontrast.

Kiedy tam przyjechali, akurat rozpoczął się jakiś jarmark, czy jak to się tam nazywa. Tłumy ludzi - jakich Snow nigdy wcześniej nie widziała - towary na targu - jakich Snow nigdy wcześniej nie widziała - ba, część z mieszkańców holdu była nawet czysta!

I tak, hold Mercera wcale nie był mały. Ale w porównaniu z Seacouver - sprawiał takie wrażenie.

Problem z zobaczeniem, doświadczeniem, uczestniczeniem w tym wszystkim był jeden.
Nie mogła, kurwa, chodzić.
Tak to jest, kiedy ktoś cię wyciąga z klatki po tak długim czasie, prawda?
Ale nawet to się wtedy nie liczyło. Znacie to? Byli razem, byli młodzi, wierzyli, że nic nie stanie im na drodze.

A potem napatoczył się ten cały Marshall, z tą jego całą misją, z tym jego pierdolonym zbawianiem świata.
Ale to już, jak to mawiają, zupełnie inna historia.


*

Snow patrzy na Baddoga, lekko unosząc brwi. Zaskoczenie. Chyba nawet bardziej prawdziwe, niż dała to po sobie poznać.
Nie, to nie Visage kazał wtedy zostawić Baddoga w pierwszym napotkanym po drodze holdzie. Ani Snow. Prawda jest trywialna - obydwoje byli wtedy zbyt zajęci sobą, żeby w ogóle jego nieobecność zauważyć.
Ale od tamtego czasu sytuacja zmieniła się już tyle razy, że Snow naprawdę, naprawdę by się nie zdziwiła, gdyby na przykład postanowił zrobić sobie z niej przepustkę do holdu.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Lis 16, 2010 1:03 am

Po szybkim zwiedzeniu wymarłego Phoenix i okolic, hold Omie-Wise'a jawił im się jako bezpieczna przystań i rzeczywiście tym, w pewnym sensie, był. Znacie to powiedzenie, że wszystko jest względne, prawda?

Czas i przestrzeń liczą się tylko o tyle, o ile zmieniają priorytety zagrożeń. - każde z nich słyszało wcześniej coś w tym guście, w tej czy innej formie, w tych lub innych słowach; każde z nich mogłoby pewnie powiedzieć to samo na bazie własnego doświadczenia, takiego czy innego.

Weźmy takie zagrożenia - Snow, ta zajebiście wyluzowana laska, która tak stylowo udaje, że ignoruje wszystko wokół, widzi do wyboru całą masę - Tum-Tum'a i jego osiłków, którzy dzielą swoją uwagę między nią, a Marilyna, bez wątpienia zajmując całe swoje niewielkie możliwości poznawcze rozważaniem nad tym, które z nich będzie ciekawszym punktem wieczornego programu rozrywek. Parkera i jego zbirów, którzy zatrzymali się kilkanaście metrów dalej, najwyraźniej czekając na to, co wyniknie przy samochodzie, wymieniając szeptem jakieś uwagi. Wreszcie kilkadziesiąt innych, przypadkowych osób, z których większość jest uzbrojona, a pewnie wszyscy czymś odurzeni - do wyboru, do koloru, zagrożeń jest bez liku. W końcu Snow uznaje, że spośród tego wielkiego asortymentu indywiduuów, które mogą być niebezpieczne, można założyć, że najgorszy jest ten, który po prostu aktualnie jest najbliżej.

Słowa Marilyna w każdym razie zdają się osiągać jakiś efekt. Dowód: nikt jeszcze go nie bije, chociaż jeden z byczków otworzył już drzwi, jasno dając do zrozumienia, żeby wysiadał, a drugi mocuje się z bagażnikiem. Teraz jest ten moment, żeby dobrze się zastanowić, jak bardzo święta jest tu święta prywatna własność i ile można poświęcić dla własnej dumy. Kiedy Marilyn wysiada z auta (w końcu doskonale zdaje sobie sprawę, że Kreatura to nie jest pojazd, który ma kosmiczne przyspieszenie i ruszy szybciej, niż maczety czarnuchów po jego pierwszym brzydkim ruchu...), a Tum-Tum wyciąga rękę po kluczyki, zaczyna się robić jeszcze mniej miło, ale to chyba mimo wszystko nie jest - jeszcze - wstęp do zbiorowego gwałtu.
- Pogadamy, jasne, cukiereczku, w porządku, tak. Zaopiekuję się maszynką. No, już. - dłoń potrząśnięta tuż przed nosem, niecierpliwa. Lewa, bo prawa cały czas trzyma maczetę. - Twoja dupcia też od skurwysynów anarchii, białasku? Dobrze jest mieć w drodze podręczne ruchadełko, oooo, tak, stary Tum-Tum wie co mówi.

Ciekawa rzecz, która dociera do całej trójki, choć pewnie w różnym momencie - ci tutaj nie wydają się bać żadnej martwej zarazy, jak ludzie Bakera z ich paranoją i drogowymi barykadami.

Baddog przygląda się tej scenie, wykonując niepewny krok w stronę Snow, ale prawda jest taka, że dopiero przed sekundą odzyskał świadomość.

Przed momentem patrzył w ślepe, mleczne oczy czarnego starca, siedzącego na starym wózku inwalidzkim i chociaż nie widział go nigdy w życiu, od razu wiedział, że to sędziwy Omie-Wise, ojciec tego holdu (zresztą całkiem możliwe, że w przypadku sporej części dorosłych dosłownie). Starzec mówił do niego, a on mu odpowiadał, chociaż Baddog nie zapamiętał słów, a może ich nie słyszał. Przez moment był Sundown.
Nie miał nóg, nie miał rąk, jedynie kikuty.
Leżał na stercie koców i odpowiadał Omie-Wise'owi i jego doradcom na niekończące się pytania.
A także przekazywał czyjeś polecenia.
Ktoś, prawdopodobnie dla żartu, postawił nawet koło niego stare radio z długą, powyginaną anteną.

Baddog porusza jeszcze wargami, jakby to on mówił. Część z tych rzeczy słyszał już wcześniej, otarł się o to. O przeżyciu, o doborze, o konieczności posłuszeństwa. Groźby, obietnice.

Ale Baddog, wbrew pozorom, nie poprzestaje na obserwacji. Kiedy usta Sundowna otworzyły się w pewnym momencie, słowa należały do Baddoga.

Tak więc, kiedy Tum-Tum okazuje swoje zainteresowanie życiu seksualnemu Snow i Marilyna, a skurwiel Parker chyba już powoli traci cierpliwość, czekając aż durny Tum-Tum da wreszcie sygnał do zabawy, aby rzucić się ze swoimi przydupasami i wyrwać co się tylko da dla siebie, w tym właśnie momencie z któregoś z bunkrów zlokalizowanych w centrum holdu wyłazi wielki Murzyn obwieszony na skos pasami amunicji i błyskawicznie kieruje swój wzrok na nowo przybyłych.

- Tum-Tum! Dawaj ich do Omiego!
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lis 22, 2010 1:46 pm

- Nie wiem, czy chcesz ją mieć, Tum-Tum. Z tego co słyszałem, ma dwie pary zębów, jeśli wiesz o czym mówię. - Kluczyki do Kreatury już prawie zmieniły właściciela. Marilyn zna zasady, nie ma szans z tą bandą. Wtedy pojawia się wybawienie - głośny okrzyk który wzywa ich do bunkra Omiego. Marilyn natychmiast rusza, zaciskając swój skarb w spoconej dłoni.

Droga nie jest długa, raptem osiemdziesiąt sześć kroków. Marilyn liczy, zapamiętuje. Nigdy nie wiadomo, czy i stąd nie będą uciekali pod ostrzałem albo w ciemności. Driver rozgląda się też na boki, szukając możliwych kryjówek ale i patrząc na twarze. Zna część z nich, z paroma nawet zdarzyło mu się rozmawiać. To w końcu nie było do końca tak, że SoA i Hell's strzelali do siebie jak tylko zeszli się na wystarczającą odległość. Czasem biznes wygrywał z nienawiścią. A barter nie śmierdzi.

Spoiler:
 

Wnętrze bunkra śmierdzi. Zgnilizną, brudem, gównem i krwią. Nie, żeby to kogokolwiek dziwiło, od zawsze wiadomo, że brudasy to bardziej zwierzęta niż ludzie. Chociaż nawet psy nie srają pod siebie. Marilyn krzywi się i poprawia skórzaną kurtkę.
Twarz starucha jest pocięta zmarszczkami, trudno zobaczyć na niej jakiekolwiek emocje. A mimo to Driver wpatruje się w pokryte bielmem oczy. I słucha.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Lis 30, 2010 2:01 am

Snow zdaje się być gdzieś poza tym wszystkim i trudno, naprawdę trudno powiedzieć, czy to tylko poza, czy też naprawdę w scenie uczestniczy tylko częścią świadomości. Oczywiście, trudno powiedzieć, kiedy jest się tak zwanym postronnym obserwatorem.
Snow przecież dobrze wie, co robi. Dostraja się do tego miejsca. Do tego, co może jej przynieść.

Spoiler:
 

Albo, nazywając to innymi słowami, po prostu bardzo, bardzo uważnie obserwuje. Wszystkimi zmysłami chłonie informacje. Przetwarza, analizuje, też, ale to proces, który zachodzi gdzieś w tle.

Naturalne więc, że sięga po wszystko, co teraz jest w stanie znaleźć. Zadziwiające i trochę straszne, jak szybko zachodzi ten proces uczenia się. Gdzieś, tam, jeśli wierzyć, czai się przecież czerń, brud i mrok.
Dlaczego więc ona nie boi się, nie czuje obrzydzenia. Zamiast tego, raczej zachowuje się jak autostopowicz przy drodze.

...And I'm caught in a space between my head and my face again
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Gru 03, 2010 12:36 am

Oczy Baddoga przemykają nerwowo od Snow do stojącej jej naprzeciw bandzie spluw. Jego palce poruszają się powoli, bez celu, niczym tańczące odnóża pająka. Coraz wolniej, coraz wolniej. Kiedy zastygają w miejscu, brainerowi udaje się wydobyć z siebie głos – suchy szelest przypominający grzechotnika sunącego po pokrytej pyłem skale.
- Idziemy, Snow. Szef chce z nami gadać.

Nie patrzy jednak w kierunku dziewczyny. Spojrzenie mężczyzny w masce zastyga na Parkerze i jego poplecznikach. Bada ich mimikę, mowę ciała. Szuka oznak niepokoju, rysy na pospiesznie wzniesionym murze pewności siebie.

Spoiler:
 

Kiedy Baddog rusza za Marilynem, nie wygląda na to, aby miał zamiar ominąć grupę nieprzyjaciół szerokim łukiem. Przeciwnie, w miarę jak odległość między nim a ludźmi Parkera się zmniejsza, brainer coraz bardziej sprawia wrażenie człowieka mającego sytuację pod kontrolą. Nie próbuje przemaszerować przez środek uzbrojonego tłumu. To zakrawałoby na samobójstwo. Kieruje się jednak zdecydowanym krokiem w stronę stojącego na flance młodzika, którego spocone czoło i nieodbezpieczona broń wyróżniają jako najsłabszą sztukę w stadzie. Ten zejdzie mu z drogi. Wyśle podświadome ostrzeżenie całej reszcie.

Spoiler:
 

Blef sypie się jak domek z kart w chwili, gdy kolba strzelby jednego z mijanych osiłków ląduje z impetem pomiędzy łopatkami Baddoga. Niespodziewany cios powala przyjezdnego na ziemię wyrywając z jego gardła niezbyt męski jęk. Chwilę później słychać splunięcie i choć czarny płaszcz skutecznie chroni go przed wilgocią, brainer czuje spływającą po ramieniu flegmę całą swoją osobą.
- Nie pozwalaj sobie, gnoju – warczy jeden z mięśni.

Baddog zaciska zęby, bardziej z upokorzenia niż bólu, po czym podnosi się z ziemi i ze spuszczoną głową i zaciśniętymi zębami udaje do siedziby Omie-Wise’a.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Sty 17, 2011 8:09 pm

Snow patrzy na starego kalekę i grono jego doradców, na makabryczny strzęp człowieka, porzucony w rogu jak zepsuta lalka, wsłuchuje się w ton słów,przymrużonymi oczami śledzi rzucane spojrzenia, gesty, delikatne drgnienia mięśni twarzy i w ciągu kilku chwil orientuje się dokładnie, jak wygląda miejscowy chain of command i kto jest tu kim.

Otóż dla niej, tak naprawdę, nie ma tu nikogo poza Omie-Wise i zupełnie, zupełnie nie ma sensu dawać się nabrać na jego słaby, drżący głos, częściowo sparaliżowaną twarz i ton głosu dobrotliwego dziadka. Błyskające chytrą inteligencją białka z pozoru ospale półotwartych oczu są dla niej komunikatem ważniejszym, niż wszystko inne. Dla Snow, przy wszystkich pozornych i zewnętrznych różnicach, drobiazgach w rodzaju koloru skóry czy stanu zdrowia, ten gość mógłby być rodzonym bratem Bakera. Tym straszniejszym, że wydającym się kimś zupełnie innym.

Jednak pierwszy odzywa się Sundown.
Okaleczony człowiek mógł być szalony już wcześniej, bez wątpienia jednak jego obecny stan musiał mieć jakiś wpływ na psychikę. Jest w nim jakaś obcość, coś, co podnosi włoski na całym ciele, cierpną zęby, coś jak mentalny ekwiwalent odgłosu drapania paznokciem po szkolnej, kredowej tablicy.

- Przybyli prosto z Phoenix, powinni tam zostać. Nikt nie wychodzi z Phoenix bez pozwolenia. Phoenix chce ich z powrotem. Phoenix wyciągnie po nich ręce. Phoenix chce ich z powrotem. Odeślij ich do Phoenix. Odeślij ich. Odeślij ich do Phoenix. Phoenix po nich przybędzie, odeślij ich do...

Ledwo widoczne skinienie głowy mężczyzny na wózku i któryś z latynosów siedzących dotąd w ciszy przy stole podrywa się i wierzchem dłoni z rozmachu uderza Sundown w twarz, kończąc potok słów.

- Biedny chłopiec... - skrzeczy starzec, kiwając się i mrugając załzawionymi oczami - A przed chwilą mówił, że mi się przydadzą... Wysłać, nie wysłać, co ja mogę, he?

Drżąca dłoń wysuwa się w kierunku Snow.
- Ty, córeczko, opowiedz mi co tam słychać u Bakera. I ty synku, też. - palec przesuwa się w stronę Baddoga. - A ty... a ty słuchaj, potem poproszę was o coś wszystkich razem. Głodni? Spragnieni? Ej, przynieście wody. I albo mnie oczy na starość mylą, albo ktoś tu potrzebuje apteczki... niech ktoś przyjdzie z apteczką... już, już. Nic a nic nie kumacie, e? No, opowiadać, chyba dość jesteście bystrzy, żeby wiedzieć co mnie interesuje, khe, khe...

Gdzieś sprzed bunkra słychać dzikie, radosne wrzaski, łoskot i przykry odgłos rozdzieranego metalu. Omie-Wise kiwa głową ze smutną miną, patrząc na stojąca przed nim trójkę, ktoś wychodzący właśnie spełnić jego polecenia wybucha śmiechem gdzieś wyżej, w wejściu.
- A ty się nauczysz, że jak ktoś grzecznie prosi o kluczyki, to należy słuchać. No już, cisza, cisza... - podnosi rękę w kierunku rozglądającego się w panice Marilyna, ale patrzy na Snow i Baddoga - Dalej, dalej, nie dajcie mi czekać, stary jestem, mogę nie doczekać...
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Wto Sty 25, 2011 12:50 am

- Co tam słychać o Bakera. - powtórzyła, jakby trochę bezwiednie. I uśmiechnęła się, samymi ustami. - Tępy chuj z niego. Ale to chyba ani nic nowego, ani ciekawego. - spojrzenie powędrowało w kierunku Baddoga.
Wzruszenie ramionami. Może on ma jakieś większe pojęcie, co interesuje Omie-Wise, bo ona, szczerze mówiąc, nie miała najbledszego.
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sob Sty 29, 2011 6:31 pm

Baddog rozgląda się po pomieszczeniu starając się nie unosić spuszczonej służalczo głowy. Jego spojrzenie raz po raz wraca do okaleczonych resztek jego byłego towarzysza niedoli. Nigdy nie byli przyjaciółmi, a mimo to… Jeszcze zanim zerwali się ze smyczy, Sundown zdawał się pałać ambicją zapisania się w krótkiej pamięci ludzi, których dotknął, jako wcielenie ich najgorszych koszmarów. Wszyscy wróżyli mu gwałtowną i efektowną śmierć. Widok byłego ulubieńca Mercera zredukowanego do tarzającego się w pyle robaka napełnia Baddoga czymś na wzór poczucia niesprawiedliwości. Napełnia go także grozą.
- Wiesz, że na to zasłużyłeś, Sundown. Prawda?
- Obaj zasłużyliśmy. Na mnie padło najpierw.

- Zaniemówiłeś, synku? – Głos jak szelest pożółkłych kartek papieru.
- Baker. – Mężczyzna w masce podnosi wzrok, mruga, spogląda swojemu rozmówcy w oczy. – Planował ruch przeciwko Donovanowi. Od dłuższego czasu gromadził amunicję, zaostrzał środki bezpieczeństwa, wysyłał zwiadowców częściej i dalej. – Nie wiedział tego. Dopiero teraz wszystkie drobne poszlaki zaczęły układać się w logiczną całość. – Zesrał się, kiedy ktoś zmiótł Donovana z powierzchni pustyni. Wie, że w Phoenix dzieje się coś złego, ale to nie koleś, który boi się duchów. Wie, że ludzie są dużo gorsi. Mógł wystawić straże na drodze do miasta, ale ataku spodziewa się od innego holdu.

Baddog nie dodaje nic więcej. Nie rozmawia z idiotą.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Sty 31, 2011 11:34 am

Milczenie przeciąga się moment, seria niepewnych spojrzeń, spotykających się ponad głowami gości.

- Czyli... to nie biały sukinsyn zmiótł tego świra Donovana... - ciężko wyczuć, co dokładnie słychać w głosie starego Murzyna. Trochę rozczarowania, trochę strachu, to chyba to.

Baddog natomiast rewiduje swoje podejrzenia. Baker rzeczywiście się zbroił. Tylko czy na pewno przeciwko tamtemu? Rozkazy Bakera odnośnie broni, którą Marilyn wiózł dla Donovana też wydawały się dziwne. Zakopać na pustyni. Z dala od holdu.

I Smith, człowiek Donovana, któremu zależało na tym, żeby transport jego szefa nie dotarł do holdu...
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Sty 31, 2011 8:50 pm

Kiedy Baddog mówił, na jej ślicznej buzi powoli pojawiał się wyraz coraz to większego i większego zdumienia.
Patrzyła to na niego, to na Omie-Wise'a. Słuchała.
A oczy otwierały jej się coraz szerzej i szerzej.

- No, dobra. - odezwała się wreszcie, jednocześnie wzruszając ramionami. Pełna nonszalancja. - Ale to w takim razie. Kto?
Nie, nie rozumiała, co się dzieje. I w obecnej chwili bardzo jej zależało na tym, żeby było to widoczne.

- No, kto załatwił Donovana. - zniecierpliwiła się. Jakby naprawdę któryś z nich wiedział, tylko prowadzili jakąś grę.
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Nie Lut 06, 2011 11:25 pm

Marilyn nawet nie drgnął, gdy dobiegł go odgłos wyginanego metalu. Zamiast tego wyobraził sobie, jak najpierw podrzyna gardło starucha a potem robi krzywdę Tum-Tumowi. Może zaszyje mu w brzuchu węża? Czerwoni tak robili i podobno bolało jak skurwysyn. Ten hold zniknie jednak z powierzchni ziemi prędzej niż później i on już o to zadba.

***

- Erm, Phoenix? Widziałaś tę sforę. Hold Donovana nie był zbyt dobrze okopany, te bestie bez problemu dostałyby się do środka. Widziałaś też kości, strzępy proporców. Coś ich zjadło. Phoenix.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lut 07, 2011 2:06 pm

Ostatecznie Omie zdecydował, że jednak mu się do czegoś przydadzą, wspaniałomyślnie dając okazję do odpracowania usług swojego angela.

Spoiler:
 

***

Spoiler:
 

Skwar leje się z nieba, kiedy rozklekotany, pomazany kolorowymi farbami pick-up wolno toczy się po zniszczonej drodze.
Snow nazwała go w myślach numerem Trzy.

Marilyn nie nazywał pojazdu w ogóle, zbyt zajęty opanowaniem gruchota, którego dostali do dyspozycji. Z połową baku. Boleśnie zdaje sobie sprawę, że nawet gdyby paliwa było więcej, nie zaryzykowałby tym czymś jazdy przez pustkowia i chyba o to właśnie chodziło - zrobią, co mają zrobić, i wrócą do Omiego; jeśli nie z powodu lojalności i chęci dotrzymania obietnicy, to po prostu z braku innej opcji.

Kreatura ze zwisającymi smętnie na jednym zawiasie drzwiami kierowcy, wyważonym łomem bagażnikiem i wielkimi genitaliami wysprayowanymi na masce, czekała na głównym placu holdu; driver miał okazję przemyśleć sobie jeszcze raz, czy mądre było ignorowanie bądź co bądź grzecznej prośby Tum-Tuma o przekazanie mu kluczyków. W ostatecznym rozrachunku i tak musiał to zrobić przed opuszczeniem holdu, ale początkowy upór kosztował Kreaturę kilka brzydkich ran.

Snow nie odrywa od oczu lornetki, kiedy coraz bardziej zbliżają się do spalonych suburbiów. Namierzyła już ich cel - wielki, częściowo zawalony budynek, nad jednym z wielu wejść ogromny szyld WALLMART. Druty kolczaste i stare, prowizoryczne barykady dopełniają obrazu. Wokół cisza. Kłęby kurzu podnoszą się i opadają pomiędzy spopielonymi szkieletami budynków.

Baddog drapie się w zamyśleniu po świeżym bandażu. Po chwili wyciąga dłoń i wskazuje coś obserwującej okolicę kobiecie.

- Mhm. Widzę. - kiwa głową Snow. Przybliża obraz: rozbity jeep, trzy przewrócone motocykle. I ciało - mężczyzna, leżący na wznak tuż przed jednym z wyjść, niemal pozbawiony twarzy. Ciało musiało spaść z motocykla, leży z szeroko rozłożonymi ramionami. Obok porzucony peem, chyba jakiś H&K, widok dość rzadki, bo kto zostawia przy trupach dobrą broń? Trochę dalej szeroka, rdzawoczerwona smuga, prowadząca od jeepa do jednego z wejść budynku. Na stalowych drzwiach dwie duże dziury, pewnie po kulach.

- Myślicie, że ciągle tam są?
- Trup jeszcze świeży. - Snow ocenia chłodno - Wygląda, jakby ktoś go zastrzelił. Po mojemu niedawno, bo inaczej coś by go zeżarło.

Chwila ciszy.

- Ale. Jeśli tam nawet są... z jakiegoś powodu nie wychodzą.

Baddog uśmiecha się cierpko pod maską.

- Może tamten właśnie próbował. Szabrowanie opuszczonych miast nie jest w tej okolicy bezpieczne, stary sukinsyn musiał to wiedzieć, wynajmując chłopców z zewnątrz. Ciekawe, czy oni wiedzieli.

Marilyn spluwa przez okno, krzywiąc się niemiłosiernie.
- A my wiemy i nie widzę, jak bardzo nam to pomaga, jak i tak trzeba ich stamtąd wyciągnąć.
Powrót do góry Go down
Selyuna
Fuckin' Queen of Everything
avatar

Posts : 268
Punkty Fandomu : 12
Join date : 19/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Battlebabe
Name: Snow
Experience:
1/5  (1/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lut 07, 2011 7:04 pm

W takiej sytuacji wypadałoby rzucić jakimś podniosłym, patetycznym tekstem. Chyba. Ale Snow jako małe dziecko nie oglądała amerykańskich filmów, prawda.
- A, chuj z tym. - wzrusza więc ramionami, robiąc jednocześnie kilka kroków przed siebie. Powoli, nieśpiesznie, jakby po prostu chciała pozbyć się tej sztywności w mięśniach.

Spoiler:
 

Robi kolejny krok i
...podąża długą, prostą drogą. To autostrada. Asfalt jest gładki i przyjemnie czarny, na poboczach równo przycięte krzewy. Zmierza do Phoenix.
Stara się przywołać tamtą wizję. Obraz, który wciąż jest tak wyraźny w jej głowie, jakby to było coś, co naprawdę się stało. Zaledwie przed chwilą.
Zniknęły popioły, a bramy Phoenix to bramy raju. Szmer i zapach płynącej, czystej wody. Szum zielonych drzew, rodzących owoce.

W Phoenix czeka na nią matka. Stwórca.

Ona w to uwierzyła. A teraz woła. Przyzywa. Skoro jest tam jej Matka, to przecież na nią czeka, prawda?
Nie mogłoby być inaczej.
Snow zatrzymuje się, i na chwilę zaciska powieki. To niemalże modlitwa, żarliwa, dziecięca. Bez słów. Oprócz tego jednego - chociaż, co ono może znaczyć dla kogoś, kto wychowywał się w jakimś brudnej klatce z niewolnikami, nie znając owej matki?

Mamo?

...
Powrót do góry Go down
Jack of Winters
Bla?
avatar

Posts : 98
Punkty Fandomu : 13
Join date : 24/06/2010

PisanieTemat: Re: Phoenix   Sro Lut 16, 2011 9:33 pm

Skóra na twarzy swędzi pod bandażami, którymi owinął ją przewidujący medyk. Pożółkły materiał wydaje się niemal nieskazitelnie biały w kontraście z kołnierzem czarnego płaszcza. Przed wyjazdem z holdu Baddog zdążył wysłuchać kilkudziesięciu cynicznych uwag przyrównujących go do mumii , ale przynajmniej nikt nie próbował go zastrzelić z obrzydzenia. Opatrunek, choć nie tak elegancki jak maska, wyraźnie spełniał zadanie.

- Wiemy, że mamy tam przynajmniej jednego snajpera, – wzdycha usłyszawszy lekceważący komentarz Snowa to pożyteczna wiadomość przed wkroczeniem do akcji.

Odziana w rękawicę ręka sięga po lornetkę, zatrzymuje się jednak w pół drogi do celu. Oczy Baddoga rozszerzają się, tętno przyspiesza. Nie wie, czy poczuł właśnie na swoich ustach gorący pył pustyni, czy gorący oddech Snow, choć to drugie wydaje się raczej mało prawdopodobne biorąc pod uwagę odległość między nim a nią. Chyba że…

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Lut 18, 2011 7:41 pm

- I dużo hi-techu. - Dopowiedział Driver. Miał głęboko w dupie to, czego chciał od niego staruch. Kazał swoim ludziom go opatrzyć, dał mu samochód. Wystarczy, teraz jest w Phoenix. Znajdzie tych, przez których rozpuszcza mu się mózg i jakoś zmusi ich, żeby go naprawili. W końcu, w jakimś celu uwiązali go na tej niewidzialnej smyczy. Pierwszy punkt to oczywiście miejsce w którym sprzedał go Pico.

Marylin jeszcze raz spogląda na miasto przed maską samochodu. Jest za kółkiem, nikt mu nie podskoczy. - Ja jadę dalej. - mówi i wskazuje na jeepa i motory. - Tym tam wrócicie, jeśli chcecie. - Trącił dłonią wiszące na resztce lusterka dwa naboje i poprawił chwyt na kierownicy. To może być ostra jazda.

Gaz do dechy.
Powrót do góry Go down
Paradoks
Fuckin' Praise Seeker
avatar

Posts : 292
Punkty Fandomu : 16
Join date : 15/05/2010
Location : Polska

Apocalypse World Character
Role: NPC
Name: Legion
Experience:
3/5  (3/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pon Lut 21, 2011 9:27 pm

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
mical von mivalsten
Mistrz Ciętej Riposty
avatar

Posts : 119
Punkty Fandomu : 7
Join date : 15/05/2010

Apocalypse World Character
Role: Driver
Name: Marilyn
Experience:
0/5  (0/5)

PisanieTemat: Re: Phoenix   Pią Lut 25, 2011 7:07 pm

Spoiler:
 

Błysk lunety w oknie jednego z budynków w oddali. Marilyn szarpie kierownicą, pocisk podnosi kurz z ziemi. Potem dodaje gazu, liczy. Kolejny niecelny strzał po trzech sekundach. Zanim zniknął w bocznej alejce jeden z pocisków zdołał przestrzelić plandekę na pace pick-upa.
- Dobrze, że zostałeś. Lepiej rozumiesz te mumbo-jumbo - powiedział do Baddoga, dotykając palcem skroni.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Phoenix   

Powrót do góry Go down
 
Phoenix
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» Aster Phoenix - Dragon Deck
» My Sacred Phoenix Deck
» Aster Phoenix - Fiend Deck
» Joaquin Phoenix retiring from acting to pursue music!
» Aster Phoenix vs. silent_kid93

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
ale będzie jazda :: RPG :: Apocalypse World-
Skocz do: