ale będzie jazda

łupu-cupu bęc
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Götterdämmerung - sesja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Admin
Admin


Posts : 114
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:02 pm

Kurt

Siedział pochylony nad kuflem, uważnie taksując biust dziewki. A było co oceniać. Koślawy uśmiech wykrzywił mu usta. Wargi poruszały się lekko, sprawiając wrażenie że, oto powstaje dobre uzupełnienie świńskich uwag kompana.

- ... musimy pogadać, później...

Zarechotał, a następnie opłukał usta solidnym haustem piwa. Nie był typem agitatora, czy innego podżegacza. Od operowania słowami wielu było lepszych niż on. Ale oczywiście, nie przeszkadzało mu to się starać.

***

Ten zafajdany pocztylion wyskoczył z ciemności, jak filip z konopii. Ten cały Schörner był chyba zbyt mocno znanym tu typem, by pozostać dłużej w ukryciu. Nie było to dobre.

- Dachs jestem - Wstał i mocno schwycił prawicę gońca - Miło poznać. Prosimy do nas, w taką dziadowską noc milej będzie w większej kompanii. A takoż się składa, że my właśnie do grodu Wissenburgów zmierzamy.

- Ha! - Z ochotą przysiadł się do stołu, skwapliwie wykorzystując zaproszenie - Świat ten mały jest niemożebnie, mości Dachs. Ja to pańskiego kompana znam już od dawna, nie pierwszy raz zresztą, nagabuje go na tym trakcie. Z Nuln na południe tyle luda dziennie wali, że powinni wreszcie wziąć się za naprawę tych przeklętych duktów. Tyle wądołów i kolein jest, że zęby można se powybijać.

- Prawda, prawda. A inna sprawa, że i czasy do dupy.

- A kiedy lepsze były?


- Drogi są porozpieprzane, a myta tylko w górę idą. - Kontynuował narzekanie Kurt - Słyszałem plotki takie, że i w samym Wissenburgu podnieśli podatek wwozowy i wywozowy. Ledwo się opłaca tera handel tam robić, ta?

- No, może nie aż tak źle.

- Hm?

- Sukiennice ostatnio wyremontowali, na kramy nie leci już deszczówka, jak dawniej, brudne siki z dachu towar rozwalały.

- Eeee, to i tak dla grubszych frantów jest. Takich jeszcze bardziej majętnych, niż nasz tu znajomy, mości Schörner. Tak, tak, patrycjat jest zazdrosny o swoje przywileje, miejsca w radzie i dostęp do najlepszych straganów.

- Nie zaprzeczam. A na podatki ludziska zawsze narzekali... odkąd pamiętam, zwłaszcza handlarze.

- Bo i mieli co tracić!

- Racja, panie Schörner, święta racja.

- No, panowie, życie drogie, a pić się chce! Skarbie! Kopsnij no jeszcze jeden gąsiorek!
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:02 pm

Kurt, Remo

Siedzący przy ich stole człowiek zdawał się beztrosko popijać z kufla, prowadząc konwencjonalną i typową do bólu wymianę zdań, polegającą na solidaryzowaniu się w narzekaniu na wszystko wokoło, od stanu dróg do wysokości podatków, która ta rozmowa była swego rodzaju rytuałem, ukochanym przez ludzi spędzających większość życia w drodze i parających się handlem. Jednakże Kurt nie mógł przeoczyć nadzwyczajnej uwagi, licznych podejrzliwych spojrzeń, które tamten rzucał na Remo, ilekroć tylko Schörner przymykał na moment oczy, śmiejąc się w głos, albo pociągał solidny łyk ze swojego kufla. Bez wątpienia to ślady pobicia na twarzy współbiesiadnika nie dawały kurierowi spokoju, raz czy dwa Fuchs odniósł też niemiłe wrażenie, że i jemu niechciany towarzysz poświęca zdecydowanie więcej uwagi, niż szpieg by sobie tego życzył. Co gorsza dostrzegł też, że Vetter rzucił kilka ukradkowych spojrzeń w stronę alkierza, do którego na zaproszenie hałaśliwego szlachcica udał się wcześniej Gotfryd. Fuchs był niemal pewien, że musiał widzieć ich, kiedy wchodzili do gospody razem. Zmarszczka na czole kuriera świadczyła, że mimo pozornie niefrasobliwego zachowania próbuje on usilnie i raczej bezskutecznie połączyć te spostrzeżenia.

Remo, pałaszujący tymczasem swoją gęsią szyję w rzodkiewkach, zdawał się nie poświęcać rozmowie zbyt wiele uwagi - to znaczy zachowywał się niezwykle naturalnie, jak zwykły podróżny po długim dniu na zimnym trakcie zainteresowany przede wszystkim jadłem i napitkiem. Jednocześnie ukradkiem rozglądał się po sali, poszukując innej znajomej twarzy, którą spodziewał się tu ujrzeć. W końcu wypatrzył - znajomy nulneński wozak wyglądał, jakby spędził tu już jakiś czas, wodząc po sali mętnym wzrokiem. Siedział w towarzystwie jakichś kilku również niezbyt trzeźwych parobków, raczących się gorzałką i podśpiewujących - okropnie fałszując - aktualnie wykonywaną przez barda balladę. Kiedy ich oczy spotkały się, Schörner zauważył, że tamten stara się błyskawicznie (o ile tylko jego obecny stan pozwalał na cokolwiek, co da się określić mianem "błyskawicznie") odwrócić wzrok, w oczywisty sposób udając, że Remo wcale nie widzi, albo nie poznaje. Kiedy Schörner odwrócił się na powrót do towarzyszących mu przy stoliku mężczyzn, nie mógł przeoczyć pytania w oczach Fuchsa, starającego się tymczasem - dość udatnie - niefrasobliwie dyskutować z Joachimem. Zanim Remo zdołał zareagować w jakikolwiek sposób, goniec uznał za stosowne właśnie w tej chwili dać upust swojej ciekawości.

- A pan, panie Dachs - czym się zajmujecie, jeśli wolno spytać? Nie wyglądacie na kupca. - rzucił lekkim z pozoru tonem Vetter, jednak coś w jego spojrzeniu kazało domyślać się pewnego napięcia.

Gotfryd

- Od razu dostrzegłem twarz szlachecką, jakem Diffring, w tym obrzydliwym chlewie, pełnym świń i psów niespodzianka nie lada! Witaj nam, witaj panie. Jam jessst szlachetnie urodzony Caus Diffring, z Meissen, to moja córka, yp, Claudia - młodziutka dziewczyna w pięknej, zielonej sukni spłoniła się, podając Gotfrydowi rękę, którą ten musnął ustami na powitanie. Zastanawiał się właśnie, czy już nadszedł czas, żeby skorzystać z rad Kurta odnośnie prezentacji, szczęśliwie dość pijany już szlachcic - grubawy i nalany mężczyzna lat około czterdziestu - wskutek alkoholu czy może zwykłego grubiaństwa zdał się zapomnieć chwilowo o nakazach etykiety, nie dając jeszcze Gotfrydowi okazji do powiedzenia czegokolwiek. Zamiast tego na przemian wydzierał się na służbę i dokonywał reszty prezentacji, wstawszy i otoczywszy Gotfryda tłustym ramieniem, ni to starając się zachowywać serdecznie, ni to podtrzymując się na nim, w walce o utrzymanie równowagi.

- Świnie i psy, ot co! Niczym się nie różnią, od tych wściekłych, co na południu się srożą! Jadła więcej, dla mego gościa! Już, ty głupia ladacznico, ruszaj się! A to, widzisz, mój panie, moja ochrona, żeby żadne psy nie szczekały i nie gryzły. - wskazał szerokim gestem na pięciu popijających na drugim końcu ławy zbrojnych, zajętych rechotaniem, piciem i grą w kości. Dwóch z nich nawet udało niezręczny ukłon w stronę Gotfryda, chociaż ten odniósł wrażenie, że patrzą raczej na jego broń, niż twarz. Najbliższy z nich, siwiejący i żylasty drągal ze złamanym niegdyś i krzywo zrośniętym nosem, zmierzył młodzieńca wodnistymi oczami bez wyrazu. Głos jednak zdradzał, że jego właściciel stara się chociaż udawać uprzejmość.

- Hans, zwany Wdałym. Uszanowanie dostojnemu panu. Dowodzę tą dzielną kompanią, w ochronie jaśnie pana Diffringa. - podniósł się na moment z ławy na czas prezentacji, opadając na nią po chwili z powrotem. Głos miał bardzo trzeźwy, szczególnie jak na kogoś, kto przed momentem osuszył garniec gorzałki. Koniec jego wypowiedzi skwitowały śmiechy i rżenia reszty "dzielnej kompanii", dalej z zaangażowaniem rżnącej w kości i popijającej rozmaite trunki. Uwadze młodego szlachcica nie uszło, że wszyscy siedzą w niemal pełnym rynsztunku, pozwolili sobie jedynie na zdjęcie hełmów.

- Ha! - czknął głośno Diffring - Psy psami szczuć trzeba, tylko większymi! Dobrze mówię!? Co? Dobrze mówię, panie... do kroćset, zapomniałem miana waszego! Yyyyyy... zdrowie Ruprechta Averlandzkiego, ażeby wygubił chłopską zarazę!!! - wydarł się nagle na pół karczmy, ni z tego, ni z owego.

- Tatku... - wtrąciła się niegłośno siedząca obok szlachcica dziewczyna, która przed momentem skwapliwie zrobiła miejsce koło siebie, aby nowy gość nie musiał długo zastanawiać się gdzie usiąść. - Nie dałeś szlachetnemu panu dojść do słowa jeszcze... Proszę się rozgościć, służba tutejsza już niesie poczęstunek, choć prawda że się guzdrzą... Miło nam będzie poznać miano pana. - zatrzepotała rzęsami, uśmiechając się delikatnie, jednocześnie wstydliwie opuszczając wzrok, prawdziwa dworska laleczka. Spoglądający na całą scenę z boku najemnik - Hans - podniósł do ust dzban gorzały i poprawił pas. Gotfrydowi zdało się przez moment, że przez twarz najemnika przemknął lekki, ale bardzo nieprzyjemny uśmieszek i podniósł naczynie tylko po to, żeby go ukryć; niemniej pewności być nie mogło, zwłaszcza po tym ciężkim i obfitującym w zdarzenia dniu.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:03 pm

Hrabia Gotfryd von Ammer

- Jam jest G…- szlachcic ugryzł się w język, przypomniawszy sobie radę Fuchsa-G… Gregor Buchwald. Pochodzę z Birkenfeld. Tam właśnie rozciągają się me włości.- tu pozwolił sobie na niewielki uśmieszek. Uznał, że wcale nie głupim jest postępować według Kurtowskich zaleceń. W końcu nic na tym nie tracił. Znał historię rodziny swojej matki doskonałe, wyłożona mu została dokładnie podczas jednej z dworskich lekcji, toteż miał duże pole do popisu.

Spojrzał z zadowoleniem na półmiski wypełnione po brzegi jadłem i duży gliniany kielich pełen czerwonego wina stojące tuż przed jego nosem. Szlachcic nie mógł się oprzeć tylu zapachom i zaczął pochłaniać. Porwał kacze udko, które popił dużym haustem wina. Starał się jeść jak na dworaka przystało, jednak zwierzęca strona jego natury nie zgadzała się na to. Gdy już nasycił pierwszy głód, odezwał się do dziewczyny siedzącej obok.

- Czymże Ci panowie się zasłużyli, pewno bohaterstwem jakim, że panienka zaszczyca ich swoim dostojnym- tu zrobił przerwę- i jakże pięknym towarzystwem?- ukłonił się lekko.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:03 pm

Remo odwrócił się do stolika i pociągnął z kufla. Przyjrzał się z zainteresowaniem Fuchsowi, po czym dodał:

- Właśnie Panie Dachs. Bo i mnie żeście nie mieli okazji powiedzieć czym się dokładnie trudnicie. Tajemnica to jakaś?

Kupiec w spokoju poczekał na odpowiedź, po czym skinął głową i klepnął Vettera w ramię, mówiąc:
- My tu sobie gawędzimy, a ja chyba żem kolejnego znajomka na sali dojrzał.- tu Schörner na powrót odwrócił się w stronę sali i zakrzyknął:
- Hej, Panie Hoffenmeister! Nie poznajesz mnie Pan!? A ja już chciałem Panu kufelek postawić!

Remo głośno się zaśmiał i klepnął po raz kolejny kuriera w ramię. Ten przejaw wylewności i radości był czymś nowym w zachowaniu mężczyzny, co dość zdziwiło Fuchsa. W końcu jak dotąd jego "więzień" jedynie głośno wyrażał swe niezadowolenie i gorzko podsumowywał rozmaite wydarzenia. Teraz zaś taka euforia?

- A to drań. Znam go i kiedyś mu nawet pracę u siebie proponowałem, bo dobrych ludzi nigdy zbyt wielu. Ale pozostał przy swojej firmie, co jeszcze lepiej o nim świadczy, w końcu jest lojalny. A teraz, gdy zrozumiał, że lepiej by mu było u Schörnerów, to nagle przestał mnie poznawać. Anichybi go zawiść od środka jako ten robak toczy. Ale przyjdzie jeszcze koza do woza... - prawił głośno Remo, popijając co rusz z kufla.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:04 pm

Po chwili namysłu, podczas której Fuchs smętnie spoglądał na swój kufel, szpieg uśmiechnął się. Ale nie był to wcale uśmiech z gatunku tych miłych.

- Pytać zawsze wolno... - Rzekł krótko, nie kończąc, jak ma to w zwyczaju: " ale zawsze kark może kto przetrącić". Zamiast tego, poprawił się na krześle - Długo by opowiadać o rzeczach, którymi się w życiu parałem. Ha! Kiedyś byłem w wojsku, paręnaście lat temu służyłem pod jenerałem Altermenchem, wtedy jeszcze pułkownikiem, w czasie kampanii w Avermarchii. Jak mówiłem, długo by opowiadać, stare dzieje. A teraz, tymczasowo służę jako najemny ochroniarz tego tam. W alkowie. W alkierzu znaczy. Szanownego pana Gwidona, Gadulfa, czy jakiegoś tam innego szlachciury.

- Pana Godfryda? - Wtrącił uprzejmie Remo.

- Taaa... chyba taak... ja tam nie mam pamięci do tego.

Niedbale wskazał palcem w kierunku przyległego do sali wspólnej pokoiku i machnął ręką. Parsknął śmiechem, lekko nachylił się nad stołem. Ściszył też głos, jakby przygotowując rozmówcę do przyjęcia jakiegoś wielkiego sekretu.

- Eskortuję go na południe. Do Wissenburga. Sprawy rodzinne jakieś. Czasy takie, że szlachciury srają po kątach ze strachu. Rottler i jego wesoła kompanija. Zabierają bogatym, dają biednym. Po mojemu, to pies z kulawą nogą na tym trakcie go nie napadnie, ale jak płaci, to mi pasuje. Mnie pieniądze potrzebne teraz, jak cholera.

Na stół została podana pieczona kaczka. Chrupiąca, brązowa skórka była gęsto przystrojona kożuszkiem przypraw i zieleniny. Głodny jak talabeklandzki wilk Kurt, szybko sięgnął po parujące jeszcze udko.

- Ostatnimi czasy, kupiectwo mi nie obce. - Gryzł ostrożnie gorące mięso, starając się nie poparzyć. Przerwy pomiędzy kolejnymi kęsami zajmował jego głos - Sprzedać drożej niż kupić. Wydawało mi się - łatwa rzecz. Na stare lata z uciułanego grosza próbowałem się jakoś urządzić. I co? I gówno. Pech zechciał, że jestem tu gdzie jestem. Parę razy byłem blisko pieniędzy, alem wszystko potracił. Jeden taki jest luj, poborca z Nuln. Hartman bodajże, pies łańcuchowy rajcy Oldenhallera. Uwziął się na mnie. Kontrolował tak, że nawet za wyjście do wychodka naliczał mi, kurwa jego mać, odsetki. Kupa srebrników poszła do piachu, cały ładunek wełny diabli wzięli. Siedemdziesiąt worów! Gotowych do sprzedania! Jak psu w dupę... ładunek nie sprzedany, wierzyciele nie spłaceni.

Westchnął, nabierając do ust solidną porcję ziołowego piwa. Smakowity to trunek. Miejscowy specjał. A przy tym, pełen fantazji. Podczas gdy główny jego ładunek płynie prosto do trzewi, resztki ziół i niewydobytych ziaren z gracją osiadają na zębach pijącego. Z daleka można więc poznać wesołego smakosza owego napitku.

- No, więc teraz, zamiast grzać gnaty przy kominku w jakimś przytulnym kantorze nad Reikiem, muszę latać jak głupi za pieniędzmi. Żeby mi ostatnich włosów z głowy nie powyrywali, sukinsyny. Nie tak se starość wyobrażałem, psiakrew. Tfu! - Potwierdzając słowa, po prostacku charknął i splunął na podłogę gęstą flegmą.

- Pan sobie chyba lepiej w życiu radzi, co? - Uśmiechnął się do gońca, naśladując wilka uśmiechającego się do barana - Posada na baronowym garnuszku, dobra robota?
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:04 pm

Kurt, Remo

Remo z nowym zainteresowaniem zmierzył wzrokiem Fuchsa, jakby dostrzegając coś, na co uprzednio nie zwrócił uwagi. Trzeba było przyznać, że szpieg był przekonujący, gdyby Schörner nie wiedział, że wszystko to bzdury i bajania, pewnie dałby się nabrać na pełną ekspresji kupiecką historyjkę swojego "opiekuna". Wychodziło na to, że pierwsze wrażenie, jakie Kurt na nim sprawił (a było to mniej-więcej wrażenie draba od wymuszeń, przesłuchań i obijania komuś mordy w jakimś ciemnym zaułku) nie opisywało jego osoby w sposób kompletny. Remo nie wiedział jeszcze, czy dla niego to odkrycie to dobre wieści, czy też wprost przeciwnie - do tej pory był przekonany, że kiedy tylko opuści kazamaty pod Biblioteką, bez trudu poradzi sobie z przechytrzeniem dowolnego płatnego łapsa, z którym będzie musiał się użerać; w tej chwili zaczął zastanawiać się, czy aby nie była to wizja zbyt optymistyczna.

Goniec za to w sposób zauważalny rozluźnił się - i dobrze, zważywszy że w końcu dla niego odegrane zostało to całe przedstawienie. Pociągnął długi łyk z kufla, otarł usta z wyraźnym zadowoleniem, po czym odrzekł.
- I tak, i nie, panie Dachs. Na co dzień nie jest źle - żreć jest co, ciepły kąt jest, a i czasu człek dla siebie miewa całkiem sporo, kiedy jest spokój. Ale jak tylko jaka zawierucha się zaczyna - biedna twa gończa rzyć, hej! Właściwie od trzech tygodni byłem w drodze bez przerwy, a zważcie, że nie tylko wygodnymi gościńcami z Nuln do Wissenburga i z powrotem trza jeździć, o nie! Przez wsie jakie zabite i oczerety listy dostarczać, do panów kasztelanów zapadłych jakichś stanic, o których nikt od lat nie słyszał, ehhh... Bo widzicie, goniec to gorzej jak dziwka - nie dość, że też dupa boli, to jeszcze trza się namarznąć i zmoknąć gdzie po bezdrożach... - mężczyźni zarechotali krótko z grubego dowcipu, a chwilę później Remo zaczął nawoływać znajomego wozaka, który okrzyknięty po nazwisku nijak już nie mógł udawać, że Schörnera nie widzi. Wykonał jakiś gest, będący ni to ukłonem, ni to próbą uderzenia czołem w najbliżej siedzącego z kumpli do kielicha, po czym odkrzyknął głosem, zdradzającym znaczny już stopień upojenia.
- Powitać, po-owitać panie Schörner... - tu nadął się na chwilę, popił z trzymanego kufla, jakby się zastanawiając, po czym wrzasnął raz jeszcze, starając się przekrzyczeć ogólny harmider - Tu ze znajomkami się napiję i zara się przywitać przyjdę. - coś w twarzy pijanego mężczyzny zdradzało jakąś obawę, widać było jak na dłoni, że wolałby cały czas Schörnera nie widzieć, ani nie słyszeć.
Kilku gości zajazdu, siedzących przy pozostałych ławach odwróciło się na tę hałaśliwą wymianę zdań, w większej części z niezadowolonymi minami, ale jako że pijackie bez wątpienia wrzaski nie były chwilowo kontynuowane, wrócili do swoich rozmów, posiłków i słuchania muzyki barda.

Tymczasem Vetter kontynuował:
- No, ale nie wyglądacie panie Dachs, jak byle zbrojny, jak tamci, co z waszym szlechetnie urodzonym Gotardem teraz przy ławie siedzą. - skinął głową w stronę alkierza, gdzie w tym momencie młody Gotfryd siadał właśnie koło strojnej panny, ćwierkającej coś z uśmiechem w jego stronę. - I nie wziął was ze sobą do pańskiego stołu, co? - rozmawiający odwrócili się w tamtą stronę, tylko po to, żeby napotkać zimny wzrok jednego ze zbrojnej eskorty szlachcica. Większość twarzy zasłoniętą miał garncem, z którego sączył powoli trunek, nie zamierzał też widocznie odwracać spojrzenia, widząc że na niego patrzą. Vetter, nie szukając najwyraźniej zaczepki, natychmiast skupił uwagę z powrotem na własnej ławie, mrucząc pod nosem. - Z taką ochroną, to sam bym się bał o swoją sakiewkę, tfu... Ale mawiają, że dobrze szlachetnie urodzeni kombinują, że sami nie podróżują w tych czasach, różne się rzeczy na południu dzieją. Już ponoć nie tak daleko od samego Wissenburga jakiś zaścianek z dymem poszedł, jakiegoś sigmaryckiego inkwizytora ze szlachetną świtą na drzewach ktoś obwiesił, podpalił, tfu, na psa urok, czarcie jakieś sprawki... Zbója od żołnierza tam nie odróżnisz, każdy gotowy być czyimś agentem... Ja mam taką zasadę, nie patrzeć tam, gdzie mnie nie proszą, nie interesować się tym, co do mnie nie należy, robić swoje, po cichu.
W tym samym czasie Remo zauważył, że herb wyszyty na strojnym (choć wymiętym teraz nieco) kubraku wysoko urodzonego, w ożywiony i pełen pijackiej werwy sposób opowiadającego coś właśnie Gotfrydowi, jest tym samym, który widział na skrzyniach w stajni.

Gotfryd

Dziewczyna błysnęła białymi ząbkami, widocznie zadowolona z prostego komplementu.
- Och, panie Gregorze, jakże to miło wreszcie na tym strasznie nudnym trakcie spotkać jakiegoś dwornego mężczyznę! A ci, jak ich byłeś uprzejmy panie nazwać "panowie" to eskorta, przez tatkę najęta. Bo czasy niebezpieczne i takie tam... Ach, gdzie te czasy, kiedy na gościńcach można było zażywać towarzystwa wspaniałych rycerzy, którzy nie tylko zbrojnym ramieniem wesprą, ale jeszcze dworną rozmową zabawią, grą na lirze albo piękną balladą! - tu dziewczyna nachyliła się do ucha Gotfryda, nieco egzaltowanym szeptem dodając - Gbury i prostaki są z nich straszne, nawet pan sobie nie wyobraża, co ja muszę znosić, wysłuchiwać! Ale tatko mówi, że bez ochrony w dzisiejszych czasach niebezpiecznie, i...
W tym momencie wtrącił się szlachcic, zajęty moment wcześniej opróżnianiem kolejnego kielicha wina.
- Panie Buchenwald... gdziem ja już słyszał podobne nazwisko, w naszym Sudenlandzie, bez wątpienia... no, nająłem tych tu zbrojnych, żeby żadne wściekłe psy nie gryzły i nie szczekały, po drodze z południa do samego Wissenburga pełno różnych mętów musieliśmy mijać, aż strach. A od Wissenburga teraz już dzień drogi tylko do Nuln został i nikt nas zaczepić nie śmiał, doobra decy-hk-zja, prawda? Jak sądzisz, Hans, dobrze ci płacę, co?
- Ujdzie, panie szlachetny. Choć po prawdzie gościńce teraz tak znów niebezpieczne nie są, dużo ludu na nich, dużo patroli.
- Tych patroli to trza unikać, bardziej jak jakichś zbójów tera - wtrącił się któryś z ludzi Hansa, szczerząc szczerbatą gębę - Ućciwych ludzi rewidujom, bijajom, kurwie syny w dupe jebane...
- Stul pysk. Wybaczcie, szlachetni państwo, moi chłopcy w bitce są przedni, ale rozmów nie umieją.
W tym momencie Difring pacnął pustym pucharem w stół, drąc się znowu na służbę, że brakuje wina.
- A-ale chamsko rzekł może, ale prawdę. A jeszcze gorsi są ci urzędnicy, co tto jak w służbie Hrabiny są, to już im się wydaje, że mi równi. Kurwie syny w dupe jebane!
- Tatku! - dziewczyna teatralnym gestem zasłoniła usta, szeroko otwierając oczy.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:05 pm

- Mądra zasada, panie Vetter. - przytaknął gońcowi Remo- Lepiej się nie pchać z nosem między drzwi, bo jeszcze ktoś gotów je zatrzasnąć i nam go przyciąć. - I gdy dokładnie skończył mówić, zauważył herb wyszyty na piersi szlachcica. Uśmiech spłynął mu z twarzy niemal natychmiast. Vetter zdawał się nie zwrócić na to uwagi, ale sprawne oko szpiega odnotowało tę zmianę i jego wzrok podążył za spojrzeniem kupca. Shörner zaklął w duchu. Skulił się w sobie i w milczeniu pociągnął łyk piwa. Naprawdę liczył na to, że sprawa ze stajni zakończy się zanim się jeszcze zdąży zacząć, w końcu musi być jakiś odgórnie, przez Sigmara narzucony limit gówna w którym może się naraz znajdować człowiek. A przecież Remo ostatnio się z tym maksymalnym poziomem zrównał. Ale nie, widać świat musi mu dopieprzyć jeszcze bardziej. Ech, gdyby chodziło tylko o tego szlachcica. Wtedy Remo by jakoś machnął na to ręką. Tylko, że tutaj na planie pojawiała się ta dziewczyna, dziecko niemal. Anichybi zostanie zarżnięta razem z ojcem, a wcześniej chłopaki się z nią jeszcze pozabawiają.

- Wybaczcie panie Vetter, Panie Dachs. - powiedział Remo z ponurą miną, wstając i kiwając głową na pożegnanie -Opuszczę waszą kompanię. Muszę..tego.. - zaciął się lekko- Nogi wymoczyć, przemarzłem i jeszcze jakieś cholerstwo gotowe się do mnie doczepić. A interesom zaszkodzi jak będę musiał leżeć tydzień w pieleszach i połykać własne smarki.

To powiedziawszy Remo oddalił się od stołu i odpędził kopniakiem małego psiaka szwędającego się po izbie. Gwałtowna zmiana humoru wręcz biła po oczach.

- A temu co? - zapytał sam siebie Fuchs.
- Ponoć kiedyś smalił cholewy do jednej szlachcianki. Może to ta? - odpowiedział mu Vetter.

Remo, zamieniwszy dwa zdania z oberżystką, ruszył na poszukiwanie wynajętej izby. Zamierzał istotnie wymoczyć nogi i zastanowić się co zrobi. Bo przecież coś, na Sigmara, musiał! Zanim jednak zdążyli mu przynieść wiadro z gorącą wodą, odnalazł go Fuchs. Remo obdarzył go wysoce nieprzyjaznym spojrzeniem.

- Co z tym szlachcicem? - zapytał szpieg bez zbędnych ceregieli.
- Bodajbyś oślepł. Kurwa, kurwa, kurwa. - wyrzucił z siebie frustrację kupiec- Widziałem tych rębajów co to go chyba ochraniają w stajni. Gadali o tym, jak będą przebierać i wybierać rzeczy pana już jutro. Anichybi go zarżną.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:05 pm

- Ano, bardzo roztropne podejście. Rozsądne. Potrzeba robić to, co trzeba i nic więcej. A zainteresowania każdego człeka winny się skupiać na własnym tyłku. Ciężej dostać po łbie. A teraz, to tym bardziej. Nie można za wiele nawet kłapać dziobem, bo gotowi wziąć za jakiego kapusia, szpicla czy inne ścierwo. Niebezpieczne, psiakrew, czasy nastały...

Uważnie przyglądał się dziwnemu zachowaniu Shörnera. Frant wyraźnie coś kombinował. Oczka mu tylko chodziły dookoła, wyraźnie myślał gdzie by się tu zmyć. Przestraszył się najwyraźniej kogoś na tej sali. Fuchs, beztrosko gawędząc z kurierem o przysłowiowej dupie Maryni, parę razy omiótł oczami salę w poszukiwaniu ewentualnych prześladowców. Ot, gwar pewnie jak w każdy wieczór. Może tylko ten karzeł z czerwonym czubem i toporzyskiem wielkim jak drzewo mógł wzbudzać niepokój. Gdy wreszcie Remo zdecydował się zwiać na górę, Kurt ze stoickim spokojem przyjął to do wiadomości i kontynuował wymienianie uwag o tutejszych traktach. Dopiero po paru chwilach przeprosił na chwilę rozmówcę i poszedł za kupcem. Odruchowo sprawdził czy sztylet jest na swoim miejscu.

***

Handlarz był rozdygotany jak wózek śmieciarza. Szczęście, że w ogóle zdołał wykrztusić z siebie te parę słów. Tak to już było, ludzie w wielkim stresie albo wpadają w słowotok, albo zamykają się w szczelnym kokonie. To z całą pewnością była ta pierwsza ewentualność.

- Spokój, kurwa! - niespodziewanie pieprznął pięścią w drewnianą ścianę - Teraz mi to mówisz?!
Dobra, spokój. Spokój... spokój... hu!


Tego się nie spodziewał! Najważniejsze było zachowanie pozorów, że niby wszystko w porządku. Szpieg pogładził dłonią po swojej nieogolonej brodzie. Odwrócił się i upewnił się, że drzwi zamknięte. Przez cały ten czas myślał. Usta miał zaciśnięte, rzecz dla niego niezwykła. Gdy się odezwał, natychmiast zniżył ton. Ledwo nad sobą panował. Wieczór został definitywnie spartolony, a co gorsza, musiał zostawić na dole swoje niedopite piwo.

- No. To będzie tak. Zasadniczo, gówno nas to obchodzi. Wdepnięcie w tą całą hecę może nam tylko zagrozić. Spieprzyć nam robotę. A zyskamy gówno. Jeśli, jasna sprawa, cokolwiek uda się zrobić....

Shörner wiedział już do czego Szpicelmajster zmierza. Powstrzymał się jednak od komentarza, ograniczając się do nienawistnego spojrzenia. Kurt, rzecz jasna, zauważył.

- I czego się jopisz?! Co się spodziewasz? Że karku będę nadstawiał dla tego pijusa, co pewnie ma mnie za mniej niż psa?! Nie, kurważ twoja mać, nie będę. Wyciągamy z tego towarzycha nasze hrabiątko, zabarykadujemy się w pokojach i szlus. Basta - finito.

- ... skurwysyn... - mruknął pod nosem. Nie mógł się powstrzymać. Jeśli w jakiejś mądrej księdze istniała spisana definicja skurwysyństwa, właśnie to należało przypisać jako modelowy przykład. Fuchs udał, że tego nie słyszał.

- Jak sumienie cię żre, to podpierdol chłopaków tutejszym wykidajłom...

- Bez dowodów?

- Bez pitolenia. Nie nasza sprawa, to raz. Dwa, panna, jak się nie będzie rzucać, to pewnie i przeżyje. Zabawią się z nią i może na okup zatrzymają... - chyba już sam zaczynał wątpić we własne słowa.

- ... mogłaby być twoją córką...


To był moment. W jednej chwili szpieg, z szaleństwem w oku, skoczył do handlarza i zdzielił go z całej siły zaciśniętą pięścią po brzuchu. Dopiero co spożyty posiłek podszedł mu do gardła. Gdyby Kurt nie złapał go za kołnierz, nieszczęśnik pewnie upadłby na stół, a może potoczył się się jeszcze dalej. Mężczyzna złożył się do jeszcze jednego ciosu, prosto w michę. Remo odruchowo zasłonił się...

<puk-puk-puk>

Otrzeźwienie przyszło równie szybko, jak furia. Wciąż trzymając Shörnera za szmaty, opuścił go na krzesło. Prawie że ostrożnie. Płynnym ruchem wydobył małe ostrze i podszedł do drzwi.

- Przepraszam? - głos należał do młodej kobiety - Panie Shörner? Przyniosłam ciepłą wodę...

Fuchs odetchnął z ulgą. Remo stękając z bólu, niemal upadł na podłogę. Szpieg wetknął lekko sztylet za pas i otworzył blaszaną zasuwę. Głos miał już spokojny.

- Wejdź. Mój przyjaciel źle się poczuł, coś mu z kolacji zaszkodziło... mogłabyś przynieść... eee... jeszcze jedną miskę? Zaraz będzie rzygał...

***

Jeszcze było słychać na korytarzu kroki służącej, kiedy odezwał się szeptem do roztrzęsionego handlarza.

- Ty masz tu siedzieć. Ja wracam do stołu, pogadam jeszcze chwilę z Vetterem i pójdę po naszego Peregryna. Każę mu się zamknąć i iść spać. Jutro nie będzie już sprawy. Jasne?

***

Udając, że nic się nie stało, wrócił do stołu. Do rzeczy, na które do spółki z kurierem pomstował, doszła teraz parszywa pogoda co to ludzi to choroby prowadzi. Gawędząc tak i przegryzając resztki mięsa na kaczych kościach ledwo powściągał ochotę, by spojrzeć w kierunku alkierza. Albo na starość robił się zbyt miękki, albo mimo tych wszystkich lat nadal nie zdołał zdusić w sobie resztek sumienia.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:06 pm

Szlachcic przez dłuższą chwilę zabawiał rozmową dziewczynę. Dyskutowali o trywialnych sprawach życia codziennego, błahostkach takich jak moda na Nulneńskich salonach, czy południowa kuchnia. Co chwila zwilżał wysuszone dysputą gardło winem, toteż humor miał znakomity. Czas płynął im niezmiernie szybko, a hrabia niemal zapomniał o przykrościach jakich ostatnimi czasy doświadczył.

Sięgnął do kieszeni, aby sprawdzić jej zawartość, a konkretnie ilość monet, które się jeszcze ostały. Wiedział, że jest ich mało, ale aż tak? Wymacał i odliczył palcami kilka monet i przełożył je do drugiej kieszeni. Będą potrzebne żeby uregulować rachunek. Mam nadzieję, że ten gruby ćwok nie oczekuje, że będę zań płacił? Nietaktem jest to, że muszę płacić za siebie, jeżeli on mnie zaprosił do stolika. Podaje się za wysoko urodzonego, a sam zachowuje się jak cham. Ale ta jego córka. Eh... Zdziwił się, ale dziewczyna, która z początku nie przykuła jego uwagi, z każdym kieliszkiem wina stawała się coraz ładniejsza. Opanował się jednak i nie chcąc kusić losu wstał od stołu, podziękował za towarzystwo i tłumacząc się zmęczeniem odszedł. Podszedł do kaczmarki, zapłacił, wziął od niej klucz i ruszył na górę.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:06 pm

Remo wyrzygał gwałtownie do miski przyniesionej przez dziewczynę. Rzygał tak długo, aż żołądek stał się pusty i nie miał już czym. Zmęczony i obolały oparł się o ścianę, po czym splunął próbując pozbyć się z ust paskudnego posmaku żółci. Nie pomogło. Rozległy się kroki i do pomieszczenia wpadła ta sama dziewka, co przyniosła mu miednicę wraz z karczmarką. Postawna kobieta szybko go obejrzała ze wszystkich stron i zawyrokowała przestraszonej dziewczynie:

- To nie zaraza, głupia. Przynieś panu ziół do płukania żołądka. - tutaj odwróciła się w kierunku Rema i dodała- Za szylinga. - kupiec skinął głową na zgodę i choć nie podobało mu się że łupili go tutaj jak chcieli, to nie miał ani czasu ani chęci się targować. Uregulował więc od razu wszystkie należności i grzecznie, acz stanowczo wyprosił kobiety z komnaty. Kiedy już wyszły, walnął się na łóżku rozmyślając jaki to błąd w życiu popełnił, który skierował go na tę ścieżkę w której przyszło mu co najmniej raz dziennie kułakiem w pysk bądź żywot obrywać. Raczej ponure rozmyślania przerwało wejście szlachcica. Nie wyglądał bynajmniej na wzburzonego pozostawieniem swego kamrata w urodzeniu na pastwę zbójców.
- Tego szpicla to jeszcze rozumiem, ale po Was bym się pozostawienia dziewki na śmierć i hańbę nie spodziewał. - mruknął, odwracając się na drugi bok. W sam raz by dojrzeć zdumienie na twarzy szlachcica.
- Osz kuźwa, nie powiedział Wam wszystkiego. - jęknął, zdając sobie nagle sprawę z tego w jak wielkie kłopoty wpędził się właśnie jednym, rzuconym w rozżaleniu zdaniem.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:07 pm

Zaskoczony tym stwierdzeniem szlachcic spojrzał na Schörnera i powiedział:

- O czym prawisz? Kiej dziewki? Jaka hańba?

Gdy nie uzyskał odpowiedzi, zbliżył się do Remo popatrzył mu prosto w oczy.

- Cóż to przede mną taicie? O coś mnie oskarżał? Co!?
- niemalże krzyknął szlachcic
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:07 pm

Remo spuścił wzrok, jakby w zawstydzeniu.
- Myślałem, że Fuchs wam powiedział. Słyszałżem w stajni dwóch z tych najmitów co służą szlachcicowi z którym żeście wieczerzali. Umawiali się na grabież pańskiego majątku, a pewnikiem i nastawać będą na jego życie i cnotę jego córki. Weźcie się pohamujcie! - powiedział kupiec w przestrachu, widząc poczerwieniałe z oburzenia oblicze szlachcica. Młodzik wyglądał jakby chciał chwycić za miecz, biec na dół i ciąć łotrów.
- Widzę już, żeście nic nie wiedzieli i przepraszam za oskarżenie. Ale jeżeli tak jak i ja chcecie zbójów powstrzymać to robiąc coś bez przemyślenia tylko zaszkodzicie sprawie! - krzyknął zdesperowany Remo- Trzeba pomyśleć co uczynimy! I Fuchsa powiadomić, że stać z boku nie zamierzamy, a najlepiej to go jeszcze do pomocy zwerbować. Nie możecie mu rozkazu wydać? Przecież to kmiot jak i ja, wyście szlachetnie urodzony...
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:08 pm

Hrabia nadal ćwierkał sobie w alkierzu, gdy Kurt powrócił za stół. Próba nawiązania nowej rozmowy z gońcem zupełnie się nie powiodła. Szpieg musiał się uspokoić. Podziękował więc za mile spędzony wieczór, wstał i zamówił przy szynkwasie kapkę gorzałki. Usiadł następnie w miejscu na tyle ustronnym, by nie przyciągać wzroku wszystkich gości i jednocześnie mieć wgląd na swego szlachetnie urodzonego podopiecznego. Cały czas zerkał na bawiących się w bocznym pokoiku ludzi. W pewnym momencie odwrócił się. Wydawało mu się że ta młoda szlachcianka spojrzała się na niego. Uśmiechnęła się, błyskając białymi ząbkami. Tyle niewinnej krwi miało znów być rozlane...

Psiakrew! Gdzie ten szczeniak!? W obawie przed ewentualnymi, pełnymi wyrzutu spojrzeniami, Fuchs przez ostatnie chwile więcej zerkał na dno swojego kubka, niż na wnętrze alkierza. Hrabia tymczasem wziął i poszedł w diabły. Wszystko się pochrzaniło... a trzeba było jeszcze uiścić opłatę za nocleg i zacną wieczerzę.

Parę sprawnych kroków i był już na pierwszym piętrze. Wynajęty pokój to ten trzeci po prawo. Pozostali już znajdowali się wewnątrz. Unikający spojrzenia, zahukany jak diabli Remo i Hrabia Godfryd, przypominający tileański wulkan na krok od erupcji. Tworzyli razem bardzo wymowny duet. Kurt siarczyście, głośno i wyjątkowo plugawie zaklął. Zapowiadała się jeszcze długa noc.

***

Po zakończeniu rozmowy, krótkiej acz treściwej, szpieg niedbale pochylił głowę, odwrócił się i podszedł do drzwi.
- Gdzie idziecie, Fuchs?!
- Bić kurwy i złodziei, mości hrabio…


***


Księżyc ledwie oświetlał drewniane zabudowania gospodarcze za głównym budynkiem tego zajazdu. Z jednej strony były ograniczone wiekową palisadą, z drugiej zaś, podmurowaną gospodą. Znajdowało się tam mnóstwo niewielkich konstrukcji z dębowego drewna, kluczowych dla funkcjonowania tegoż gościnnego zajazdu. Szopy z narzędziami, serownik na wysokich palach, jakieś pomniejsze stodółki. Nade wszystko zaś, sporych rozmiarów wychodek. Stały element krajobrazu w bardziej cywilizowanych prowincjach Imperium. Zwany czasem „slavoyką”. Niektórzy mieszkańcy Cesarstwa właśnie tak nazywali wychodki. Ta nieco egzotyczna nazwa pochodziła od nazwiska ostlandzkiego kanclerza von Slavoy’a, który to przed laty nakazał ich budowę, dla poprawy obyczajów i krzewienia dworskiej ogłady wśród wiejskiego ludu. Bo czegóż to się nie robi dla prestiżu, prawda?

Drzwi wychodka, slavoyki, otworzyły się. Pewien miłośnik wysokiej cywilizacji, tudzież takich właśnie standardów, ze szczególną gracją wytoczył się na zewnątrz. Zygzakiem, starając się ominąć nacierające z każdej strony przeszkody dzielnie parł z powrotem do gościnnego wnętrza zajazdu, by dokończyć co zaczął. Ledwo nie zgubił watowanej czapki.

- A spieprzaj do gnoju! – Jedna z przeszkód zdawała się być szczególnie agresywna. Zaskoczony człek w czapce padł na ziemię i kontynuował swą wędrówkę na czterech nogach - ochlapus zasrany…

Przeszkoda ta, ponieważ uważała się za twardego chłopa, ze stali damasceńskiej, za nic miała wysokie standardy. Gdy tylko przerażony pijaczek odczołgał się na wystarczającą odległość, chłop ów wyjął co tam miał w spodniach i zaczął nonszalancko lać na drewnianą ścianę karczmy. Preferował rozegrać tą sprawę po staroświecku. Gwiżdżąc przy tym jakąś ludową melodię.

Stojący między pobliskimi zabudowaniami człek w kapturze nerwowo zgrzytał zębami. Ostatnie resztki pożywienia dawno już zostały połknięte. Może to dlatego, od dłuższej już chwili, zerkał na szczającego męża jak żbik na swoją ofiarę. Dajmy na to, przy wodopoju. Noc była chłodna, z ust zakapturzonego jegomościa wydobywały się regularnie niewielkie obłoczki pary. Nie licząc licznie tu zebranych bożków nocy i paru pomniejszych opiekunów skrytobójców, nikogo nie było w pobliżu. Napięcie w powietrzu można było nożem kroić. Oddający mocz doszedł chyba do refrenu. To był dobry moment do ataku.

Starając się nie narobić zbyt dużego hałasu, ostrożnie stawiał stopy na podmokłym podłożu. Łowca zbliżał się do swojej ofiary. O dziwo, w jakiś niewytłumaczalny sposób, zdołał połączyć szybkie, sprężyste kroki z zachowaniem względnej ciszy. Szczający jegomość w metalowej kolczudze był coraz bliżej. Nie słychać było już spływającej uryny, za to tony, jakie wygwizdywał zdawały się być coraz wyższe… jeszcze tylko parę kroków… ułamków sekund…

- Co, kiepie?! – Warknął jak wilk. W jednej chwili siwiejący najemnik ze złamanym nochalem odwrócił się. Nie wyglądał na specjalnie zaskoczonego. Ba! Prawie się uśmiechał. W ręku dzierżył miecz. Oręż innej kategorii miał już schowany. - Pierszy to raz próbują mnie z ciemności usiec?! Broń si…

Nie tracąc czasu na rozmyślanie o tym, w jaki to sposób drab zdołał wyśledzić go w ciemnościach, zakapturzony momentalnie przykucnął lekko, prawą nogą starając się kopnąć przeciwnika na wysokości kolana. Nie udało mu się go skutecznie obalić, ale i tak dzięki temu nieco nim zachwiał, mógł też ominąć błyskawicznie wyprowadzony cios i przejąć inicjatywę. Drab w kolczudze znał się dobrze na swoim wojennym rzemiośle, ostrze miecza cięło powietrze tuż przed twarzą eks-łowcy. Zimnej stali brakowało bardzo niewiele do miękkiej tkanki, przysmaku każdego mieczyska. Zbrojny, na poważnie już wzburzony brakiem rezultatu swoich poczynań, z coraz większą wściekłością parł do przodu. Jego oponent był niesłychanie szybki i znakomicie sobie radził, mimo, że ograniczył się jeno do defensywy. Widząc zajadłość draba, mógł równie dobrze zmęczyć go unikami i parowaniem ciosów, by niespodziewanie powalić go jednym, szczęśliwym kontratakiem. Ale i miejsce było nie najlepsze do dłuższych pogawędek tego rodzaju. I sam zakapturzony do najmłodszych już nie należał…

Trzeba było szybko to rozstrzygnąć. Przy kolejnym uniku złapał więc draba lewą dłonią za przedramię. Unieruchomiwszy na pewien czas jego uzbrojoną rękę, sam wyprowadził ripostę wymierzoną we wrogą gardziel. W dziewięciu na dziesięć przypadków, powinno to starczyć. Niestety, to był ten wyjątek. Garbatonosy, miast przyjąć ten cios na szyję, odwzajemnił się zakapturzonemu podobnym uściskiem prawego przegubu. W dodatku, ważąc niemało, zdołał zachwiać swoim przeciwnikiem tak, że po chwili obaj znaleźli się na mokrej ziemi. Siłowali się tak dłuższą chwilę. To jeden uzyskiwał przewagę i był na górze, to drugi. Nie zauważyli, że tarzają się po wyjątkowo ciepłym błotku, tuż przy ścianie zajazdu.

Dłuższy miecz najemnego draba nie nadawał się do podobnych prób siły, już na samym początku legł na ziemi. Parę dobrych lat temu, żylasty, młody Lis bez podobnych trudności rozstrzygnąłby tą sprawę na swoją korzyść. Niestety, latek nie ubywało. Po chwili również i jego krótkie ostrze zostało mu wytrącone z ręki. Mimo to, zachował trzeźwość umysłu i szybkość myślenia. Trzasnął draba własnym czołem we wcześniej już złamany nos. Słychać było pękającą kość. Z zaciśniętymi zębami wyciągnął sztylet, swoją ostatnią szansę na szybkie zwycięstwo.

Najemnik leżał na ziemi. Wymachiwanie mieczem na samym początku nie sprawiło, że miał teraz nadmiar sił. Trzymał dzierżące zabójczy sztylet dłonie przeciwnika, starając się ratować życie. Fuchs naciskał coraz silniej, zwierając jeszcze mocniej zęby. Ostrze zbliżało się do krtani. Najemnik zaczął spazmatycznie łapać powietrze.

- Poddaj się! – Wycharczał w desperackiej próbie. Złamany nos tego nie ułatwiał.– N-nie masz… szans… moi ludzie… tak… będzie dla ciebie… le-piej… ghrrhr…

Z satysfakcją wsadził sztylet w najemnicze gardło aż po rękojeść. Powoli, pomalutku, bo przeciwnik nadal walczył, do ostatniej chwili. Poza jednym, jedynym słowem które niemal wysyczał, Kurt zachował bezwzględną ciszę.

- Żryj...

W tym czasie drab począł krztusić się własną krwią.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:08 pm

Remo czuł się arcysprytny i niezwyciężony. Nie wynikało to jednak z tego, iż jego dwaj kulawi umysłowo towarzysze zaakceptowali wyłożony przez kupca plan. Nie, jego poczucie własnej świetności spowodowane było tym, iż po raz kolejny tego dnia Fuchs i hrabiątko zostawili go na dłuższą chwilę samego. Remo jednak nie czuł się samotny czy opuszczony. W końcu był w towarzystwie swego najlepszego błękitnego kumotra. Jedna szczypta wtarta w dziąsła czy wciągnięta do nosa była początkowo niczym uderzenie kowalskim młotem wykonanym z czystej euforii. A potem to uczucie przeżerało się dalej, do wnętrza mózgu niosąc ze sobą energię, wyostrzenie wszelkich zmysłów i wspaniałe uczucie pewności siebie oraz swej wspaniałości. Człowiek choć na pewien czas zapominał o tym jak szary i do dupy jest ten świat i jak marne są jego starania by jakoś w nim przetrwać. A czegoś takiego potrzebował zwłaszcza Schörner, człek na tyle inteligentny by dokładnie zdawać sobie sprawę z tego jakie gówno go otacza.

Przez chwilę ponasycał się jeszcze wspaniałym uczuciem, które go wypełniało, po czym zabrał się za wypełnianie swej części zadania. Potrzebował najpierw w miarę inteligentnego powodu, dla którego miałby się udać na zewnątrz. A ten raczył sam pojawić się w drzwiach w postaci dziewki służebnej, niosącej więcej naparu z ziół od karczmarki.
- Wyrzuć to w pizdu.- jęknął kupiec, zginając się i trzymając za brzuch. Widać było na dłoni w jak wielkim cierpieniu się znajduje.- Tylko srać mi się od tego zachciewa. Gdzie macie wygódkę?

Już po chwili, wspierając się na ramieniu dziewczyny Remo dotarł jakoś na zewnątrz. Tam dziewczyna porzuciła go i wróciła do swoich obowiązków. Kupiec miał mało czasu, więc upewnił się szybko czy nikogo nie ma w pobliżu i przekradł się cicho do stajni. Tam zabrał się za dwa najlogiczniejsze cele dla kradzieży, czyli bagaże jaśniepaństwa i hrabiego Godfryda. Temu drugiemu rzeczy porozrzucał na dużej przestrzeni, ale nic nie zabrał. Głównie dlatego, że szlachciura nic cennego nie miał. Ale tak to już bywa na tym świecie, człek świeci swym urodzeniem i herbem na prawo i lewo, a pod nimi tylko goła dupa. Za kufer szlachcica i jego córki zabrał się z większą uwagą, tak jak powinien zrobić prawdziwy złodziej. Czyli otworzył go, przeszukał, porozrzucał nieco rzeczy i zabrał co cenniejsze rzeczy. Kilka upchnął w jukach świeżo okradzionego hrabiego, a kilka ukrył w ładunku który wiózł do Wissenburga Hoffenmeister, wozak z konkurencyjnej kompani. Dopilnował by te rzeczy podrzucone konkurencji były dobrze ukryte i co najważniejsze, żeby były oznaczone herbowo. Jak tylko Remo dojedzie do miasta to skrobnie ładny, anonimowy donosik i może coś z winy za kradzież i paserstwo spadnie na te nulnijskie szczury.

Zrobiwszy co miał zrobić, Remo upewnił się raz jeszcze, że nie zostawił widocznych śladów i wrócił pod wygódkę. W końcu wydumane wyjaśnienie nieobecności, wydumanym wyjaśnieniem ale człowiekowi się czasami naprawdę chciało srać. Kiedy załatwił potrzebę wrócił do karczmy i zagadnął karczmarkę:
- Niekiepskie te Wasze zioła, Gospodyni. Wywróciło mi kiszki na drugą stronę, ale już się czuję lepiej. I skuszę się nawet na jeszcze jedno wasze wyśmienite piwo. - tutaj przesunął monetę po blacie, w stronę kobiety- Powiedzcie mi, macie tu w pobliżu jakąś zielarkę czy to Wy takie doskonałe rozeznanie macie w roślinach? Pytam, bo wiem że w dzisiejszych czasach, w tych stronach takie umiejętności to rzadkość. Prawdziwy dar od Sigmara, bym mógł nawet rzec.

Remo kontynuował luźną rozmowę, czekając aż pozostałe fragmenty planu zaczną wpadać na swoje miejsce.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:09 pm

Gotfryd nie zważając na słowa Schornera wstał i ruszył do drzwi. Z wyrazem twarzy furiata złapał za klamkę, która w tym momencie sama się przekrzywiła. To Kurt wracał do pokoju, aby zdać raport współtowarzyszom. Szlachcic zachwiał się i odepchnięty drzwiami upadł na łóżko. Fuchs od razu zorientował się, iż szlachcicem zawładnęła furia, toteż chciał ostudzić jego zapał i uspokoić sytuację. Kurt usadowił się obok szlachcica i powiedział do Remo:

- To jaki jest plan?

***

Gotfrydowi z początku nie bardzo podobał się pomysł kupca, lecz jak się nad nim chwile zastanowił, to wszystko układało się w logiczną całość. Gdy już się otrząsnął, zrozumiał, że najgłupszym, co mógł w tamtej chwili zrobić, było to, co chciał na samym początku- zejść na dół i zaszlachtować tych drabów. Na pewno nie wyszedłby z tej walki bez szwanku, a poza tym ciężko byłoby wytłumaczyć Diffringowi, że zabił jego ochronę, na podstawie oskarżeń jakiegoś pachoła. Sam z bohatera stałby się nędznym bandytą.

Spojrzał na wychodzącego Kurta i rzucił:

- Powodzenia…

***

Nie chciał okazywać emocji, toteż siedział spokojnie, ale w momencie, w którym Remo opuścił pokój nie wytrzymał, wstał i zaczął przechadzać się szybkim krokiem. Plan nie był doskonały. Jego towarzysze najwyraźniej nie dostrzegali, lub nie chcieli dostrzegać oczywistego faktu: bandyci nie poprzestaną na tej jednej szlacheckiej rodzinie. Będą inni nieszczęśnicy. Inni mężczyźni z poderżniętymi gardłami, inne zgwałcone dziewki. Ci bandyci powinni umrzeć...

Poczekał chwilę, odetchnął głęboko i zszedł na dół.

Zobaczył Schörnera żłopiącego piwo. Ich oczy spotkały się przez chwilę. Hrabiemu wydawało się, że kupiec delikatnie kiwa głową, tak jakby chciał go zachęcić do działania. Gotfryd podszedł do karczmarki i obwieścił, że „idzie zobaczyć, co z jego koniem, gdyż nie ufa tutejszemu stajennemu, który na pewno wszystko zrobił źle.”

Poszedł do stajni, sprawdzić czy wszystko poszło według planu. Psia mać- zaklął w duchu- ten chędożony prostak mógł bardziej skupić swą nieszczęsną uwagę na rzeczach Diffringa, aniżeli moich!

Rozpoczynając przedstawienie Gotfryd ruszył biegiem z powrotem do karczmy. Może nie był najlepszym aktorem, ale ułożony wcześniej plan bardzo mu pomagał w odgrywaniu swojej roli.

Miał nadzieję, że Kurtowi się udało. Inaczej cały plan szlag trafił.

Otworzył mocnym pchnięciem drzwi karczmy, oparł się o framugę i krzyknął:

- Psie syny! Okradli mnie! Hańba!
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:09 pm

Kurt

Spoiler:
 
Remo

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:10 pm

Dla rozgrzanego człowieka chłodne tylko powietrze było lodowate. Mróz zaczynał już powoli kąsać przepocone ciało. Przenikał do szpiku kości i atakował zmęczone już płuca swymi soplowatymi ostrzami. Zmęczony Szpieg wypuszczał z ust kolejne obłoczki pary. Oddychanie sprawiało mu coraz więcej bólu. Pochylił się na chwilę, opierając dłonie na udach. Bez chwili odpoczynku nie było mowy o dalszym działaniu.

Najmita bardzo opornie rozstawał się z życiem. Charczał, krztusił się, w agonii drapał śnieg. Nie było to nic przyjemnego. Ale Kurt i tak, z wielką ulgą, wpatrywał się w ten makabryczny spektakl. W tej chwili nie miał wątpliwości, że właśnie to powinno się zrobić. Ten zdychający tutaj bez dwóch zdań był sukinsynem pierwszej wody. Najpewniej obłowiłby się na swoich ofiarach jeszcze nie raz, jak jaka pijawka krwią. Czasem trzeba wytrącić bandycie broń z ręki, lub strącić mu głowę, by nie narobił większego zła. Gdyby, na ten przykład, ktoś zainteresował się tym całym von Rottlerem, zanim ten psi syn ściął Baronowej łeb przy samej dupie. Marzenia. Może teraz Fuchs siedziałby w ciepłym domu, bawił dziecko, pieścił żonkę... Albo gdyby jakaś mądra głowa zatłukłaby zawczasu Uzurpatora, Helmutta von Alptrauma! Wiele lat temu południe nie zapłonęłoby żywym ogniem. Wtedy to ludzie, być może, nie dowiedliby po raz kolejny - dobitnie, że zwykle nie są godni tego miana.

Kurt nie chciał tego nawet wspominać. Z odrazą odwrócił się i splunął gęstą flegmą. Paręnaście metrów dalej coś się poruszyło, Szpieg odruchowo złapał za zakrwawiony sztylet.

W takich właśnie sytuacjach liczyło się błyskawiczne, bezbłędne działanie. Czy to ofiarą miał być krwawy zbój, czy bezbronny dzieciak, ręka nie miała prawa zadrżeć. I nie zadrżała. Mimo, że pewna cząstka sumienia pragnęłaby z całych sił, by spudłował, nie było na to większych szans. Szybko wysunął nogę do przodu, oparł się na niej i wyćwiczonym przez setki godzin, szerokim zamachem cisnął ostrze przed siebie. Tyle działania. Ale konsekwencje tego czynu miały go jeszcze spotkać.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:10 pm

Remo z trudem opanował chęć rzucenia się na karczmarkę i wywleczenia z niej siłą każdego strzępu informacji jaki posiadała. Udało mu się jednak poskładać myśli i porzucić agresywne plany.

- Tutaj mówią, że Loningbruck nie spalone. W Nuln, że wypalone do gołej ziemi. - odpowiedział jej kupiec zimnym tonem- Anichybi w starym Wissen powiedzą mi, że miasto cały czas się broni, a dzień drogi dalej, że obrońcy wznieśli się na skrzydłach w powietrze i odlecieli do Księstw Granicznych. Wybaczcie, że nie pokładam pełnej wiary w to co ślina na język przyniesie rozmaitym włóczęgom po traktach.

Remo przyjrzał się uważnie kobiecie. Nie wiedział, czy naprawdę była mu życzliwa czy może zwyczajnie sobie z nim pogrywała. Był pewien tylko jednego, że niezależnie od motywacji, jego gospodyni była kuta na cztery nogi i że miała jakiś cel w tym co mówiła. Bo na taką co chlapała na prawo i lewo zdecydowanie nie wyglądała.

- Udowodniliście już, gospodyni, że wiecie o mnie o wiele więcej niż ja wiem o was. Kłaniam się w pas. Ale cały czas nie wiem, po co mi to wszystko mówicie? - w ludzką życzliwość Remo zwyczajnie nie wierzył.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:11 pm

Karczmarka już otwierała usta, kiedy drzwi zajazdu huknęły nagle i do środka wpadł wrzeszczący Gotfryd, nawet w miarę przekonujący w swojej roli. Remo zmełł w ustach przekleństwo - kolejne części planu zaczęły wskakiwać na swoje miejsce w najmniej odpowiednim momencie, w dodatku nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu po plecach, nagle z całą mocą zdał sobie sprawę, na co się porwali, ile tutaj mogło się nie udać. Złe przeczucia były w tym momencie jak najbardziej na miejscu - tym łatwiej kupiec mógł odegrać swoją część farsy, robiąc śmiertelnie zaskoczoną minę i gwałtownie odwracając się w stronę szlachcica.

Ci goście, którzy nie udali się jeszcze na spoczynek, zaczęli niezdarnie wstawać z ław, jeden przez drugiego dopytując się, co się dzieje, w większości dość pijani. Katerina rzuciła jeszcze szybkie spojrzenie w stronę Remo i ruszyła energicznie do drzwi, pokrzykując coś na służbę. Po paru chwilach kolejne postacie zaczęły wysypywać się na zewnątrz - uwadze Schörnera nie uszedł fakt, że najemnicy towarzyszący pijanemu już w sztok szlachcicowi zebrali cały sprzęt, porozrzucany dotąd w alkierzu, założyli hełmy. Teoretycznie nie było w tym nic dziwnego, w końcu stanowili ochronę pijaka, który ze śmiechem brnął teraz w stronę wyjścia, jednak po tym co Remo słyszał, po tym jak spoglądali na siebie spode łba - wiedział swoje. Kątem oka uchwycił spojrzenie krasnoluda. Karzeł stał wyprostowany koło kominka, patrząc to na niego, to znów na wyjście. Po chwili chwycił swój topór, zarzucił go na ramię i szybko ruszył, znikając w drzwiach tuż za ponurymi zbrojnymi Diffringa.

Kurt nie zdążył zrobić wiele. Chłopak nie umarł szybko, ale tym razem szpieg nie przyglądał się biernie, w dwóch susach podbiegł bliżej i chlasnął długim mieczem najemnika po jego szyi, przecinając tętnicę. Starał się nie patrzeć na jego twarz, wiedział, że to będzie za nim chodzić, jak zwykle. Przed tym się nie da uciec, nie na trzeźwo. Bezwładne ciało odbiło się od ściany stajni i znieruchomiało w nienaturalnej pozycji, w zakrwawionym śniegu. Jak tobół, jak wór obwoźnego szmaciarza. Rzucił miecz dalej, w pobliżu truchła najemnika, sam przyklęknął i oparł się ciężko na własnym, krótkim ostrzu. Kiedy tylko ucichły odgłosy pijatyki i rozległy się pierwsze zaskoczone wrzaski, sam zaczął drzeć się wniebogłosy, starając się łapczywie złapać oddech pomiędzy poszczególnymi okrzykami:

- ZŁODZIEJ! MORDUJĄ! POMOCY! POMOOOOOCYYYYYY!!

Wszystko toczyło się szybko, ale jak we śnie, skokami - najpierw dwa trupy, czerwony śnieg, światło księżyca, chwilę później krzyki, pochodnie, światło ognia, wreszcie tłok, gwar, harmider nie do opisania. Kurt na środku, w tym wszystkim. Każda zapijaczona twarz błyszcząca w ogniu, oczy pełne gniewu, palce wskazujące na scenę rzezi, obmierzłe usta gotowe rzucać oskarżenia, dłonie gotowe do zwijania pętli, wymierzać sprawiedliwość... Sigmarze! Czy ja jestem taki sam? Tak mnie widzą?

Fuchs otrząsnął się, obrazy wyostrzyły się znowu. Wśród stojących zobaczył Gotfryda, gdzieś z tyłu mignęła sylwetka Remo. Już miał znów zacząć wrzeszczeć, kiedy bliżej przedarli się najemnicy Diffringa. Mogli być głupi i jeszcze nie kojarzyć co się stało, ale jedno wiedzieli na pewno - to nie dzieciak pod stajnią zabił ich kumpla.

- Tty-ty sku-skurwielu! - czkając, nie wiedzieć czy z ekscytacji czy pijaństwa, jeden z nich bez zastanowienia sięgnął po miecz, ruszając błyskawicznie na Kurta, który spiął się momentalnie, gotowy do ciosu lub uniku. Niepotrzebnie, bo na drodze napastnika w szermierczym wykroku znalazł się nagle Gotfryd, jednym ruchem przystawiając swój miecz do gardła napastnika.
- No. Spróbuj, chamie. Zrób mi tę przyjemność. - wycedził przez zęby młodzieniec. Najemnik nie zdzierżył. Nie ruszył się, nie powiedział nic więcej. Zamarł.

Gdzieś trochę dalej, opierając się na swoim wielkim toporze, stał krasnolud, patrząc uważnie na scenę pobojowiska. Ignorował kompletnie to, co działo się z żywymi, patrzył na trupa najemnika, na trupa chłopca stajennego, na odrzucony miecz, potem znów na trupa najemnika, leżącego w rozwierzganym śniegu, z poderżniętym gardłem, utopionego we własnej krwi... a na końcu popatrzył na Kurta. Przenikliwie. Ich oczy spotkały się i było w nich coś, co żadnemu z nich nie pozwoliło oderwać wzroku przez dłuższą chwilę.

Część gości pierzchła, by przyglądać się coraz gorętszej scenie z bezpieczniejszej odległości, inni stali jak wryci, nie dostrzegając niebezpieczeństwa, ktoś krzyczał, ktoś wymiotował koło wejścia do stajni, jakaś kobieta lamentowała. Koledzy najemnika już ruszali do przodu, któryś nakładał bełt do kuszy, klnąc jak szewc, ale nie skończył.

Nagle rozległ się strzał, później drugi. A później zaczęła drzeć się karczmarka:
- Niech się tylko który tam ruszy, psie syny, a ołowiem naszpikujemy i nieważne, czy krew czerwona czy niebieska tryśnie. Odłożyć broń, powoli. Wszyscy!! Ale już, kurwa wasza chędożona mać!

Przed kobietą stało kilku mężczyzn dzierżących muszkiety, pistolety, kusze, mierząc w Kurta, Gotfryda i najemników Diffringa. Może ze dwóch z nich wyglądało, jakby wiedzieli jak się tym arsenałem posługiwać, reszta - na pierwszy rzut oka - wyglądała na służbę, której dano broń, żeby wyglądała groźniej. Ale od strony prowizorycznej strażnicy słychać było nawoływania i tupot kroków, jeszcze kilka sekund...
Pijany Diffring właśnie zamierzał się oburzyć, aż poczerwieniał nabrawszy powietrza, ale kiedy odwrócił się i spojrzał w czarną lufę, powietrze z niego zeszło i tylko pociągnął kolejny łyk z dzierżonego dzbana, wykonując kilka niezbornych kroków w tył, pomiędzy innych gości. Najemnicy patrzyli to na siebie nawzajem, to na trupa swojego herszta, to znów na Kurta, Gotfryda i ludzi karczmarki, jakby szacując szanse, mierząc odległość.
- Rzucać mi to, psie chwosty!!! - wydarła się roztrzęsiona karczmarka, lament kobiety próbującej przedostać się do zwłok stajennego chłopca, powstrzymywanej przez dwie służące, przybrał na sile. Kurt widział to wszystko bardzo wyraźnie.

Ułamek sekundy dzielił wszystkich od kolejnej rzezi.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:12 pm

Kiedy Remo, jak dotąd owładnięty potęgowanym przez Magię przekonaniem o niezawodności obmyślonej taktyki, wreszcie zrozumiał jak wiele może się nie udać, jedyne co z siebie zdołał wydusić to cichy jęk. Humor zmienił mu się momentalnie, ekscytacja i zniecierpliwienie co do dalszego ciągu zabawy zostały zastąpione przez rozczarowanie i chęć ucieczki jak najdalej stąd. Zupełnie jak u jakiejś dziewki, co właśnie odkryła, że jakość tego co ma jej piękny kawaler w spodniach nijak nie przystaje to jej oczekiwań.

Zaraz po tym jakże nieprzyjemnym momencie oświecenia nadszedł urywany, pełen przerażenia krzyk Fuchsa. Kolejne kostki domina, zamiast ładnie uruchamiać we właściwym czasie następne, poleciały gdzieś wpizdu. I wraz z nimi cały misterny plan też poszedł wpizdu.

Jednak prawdziwie straszny moment nastąpił, gdy tłum gości wylał się z karczmy na dziedziniec, pociągając za sobą kupca. I właśnie wtedy, w ciemnicy rozświetlanej jedynie pochodniami, wśród kwaśnego smrodu na wpół przetrawionego alkoholu i cebuli którym zionęli wokoło ludzie, Schörner zorientował się, że w błocie leżą dwa ciała zamiast jednego. Coś musiało pójść wyjątkowo nie tak. Dopiero po chwili zorientował się, że ręka drugiego trupa jest mała jak na mężczyznę. Przepchnął się do przodu, tak by ujrzeć całego i spojrzał prosto w puste oczy zamordowanego dziecka. Dziecka, którego głowa została niemal odcięta. Wissenburgczyk oparł się o ścianę i zwymiotował, zarzygując sobie czubki butów.

- O kurwa. - jęknął. Za żadne skarby nie uwierzyłby w to, że to najmita zamordował chłopca stajennego. A więc cała wina spadała na Kurta. A co za tym idzie, na Rema. W końcu to jego głupie przekonanie, że należy ratować pijaka i złodzieja z herbem doprowadziła do tych wydarzeń. Kupiec oddałby wszystko by tylko cofnąć czas i pozwolić zbójcom w spokoju zamordować Diffringa. Wtedy chłopak by żył, a nie ciążył na sumieniu Schörnera.

Mężczyzna przez dłuższy czas wpatrywał się tępo w trupa, nie zwracając uwagi na chaos wokół. Nienawidził siebie. Nienawidził prochu, pod wpływem którego podjął głupią decyzję. Chciał machnąć na wszystko ręką, pozwolić by najmici zarąbali Kurta i szlachetkę razem z nim. Ale nie mógł. Martwy szpieg równałby się skazaniu na śmierć własnego brata.

- Ludzie, uspokójcie się do kurwy nędzy! - wrzasnął głośno, ale dość roztrzęsionym głosem- Dwa trupy już są na ziemi! Trzeba ich więcej?!
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:12 pm

Nie wiadomo co właściwie sprawiło, że ludzie wokół uciszyli się, w większości spoglądając na kupca, który stanął nagle przed nimi z wyciągniętymi rękami, krzycząc. Może to coś w tonie drżącego głosu, a może rozjarzone spojrzenie zmęczonych oczu, kto wie - dość, że w tej krytycznej sekundzie zyskał posłuch i to wystarczyło. Najemnicy zawahali się, ten na którego grdykę napierał miecz Gotfryda natychmiast skorzystał z okazji, cofając się szybko dwa kroki, słudzy karczmarki opuścili broń, ale już obok nich pojawiło się kilka uzbrojonych po zęby postaci - najętych do ochrony zajazdu strażników, wyglądających dużo bardziej bojowo niż spędzeni naprędce służący. Gotfryd także cofnął się krok, opuszczając ostrze, stając obok szpiega. Groźba uczynienia z karczemnego podwórca kolejnej jatki minęła - na moment. Pierwsza przemówiła karczmarka.

- Teraz grzecznie złożyć broń, na ziemi, powoli. Wszyscy wy tam! - wykrzyczała wprost do stojących teraz w środku kręgu gapiów Kurta, Gotfryda i reszty najemników. - Zaraz sobie wszystko wyjaśnimy. A może wy mi powiecie, co też wasi towarzysze podróży tu wyczyniają, mości Schorner, hę?! - zwracała się do kupca, ale spojrzenie jej zwężonych oczu wpiło się w Fuchsa. - I lepiej szybko, do rana mało czasu, straż dróg tu będzie niebawem. O pętlę będą wołać. Albo kilka.

Na ostatnią wzmiankę o możliwym wieszaniu zgromadzona ciżba zamruczała z wyraźnym zadowoleniem.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:13 pm

Pochodnie, nocna pora, zapach alkoholu. Wszystko jasne. Tłum żądał krwi mordercy. Tłuszcza nie kieruje się rozsądkiem, nie przemawiają do niej logiczne argumenty. Jest podatną na wszelkiego rodzaju sugestie, bezmyślną masą. I kieruje się emocjami, w zasadzie tylko emocjami. Jest więc czymś w rodzaju ogromnej, niezmiernie niebezpiecznej, kapryśnej ponad wszelkie standardy kobiety. Do kwadratu.

Wywiad, z przyczyn oczywistych, interesował się niezmiernie właściwościami zbiorowiska ludzi, ale akurat Kurt nie należał do wielkich specjalistów tego tematu. Wiedział tyle, ile wyłożyli mu jego instruktorzy w czasie krótkiego szkolenia.

Ostrożnie, nieco demonstracyjnie, odłożył krótkie ostrze we wskazane miejsce. W głowie szumiało mu tysiąc sto myśli, ale mimo to zdołał zachować zimną krew. Tak zimną, że dopiero po chwili, chwili poprzedzonej chłodnymi kalkulacjami i chyba wszelkimi możliwymi łgarstwami, zdał sobie sprawę co tak naprawdę zrobił. Ku własnemu przerażeniu, nie wstrząsnęło to nim tak bardzo, jak się tego spodziewał. A może wyrzuty miały dopiero nadejść?

Pochylił się, oparł dłonie na kolanach. Mówiąc, starał się włożyć w to tyle ekspresji ile tylko mógł. Duszność która mu zwykle doskwierała, tutaj mogła tylko pomóc. Przecież ten ledwo łapiący oddech, przygięty do ziemi mężczyzna, na brutalnego mordercę wcale nie wygląda.

- To-to był jeszcze dzieciak... życie miał całe... nie-nie mogłem nic zrobić... Skurwysyn... zaszlachtował go... zaszlachtował go... potwornie...

- Ledwo sam się obroniłem... mały nie miał z nim szans...
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:14 pm

- A skąd mnie to wiedzieć? To jakiś brat mój lub swat? - odparł kobiecie Schörner, zachrypniętym głosem. Czuł cały czas żółć z rzygów, która piekła go w przełyk. Najlepsze co mógł zrobić, to pozwolić mówić Fuchsowi. A ten pokazał, że jest na cztery nogi kuty. Zwalał winę na martwego, tłum może i by to kupił, ale Remo nie zamierzał.

Obdarzywszy szpicla spojrzeniem, w którym obrzydzenie mieszało się z nienawiścią, kupiec powiedział dość głośno:

- Prawdę może i mówi, ale świadków nie ma. Równie dobrze sam obydwu mógł zaszlachtować. Zamknijcie go, mości gospodyni, w jakiej dziurze i niech tam przeczeka do przyjazdu straży. Mówicie, że rychło zajadą. Niech ich przekonuje, albo niech go na powrozie do Wissen powiodą. Tam pełno, a jakby i zaszła potrzeba to i Mistrz Małodobry się najdzie.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:14 pm

Gotfryd odruchowo skoczył, zasłaniając towarzysza. Szybkim ruchem wyciągnął miecz i przystawił jego ostrze do gardła napastnika. Hrabia uświadomił sobie, że życie bandyty zależy w tym momencie tylko i wyłącznie od jego kaprysu. Kiedyś nie byłby w stanie wysunąć takich wniosków, lecz po tym co przeżył przez ostatnich parę dni nie wydawało się to wcale dziwne. Uświadomił sobie, że zabijanie jest niczym chędożenie- najtrudniejszy jest pierwszy raz. Nie stał się bandytą, zabijającym bez skrupułów, lecz teraz, gdy i w tej kwestii życie go rozprawiczyło, sumienie nie ciążyło mu tak bardzo.

Gdy usłyszał głos karczmarki, nie odstąpił od razu. Trzymał dłuższą chwilę miecz przy gardle bandyty, patrząc jak ten drży z przerażenia. Nagle, nie stosując się do polecenia kobiety, zamiast rzucić miecz na ziemię, schował go do pochwy. Skazą na jego honorze byłoby słuchanie poleceń tej prostaczki.

Gotfryd dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę co tu się tak naprawdę wydarzyło. Zobaczył dwa ciała, mimo, iż wiedział, że powinno być tylko jedno. Chciał wierzyć, że to rzeczywiście przywódcza najmitów zabił stajennego, jednak rozsądek przyjmował tylko jedną wersję wydarzeń. Coś musiało pójść nie tak.

Nie zastanawiając się długo, postąpił tak jak nakazał mu instynkt samozachowawczy.

- Zamknijcież gębę Schörner! Posłuchajmy co te- tu wskazał skinieniem głowy na najmitów- pachołki, mają do powiedzienia.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:14 pm

Hrabia, jak przystało na szlachcica, siedział w swoim pokoju, na piętrze. W takiej właśnie sytuacji ujawniały się różnice społeczne. W szopie, w której Kurt był zamknięty, było pierońsko zimno. Na upartego, gdyby rano rzeczywiście mógł czekać na niego stryczek, ucieczka z tego prowizorycznego więzienia nie powinna stanowić większego problemu. Niechlujnie zbite dechy nijak nie przypominały solidnej ściany. Dobrze, że przynajmniej dali mu dodatkowy płaszcz do okrycia. Dobroczyńcy, ich mać. Parę szmat dało się też znaleźć. Kilku wieśniaków z harkebuzami miało go pilnować. Jednemu z nich zdołał wcisnąć do łapy parę monet by ten raczył kopsnąć się po kwaterkę gorzałki. Nie było więc źle. Ale i tak poranne przeziębienie do pasa było bardziej niż pewne. Prócz domorosłych harkebuzerów, bezpieczeństwo zapewniał też przemycony sztylet.

Fuchs leżał na plecach. Szczelnie opatulił się płaszczem, dłonie wcisnął pod głowę. Nie spał całą noc, tępo gapił się w przegniły sufit. Kolejne godziny do świtu upływały wolno, ciekły, niczym krew z rozkwaszonego nosa. Kolejne łyki mocnej wody coraz bardziej rozgrzewały, coraz mocniej rozkręcały karuzelę myśli. Zdarzyło mu się już zabić nadto wścibskiego żaka z Uniwersytetu. Ale to było jeszcze dziecko! Psia mać!

Nawet tu słychać było szloch zrozpaczonej matki.

Dzieciobójca zagłuszał sumienie kolejnymi łykami gorzałki. W pewnej chwili zasłonił oczy rękawem. Nawet przed samym sobą wstyd było się do tego przyznać. Mimo woli, z oczu pociekły mu łzy.

***

- Dwa trupy? Dzieciak?
- Taa... a ten drugi to ochroniarz. Kawał chłopiska. Gardziel z raną do której parę paluchów można by wsadzić.
- A młody?
- Stajenny, zachlastany mieczyskiem jak wieprzek. Mniej niż piętnaście lat. Bez głowy prawie.
- A ja pierniczę... straszne to...


Pod wieczór dwa patrole straży dróg spotkały się w drodze do garnizonu. Tradycyjnie, wymieniano się wrażeniami z mijającego dnia. Dwaj dowódcy jechali na przedzie. W tyle ciągnęła się reszta. Paru drzemało w siodłach. Trzech na tyłach zażarcie dyskutowało.

- I nikogo żeście nie zdybali? Żadnych winnych? Nawet podejrzanych nie było?
- He! Byli, a jakże!
- Tyle tylko, że jeden z nich był jakimś szlachciurą z południa. Ponoć możnym. I nijak nie było można położyć na niego aresztu.


Strażnik splunął na ziemię. Dyskretnie. Tak dosadna krytyka wyższych sfer mogła zostać uznana za polityczną manifestację.

- A drugi?
- Ze świty tego szlachetnego. Takie miał glejty, że mógłby zakurwić Handertauera w tłuste dupsko i poprawić mu z kopyta.
- Niewąsko...
- Ano, skończyło się na tym, że nasz gefrajter go jeszcze przepraszać musiał. A i szerokiego traktu życzył. Wyszło, proszę ja ciebie, że najmita zamordował młodego, a potem dał sobie grzecznie grdykę rozorać.
- Śmierdzi gnojem na milę.
- Takie, psiamać, parszywe czasy. Dzieci można mieczem rżnąć pod Nuln i nikogo to nie obchodzi...


Do strażników podjechał konno Dieter, ich bezpośredni zwierzchnik. Słyszał ich głośne sarkanie i w mig pojął, o co chodzi.

- Zawrzeć gęby, bo muchy wlezą. To rozkaz. I ani pary puścić przez oficerami.
- Panie gefrajter...
- Cicho, powiedziałem. Sprawa jest zamknięta. Jasne to?


Strażnicy mogli tylko domyślać się tego, co usłyszał ich gefrajter. Ale ten sam nie zamierzał nic mówić. Widział już na tyle dużo, żeby pojąć jedno - o sprawach ludzi Biblioteki lepiej było nie wiedzieć. Kum jego, Otto, chciał kiedyś wiedzieć za dużo. I źle skończył. A losu nie należało kusić, zwłaszcza, jeśli i tak codziennie dość było okazji do oberwania po łbie.

***

Na długo przed południem konie były gotowe do drogi. Żegnani nienawistnymi spojrzeniami, pierwsi wyruszyli Kurt z jaśnie panem, Godfrydem. Jak na razie żaden z nich nie powiedział do drugiego ani słowa. Jechać mieli zamiar wolno, by spotkać się na trakcie do starego Wissen z Schörnerem. Taki był plan.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:15 pm

Szlachcic położył się na łóżku. Co poszło nie tak? Co się stało? Dlaczego ten chłopak zginął? Te i wiele innych pytań dręczyły Gotfryda całą noc. Starał się zasnąć, wypocząć, ale nie mógł zmrużyć oka.

***

Nazajutrz szybko się zebrali i nie odzywając się do siebie słowem ruszyli w drogę. Przejeżdżając przez bramę napotkali spojrzenia strażników. Wszyscy ich obserwowali, patrząc z bezsilną złością. Gotfryd spuścił wzrok. Chcieli pomóc Diffringowi, ale ich czyny spowodowały śmierć niewinnego chłopaka.

Gotfryd, który do tej pory jechał z tyłu, szybkim kłusem zrównał się z Kurtem. Spojrzał mu w oczy i powiedział:

- Panie Fuch, co tak naprawdę zaszło ubiegłej nocy?
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:15 pm

- Nie jestem wasz chłop, żebyście mi wydawali rozkazy. - odwarknął Schörner szlachetce, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku karczmy. Krok nieco mu się chwiał, zaś w ustach czuł nieprzyjemny posmak wymiocin. Dlatego też pierwszą rzeczą, którą zrobił wewnątrz było odnalezienie jakiegoś cebrzyka, zaczerpnięcie z niego i przepłukanie ust. Smak żółci znikł, ale nie poprawiło to samopoczucia Rema. Kupiec zamknął się w pokoju, a następnie ciężko usiadł na łóżku. Aż zaskrzypiało. Schował twarz w dłoniach i zapłakał.

Siedział tak może kilka godzin walcząc z własnymi myślami. Spać nie był w stanie, na towarzystwo nie miał ochoty. Dlatego, aby tylko znaleźć sobie zajęcie zaczął przeglądać część papierów ukradzionych Diffringowi. Rozłożył je przy świecy i powoli sylabizował ciężkie do odczytania ręczne pismo. Papiery dłużne, akty własności. Wraz z każdym kolejnym dokumentem Remo czuł się coraz gorzej. Poświęcili życie dzieciaka dla uratowania ścierwa, co rabowało własnych sąsiadów. Bo w to, że Ci powierzyli je pijakowi na przechowanie, to kupiec jakoś nie chciał wierzyć.

Na samym końcu Schörner zabrał się za listy. Te sprawiły mu najwięcej trudności, bo o ile Wissenburgczyk radził sobie jakoś z dużymi literami, to te tutaj były drobne i ciężkie do rozczytania. Zapewne pisane męską ręką. Pierwszy list był adresowany do jakiejś Gisele von Lettow-Vorbeck. Remo rozpoznał nazwisko, znajdowało się na jednym z papierów dłużnych. Sądząc po treści dziewczyna była siostrą autora. Hans, bo tak był podpisany na dole nadawca, opisywał swojej siostrze życie w ich rodzinnej wsi i pytał jak żyje jej się u krewnych w Wissenburgu. Remo westchnął, Diffring jechał właśnie traktem ze strony Wissenburga, zaś data na liście nie była zbyt odległa. To zaś znaczyło, że dziewczyna mogła cały czas przebywać w mieście, a szlachetka nawet nie podjął próby jej odnalezienia. Remo odłożył list na bok i westchnął. Może będzie z tego jeszcze jakieś dobro.

Za oknem świtało. Kupiec odrzucił dwa pozostałe listy nietknięte i zaczął zbierać swoje rzeczy. Trzeba było ruszać w drogę.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:16 pm

Okolice którymi jechali były ludne i bogate. Niedaleko płynął wielki Reik, kręgosłup całego Cesarstwa. Jadąc utwardzonym traktem wielokrotnie mijali się z podróżnymi zmierzającymi w stronę Wolnego Miasta. Kurt stwierdził rano, że pierwotny plan zostanie nieco zmieniony. Od kluczenia leśnymi duktami, ważniejsze wydawało się teraz prześcignięcie idących za nimi plotek i jak najszybsze zweryfikowanie trójki podejrzanych kupców. No i dalsza droga na południe, oczywiście. Remo, dyskretnie powiadomiony o tej modyfikacji, przyjął rzecz bez krzty emocji. Całą trójkę charakteryzowały głębokie, ciemne jak smoła wory pod oczami. I, trawiące ich jak gorączka, wyrzuty sumienia.

Pierwsi wyruszyli Fuchs i Godfyd. Schörner, nie oszczędzając zadu, miał gnać w kierunku Wissenburga i spotkać się z nimi jeszcze na gościńcu.

Nastał kolejny, pełny nadziei dzień.

***

Jechali w ciszy, przerywając ją tylko by wydać wierzchowcom proste polecenia.
Ostatnie wydarzenia wyraźnie nie sprzyjały dyskusjom.

Kurt odwrócił w stronę szlachcica swoją zmęczoną życiem, niedogoloną gębę. Miał już dość milczenia i tłumienia emocji. A fakt, że hrabia utytułował go mianem pana tylko mile połechtał jego dumę i ośmielił. Może również ukazał pewną słabość szlachcica. Fuchs niemal instynktownie pominął w rozmowie należny mu tytuł.

- To zaszło, że polała się krew dziecka! Tak się zdarzyło, że dla szczytnych celów, popełniliśmy najgorsze skurwysyństwo jakie tylko jest możliwe...

"Co wcale nie różni nas, od tych psów Karlssona z Taboru" - pomyślał, niejako wieńcząc wypowiedź. Resztek zimnej krwi jednak nie stracił. Mimo to, ton miał tym razem daleki od zwyczajowego, suchego przedstawiania faktów. Dopiero po chwili, opamiętał się nieco.

- ... a teraz musimy z tym żyć. To się stało, że ludziska będą o nas gadać aż do Pfeildorfu. Trza pracować ciężej, niż do tej pory. Zająć się uświęconym zadaniem, nie rozpraszając się czym innym. Tym razem to ostateczne i nieodwołalne. Koniec, szlus, finito. Lada moment powinien do nas dotrzeć Schörner.

Przerwał, z uwagi na mijający ich, obładowany świeżym drewnem chłopski wóz. Szpieg zwyczajowo pozdrowił wozaka skinieniem głowy. Kontynuował już całkiem spokojnie.

- W Wissenburgu zajmiemy się tym, do czego zostaliśmy tu wysłani. Te kupczyki to potencjalni kumotrzy łotrów, którzy napadli na Ammerburg. Może nawet oni ich uzbroili. My jesteśmy tu po to, by zdrajcom i pijawkom odpowiednio odpłacić. Jasne to?
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:16 pm

Gotfryd zaskoczony tonem w jakim odezwał się do niego Kurt, przez chwilę milczał. Gdy przetrawił słowa Fuchsa, krzyknął:

- Popełniliśmy? Nie, oj nie! Nie my! Ty popełniłeś. Szczytnych celów? Chcieliśmy ocalić dziewczynę, zabiłeś chłopca. To nie jest sprawiedliwość, na którą się zgadzam Fuchs!

Przerwał na chwilę, ażeby wziąć głęboki oddech, a później kontynuował.

- Myślisz, że takim postępowaniem dowiodłeś, że jesteś lepszy od bandytów, przed którymi chcieliśmy wszystkich strzec? Nie. Chroniłeś własną rzyć, dlatego ten chłopak zginął. Nie zgadzam się na to i nie dopuszczę, abyś popełnił jeszcze raz taki błąd.

Cały czas ciężko dysząc ze zdenerwowania, oderwał wzrok od twarzy Kurta, popędził konia i pojechał do przodu.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:16 pm

Kurt

Arystokratę, odjeżdżającego właśnie do przodu, pożegnał przeciągłym spojrzeniem. Nie powiedział ani słowa. Całą tą sytuację przyjął zimno, wręcz lodowato. Ale gdyby tylko wzrok zabijał...

Splunął z odrazą na ziemię.

Unikanie odpowiedzialności, negowanie własnej winy. Ucieczka od trudnych spraw. To cholernie typowe dla rozpieszczonych gołowąsów. Za każdym razem, powstrzymanie się od obicia gęby takim kogucikom stanowiło wielkie i trudne zadanie.


Ostatnio zmieniony przez Admin dnia Sob Maj 15, 2010 2:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   Sob Maj 15, 2010 2:17 pm

Remo od samego początku ostro popędzał konia, byleby tylko jak najszybciej spotkać się z resztą. Nie podobało mu się podróżowanie samemu po trakcie, zwłaszcza po całej aferze w karczmie. I bez tego trakt był wystarczająco niebezpieczny.

W końcu udało mu się zjechać z resztą na rozstaju dróg. A raczej zjechać z Fuchsem, bo szlachetka wysforował się do przodu. Przez pewien czas jechali w milczeniu, aż wreszcie Remo, nie odwracając głowy, powiedział w powietrze:
- Skrewiłem. Powinienem był skupić się na tym co mamy do zrobienia, a nie na losie jakichś złodziei i hien cmentarnych, co rabują majątki pomordowanych sąsiadów. - w jego głosie przebijał wyraźnie gorzki ton.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Götterdämmerung - sesja   

Powrót do góry Go down
 
Götterdämmerung - sesja
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
ale będzie jazda :: RPG :: Götterdämmerung-
Skocz do: