ale będzie jazda

łupu-cupu bęc
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Starzec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:54 pm

Świat - chciałbym, żeby było to coś w rodzaju miksu klasycznego fantasy, Ery Mitycznej z Maga ze szczyptą świata Innych Pieśni: rzeczywistość w sensie geografii jest mniej-więcej zgodna z naszym światem, poziom rozwoju technologii i społeczeństw adekwatny dla wieków średnich, możliwe istnienie mitycznych stworzeń i klasycznego bestiariusza w całej rozciągłości (włącznie z innymi świadomymi rasami ze swoimi Potęgami, ale nie ma problemu, żebyśmy pociągnęli to trochę bardziej w kierunku Dukajowym). Świat podzielony jest między Potęgi, rozciągające swe korony i wpływające na rzeczywistość pod swoim anthosem samym swoim istnieniem; aczkolwiek chcę, żeby bezpośredni wpływ na świadome istoty był dużo słabszy i bardziej subtelny niż w IP. Żadnego klękania na sam widok kratistosa, bo inaczej po prostu nie można, co najwyżej klękanie ze zwykłego strachu i rozsądku :-) Nie dookreślam też, czy Potęgi mają w ogóle formę ludzi.

***

Bóstwo: Egaheer (imię i część konceptu ściągam żywcem z Kresa)
Moc: Porządek
Żywioł: Ziemia

Cytat :
Bóstwo nie posiadające swojego własnego anthosu w sensie geograficznym, "żyjące" w swoich wyznawcach i sługach (czasem ich opętujące), dążące do jakichś swoich, tajemniczych celów, których w zasadzie nikt nie zna. Wyznawcy - jest ich niewielu, ale charakteryzują się znaczną mocą i wiedzą - uważają, że jest to Potęga, która dba o równowagę świata i która spaja cały świat w całość; że bez niej niemożliwe jest istnienie wspólnej rzeczywistości i tylko dzięki niej świat nie skończył w chaosie wojen Potęg (chociaż walki o wpływy i starcia Potęg wciąż się toczą). Pewne skojarzenia z Nornami czy Parkami jest tu na miejscu. Żadnych afiliacji z Dobrem i Złem, ludzka etyka, moralność są całkowicie poza tą istotą.
Ogólnie dużo tajemniczości (tysiące imion, nieznana motywacja) i mnóstwo poczynań, których sensu nie potrafią dostrzec śmiertelnicy, ze swojej szczurzej perspektywy. W tym sensie na miejscu jest mowa o głębokiej Wierze. Dla innych jest to wszystko na tyle niezrozumiałe, że nie jest to w zasadzie religia, raczej jakaś sekta filozofów (a la pitagorejczycy).

Bohater: Starzec
Spryt: k10 [Pomoc - Eliksir: wszczepka]
Morale: k6
Sprawność: k8 [Wykonane Zadanie: Strażnik Tajemnic; Pomoc - Duch: opętanie przez Egaheer]

Cytat :
Wędrujący od osady do osady mędrzec, filozof, nauczyciel, znachor, obdarzony oprócz ogromnej wiedzy różnymi fajnymi mocami typu przewidywanie przyszłości, wpływ na umysł czy inne wróżenie. Porusza się, siłą rzeczy, między różnymi strefami wpływów, gdzie różnie patrzy się na Egaheer i jej wyznawców, podąża za nim jednocześnie strach i szacunek (a reakcje na niego mogą być dzięki temu skrajne).
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:55 pm

Nieprawdą jest, jakoby wszelkie opowieści zaczynały się w karczmie...

Stary człowiek podróżował bardzo długo, aby dotrzeć tak daleko na południe, poza granice ziem zbadanych i ucywilizowanych przez znane ludziom Potęgi. Tutaj, tak daleko od spraw codziennych, jakimi żyją wielkie imperia i mali ludzie, mógł spokojnie wsłuchać się w chaotyczną pieśń losu.

Jego Pani nie miała w zwyczaju tłumaczyć swych dróg. Sługa ma słuchać - to jedyna odpowiedź na wszelkie próby wyjaśnienia jej celów. Zatem usłuchał. Przeszedł lesistą, mroczną Germanię, wkroczył do błyszczącej techniką i wojskową dyscypliną Italii, wsiadł na statek, po czym wylądował tutaj - na bezimiennej wyspie na Morzu Pomiędzy.

Morze Pomiędzy targane było sztormami - to tutaj krzyżowały się dziesiątki Mocy Potęg, tutaj woda potrafiła jednocześnie wściekle parować i w jednej chwili skuwać się lodem, tylko tutaj mechaniczni italscy marynarze patrzyli swoimi martwymi oczami na wizje z pary, które zwykłego człowieka przyprawiłyby o szaleństwo.

Starzec widział już wiele i patrzył niewzruszony. Służba Pani, choć ciężka, dawała tę siłę, żeby bez zmrużenia oka patrzeć na pękające w kosmicznej eksplozji Słońce. Na wielkie, czarne, obce okręty, pożerające niebo. Wdychać powietrze składające się z brudnej ge, wszystkożernego Pyłu... Widzieć ludzi-nieludzi, na gruzach świata, na gruzach wielkich tryumfów swoich uczonych, dawno już zapomnianych. Prymitywne istoty czarnych piramid, tonących w otchłaniach wyjącego, skrzeczącego ognia. Krain niewidzialnej śmierci, która wypacza samą esencję życia, gdzieś w głębi

Morze Pomiędzy niestrudzenie mieszało pierwiastki Potęg, w szalonych wirach i chorych huraganach zmieniając cząstki żywiołów w straszne wizje. Starzec widział je już. Wśród Podążających nie było zgody, czy przedstawiają przyszłość, czy przeszłość, jednak jedno było pewne - jedynie równowaga wszystkich działających Potęg utrzymywała obecny świat w takiej formie, w jakiej go znamy. Przedsmaku mocy niepoliczalnego chaosu każdy mógł doznać na własnej skórze właśnie tutaj, na granicy wpływów Potęg, gdzie keros wypaczany był przez wiele równych sobie sił, tam, gdzie żadna Potęga tak naprawdę nie sięgała w pełni, jednocześnie przyrodzoną siłą agresji starając się zagarnąć jak najwięcej...

Kiedy bardzo już poruszonemu i zdezorientowanemu podróżnikowi dane było w końcu zejść na brzeg, powitała go - nareszcie stała, pewna i niezmienna - przyjazna ziemia.

Szedł wśród labiryntu zrujnowanych budowli i wiedział dobrze, że ona chce, by dotarł w konkretne miejsce. Starożytne miasto było ogromne, nie starał się nawet zgadywać, jaki właściwie spotkał je los. Jedno było pewne - przecież był to z pewnością los nieunikniony, policzalny. Wszystkie równania musiały się nim kończyć i oto wreszcie, po setkach, a może i tysiącach lat - nadchodzi kres, finalne Rozliczenie, ostatnie działanie tego równania. Sługa Pani przybył na miejsce, aby znaleźć wskazówki, receptę na zachowanie świata takim, jakim jest - nieważne, czy dobrym, czy złym - po prostu takim, jaki być powinien.

Dawno temu już nauczył się, że zwykła, ludzka perspektywa nie ma żadnego znaczenia dla dziejów świata, dla kształtu samej rzeczywistości. Znają - wszyscy znamy - tylko mały wycinek, fragmencik, mikroskopijne ziarnko piasku, które spadło gdzieś z wielkiej góry.

Tak jak ci tutaj. Starzec przeszedł przez kolejny ocalały fronton, szybko policzył rogi wielokątnego pomieszczenia, następnie bez wahania wybrał kolejne przejście, dosyć sprawnie przeskakując nad gruzami, chwytając się licznych rosnących tu chwastów. Wokół pełno było popiołu, gdzieniegdzie już o konsystencji mazistej, stwardniałej masy, w innych miejscach przesypującego się swobodnie. Pożar? Wybuch wulkanu?

W lewej dłoni obracała mu się wielościenna kostka, na jej licznych ściankach bez ustanku pojawiały się nowe cyfry. Wszystko - ilość pozostałych ścian, szkielety zastygłe w popiele, sposób wykucia rzeźb oraz fragmenty ocalałej mozaiki - wszystko to stanowiło jasny drogowskaz dla badacza, być może pierwszej ludzkiej istoty obecnej tutaj od setek lat. Liczył i szedł pewnie, widząc jasne jak przydrożne latarnie znaki, pozostawione przez bezlitosny czas. I Panią.

Ciekawe... ciekawe, czy wszyscy ci ludzie wiedzieli, tworząc, budując, ba, żyjąc wręcz, że czynią to wyłącznie po to, aby wyliczyć dla mnie ten labirynt ruin? Czy rzeźbiarz, pracujący te setki lat temu, wiedział, że jego dłuto musi pracować intensywniej w tym właśnie miejscu, ażeby tarcza słonecznego zegara pokazała mi teraz drogę? Czy grubas, tak dobrze zachowany w wulkanicznej zalewie, niczym prawdziwa rzeźba, wiedział co robi, gdy zakładał o poranku dnia zagłady właśnie cztery pierścienie? I czy wiedział, w swym przerażeniu, że wyciąga rękę, by być mi drogowskazem?

Komu z kolei, kiedy i w jaki sposób posłużą moje stare kości?

Rzymska Via Appia bardziej być mogła zwodnicza, niż płynący z matematyczno-entropicznego porządku trakt przez labirynt starej śmierci. Starzec szedł na spotkanie przeznaczenia - nie swojego, małego, banalnego przeznaczenia, być może nawet zanieczyszczonego jakąś absurdalną wolną wolą - on szedł na spotkanie nieuchronnie policzonego przeznaczenia swojego świata.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:55 pm

Wreszcie dotarł do dziwacznej budowli, która od początku była jego celem. On mógł nazwać ją Wieżą, jednak dla każdego innego byłaby zapewne po prostu dziurą w ziemi. Co więcej - owa "dziura w ziemi" - wejście do Wieży - była zamknięta, udawała jakiś ogromy plac targów bądź defilad, teraz kompletnie pusty.
Ktoś inny pewnie nie wiedziałby nawet, że to wejście tam jest, widząc tylko idealnie niemal płaską taflę marmurowych płyt. Być może też taki ktoś załamałby się, że Máthēma doprowadziła go w to miejsce, tylko po to, by ujrzał wielką, pustą przestrzeń. Jednak przecież łatwo było wyliczyć konsekwencje, łatwo było przypomnieć sobie starożytne traktaty o Wieżach, do których schodzą z nieba bogowie. I skąd ruszają w niebiosa, aby trzymać z daleka od swych domen czarne statki niosące światom ukrop i oślepiające światło.

Dla Starca przeciwne wektory nigdy nie były przeszkodą w postrzeganiu świata. Wieża, bez względu na to w którą stronę była budowana, pozostawała w swej istocie sobą.

Wielki plac zaśmiecony był gruzami. Otoczony zewsząd ogromnymi rzeźbami - niepoznanych istot, na klęczkach wznoszących ręce ku niebu - wyglądał, jakby zdolny był pomieścić ogromną ilość ludzi. Idealnie płaski, podpowiadały oczy. Pierwsze zabudowania po przeciwnej stronie nie bliżej niż dwa kilometry. Średnica Wieży jest więc ogromna. Miałkie umysły nazwałyby ją pewnie "niewyobrażalną", jednak cóż może być niewyobrażalnego dla kogoś, kto para się działaniami na nieskończonościach?

Blisko pół dnia spędził na obchodzeniu placu wokoło, badając uważnie każdą z rozmodlonych figur, otaczających plac. Dopiero czterdziesta czwarta z kolei ujawniła poszukiwaną tajemnicę - odsuwany panel, dający dostęp do mechanizmu w środku. Od razu po otwarciu zaczął błyskać kolorami i mamrotać cicho, jakby ożywiony ręką człowieka. Starzec przełknął resztkę placka z miodem, schował do skórzanej torby bukłaczek z winem, po czym zabrał się do oględzin znaleziska.

Seria prostych równań nie była problemem. Połączył odpowiednie działania, podstawił wartości, po czym wcisnął stylizowaną, marmurową płytkę, z wyglądającym na rzymski ornamentem "ExE".

Ziemia zadrżała.

Wejście, z przeraźliwym chrzęstem, zaczęło się otwierać. Plac pożerał sam siebie, znikał w oczach, z chrzęszczącym odgłosem przywodzącym na myśl dawno nie używane stawy. Starzec wzdrygnął się, coś strzeliło mu w obojczyku. Wielkie, monumentalne przedstawienie, odgrywane teraz specjalnie dla jednego widza, trwało w najlepsze.

Wejście stało otworem. Było ogromne, setka smoczych rycerzy mogłaby przelecieć przez nie w falangowej formacji, żadne skrzydła nie zetknęłyby się nawet. Było czarne, światło docierało tylko niedaleko od powierzchni - bo było tez przeraźliwie głębokie, niczym otchłań do środka ziemi.

Było godne bogów.

Starzec ruszył żwawo, poprawiając rzemień. Dawno już policzył, że bogowie umarli. Tylko Pani dawała jakiekolwiek oparcie.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:56 pm

Wieża w płomieniach, upadająca ze szczytu postać, piorun na niebie. Starzec zna karciane zabawki demiurgosów wschodnich krain, niewielkie obrazki na kawałkach papirusów lub miedzi, natchnięte odrobiną archai, przeznaczenie dla każdego za jedyne dwa asy. Dla doskonałości Pani są one niczym nieregularne rysunki Marcova, które barbaroi nazywają słusznie łańcuchami, dzikie techniki z dalekich kaganatów spod anthosu Koł-M'-Gorowa wobec krystalicznej czystości aksjomatów Euklidesa. Ale to właśnie karciane zabawki stają mu przed oczyma gdy przechodzi pod tympanonem zdobionym w ogarnięte płomieniami postacie kobiet i mężczyzn, splecione w miłosnym agon, nie jego Pani, krystalicznie zimna i czysta, doskonale nieosiągalna.

Arkitektura wnętrza Wieży zapiera dech w piersiach. Ci o rudych brodach w swej bełkotliwej mowie mówią: wzniosłość, nie piękno, ale Starzec wie od uczniów Ksenofanesa, że ousia jest jedna, i mylą się barbaroi usiłując dostrzec tu różnię. Kolumny podtrzymujące sklepienie sięgają całe stadiony wzwyż - i w dół, dwie linie marmurowych schodów pną się w górę, przecinając się co najwyżej w nieskończoności, z wewnątrz ścian nie może dostrzec, i gdy zaczyna wpatrywać się w dół, świat zaczyna wirować mu przed oczyma, gdy dostrzega starego człowieka stojącego u wejścia do Wieży z krwistoczerwonym, płomiennym zachodem słońca rzucającym swe ostatnie promienie zza jego pleców. Stary człowiek w dole ma podniesioną głowę, jakby wpatrywał się w coś u góry, i gdy Starzec podniesie głowę, dostrzeże tę samą scenę, powtórzoną raz, dwa, dziesięć, sto, u góry, rozpoznając siebie w tych odwzorowaniach, może lepszych od oryginału; i uśmiechniętą postać kobiety z rudymi, ognistymi włosami, wyjętą wręcz z barbarzyńskich rysunków, śmiejącą się bezgłośnie, jej obraz nakłada się na niemożliwych geometrycznie Starców, u dołu, u góry, po bokach, dookoła, jakby kolumny i schody nie zachowywały układu przestrzennego jaki widział jeszcze chwilę temu.

Intelekt zawodzi w obliczu niemożliwego. Otrząsa się, jego umysł sprzeciwia się temu co widzi, robi niepewny krok w tył, ale zmysły go zwodzą, i gdy kobieta, teraz widoczna zarówno w dole jak i u góry, kiwa zachęcająco dłonią, jego ciało panicznie cofa się w krok w tył. Ale nie ma już za nim wejścia, jest tylko przepaść, stopa natyka się na wystający kamień, palący ogniem ból rozciętej skóry, krzyk zmiażdżonego mięsa, zawrót głowy nie chce minąć gdy intelekt usiłuje bronić się przed obrazem niemożliwej ilości Starców potykających się pod jego stopami, nawet gdy zamknie oczy nie może pozbyć się tego obrazu spod powiek, instynkt działa ale za późno, zbyt długo kontemplowałeś złote proporcje i symetrie, piękność konstrukcji zwiodła cię, Starcze, ciało przechyla się powoli gdy zaczynasz dostrzegać jak Wieża i kobieta uzupełniają się wzajemnie, płomienie u wejścia nie były symetryczne, powinieneś był to dostrzec już wtedy, miast śnić na jawie o zmierzchu bogów, grzmot pioruna dobiega z zewnątrz.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:57 pm

Spadał.

Spadał, a w trakcie spadania do wnętrza niemożliwego kalejdoskopu, myśli ucichły, pierzchnęły gdzieś w kąty rozumu, ale zwierzęce instynkty nie zdążyły jeszcze przejąć władzy, w ciągu tych setnych części pokarmu klepsydr... Ousia-apousia-parousia... Jesteś!
Zawrót głowy był już nieodczuwalny, ręce wyciągnęły się bezwiednie, w przestrzeń, oczy utkwiły w jednym punkcie. Nie czuł nawet szarpnięcia, gdy Wieża nagle przestała spadać wokół niego i prysnęły obrazy Starców, którzy wisieli koło niego w najdziwniejszych pozach.
Gdy Wieża przestała spadać, ręka starca, nabrzmiała wysiłkiem, puściła wreszcie poręcz, nienaturalnie wygiętą, jakby podtrzymująca nie ludzkie ciało, lecz jakiegoś spotworniałego behemota wojny, jakie dla spełnienia ambicji swoich panów hodują na wschodzie demiurgosi dziczy.
Hyposthasis - była za nim, za jego oczami i w jego mięśniach. Pod nogami Starca popękany kamień. Balustrada, o którą w locie zahaczył - strzaskana, w drzazgach. Esencja, Substancja i wydany Sąd - dotknęły go teraz, aby stare ciało jeszcze przez chwilę mogło służyć jej celom.

Był/była nim/nią w jednej/wszystkich chwilach.

Płomienna kobieta wolno schyliła głowę, płomienie zastępujące jej włosy wiją się jak wściekłe węże. Pochyla się przed Starcem, ale nie jemu przecież składa ukłon. Z ust wydobywa się głos Starca, ale... przecież nie należy do niego.
- Efezyjczycy byli głupcami. ὑπόστασις to nie żadna... unia. Nie można objąć ziemi, pozostając w jednym kawałku. - śmiech, chrapliwy. Pełen strachu i szaleństwa.

Dopiero teraz ognista pada na kolana, po to tylko, by poderwać się natychmiast na nogi, rzucając wokoło rozedrgane cienie. Jej skóra lśni miedzią, gdy biegnie szybko, prowadząc przybyszy labiryntem korytarzy.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:57 pm

Zaprowadziła ich do podziemnych trzewi starożytnego miasta, gdzie rezydowali niegdyś dawni bogowie. Szli alejami starych sarkofagów, wielkich pojemników ze srebrzystego metalu, a drogę przecinały im jasne, metaliczne stwory, poruszające chaotycznie błyszczącymi odnóżami, kiedy przebiegały bokiem, pod ścianami i w nich samych, korzystając z wykutych w nich, dziwacznych, wielokątnych korytarzy.

Wszystko wokół szemrało, jakby przybycie obcych budziło do życia dawno zapadłe w śmiertelny sen podziemne miasto. Tajemnicze makiny otwierały swoje jarzące się czerwienią, chorobliwym seledynem bądź błękitem ślepia, jak stare smoki, którym wieczny sen śmiali zakłócić obcy. Poza szuraniem krabopodobnych, metalowych demonów służebnych coraz częściej słychać było drżenie gdzieś w głębi, w gąszczach tajemniczych elementów składowych przebudzonego Prawdziwego Miasta.

Szli pewnie, prowadziła naga kobieta. Nad jej postacią powietrze drżało od gorąca, a po skórze skakały maleńkie języki płomieni. Dopiero teraz dało się wyraźnie zauważyć, że to, co z początku wydawało się wzburzoną, czerwoną fryzurą jest w istocie niesamowitym konstruktem wijących się płomieni i rozgrzanych do czerwoności nitek lawy. Szła ze spuszczoną głową, niczym wystraszona służka przed swą panią.

- Wiele zostało do zrobienia. - powiedział Starzec swoim, a jednocześnie nie swoim głosem. - Ale najpierw trzeba nam się wzmocnić. Wrogowie czuwają... - mówiła głosem mężczyzny, nie do przewodniczki, lecz do niego właśnie. Są metody łatwiejsze, ale ona - tak jak on - wiedziała, że tylko słowa wypowiedziane mają Moc.

Następny korytarz nie różnił się z pozoru niczym od podobnych, mijanych wcześniej, ale po kilkunastu metrach dało się dostrzec szczegół, który musiał przyciągnąć ich uwagę - jeden z sarkofagów otworzył się, niczym drapieżny kwiat ukazując swoje wnętrze; w środku, skulone w pozycji embrionu, leżało ciało, przytroczone do wyściełanego białego wnętrza miriadem czerwonych, żółtych i brązowych żył, znikających głęboko we wszystkich otworach ciała. Starzec sięgnął ręką, gładząc po policzku uwięzionego boga - po czym ręce zacisnęły się na jego szyi i szarpnęły, usta wypowiedziały Słowa-Cyfry, Słowa-Hasła. Różnokolorowe przewody schowały się z sykiem i głuchym mlaśnięciem, a dziwnie lekkie, pozbawione nagle płynów truchło zostało wyrwane z wnętrza białego kwiatu.

Dłonie starca pewnie zacisnęły się na krtani ofiary, a kiedy ciało z głuchym odgłosem padło na posadzkę - obuta w sandał stopa z trzaskiem i chrupotem złamała delikatny kark.

- Obejmuję w posiadanie to leże bogów. Obejmuję we władanie ich esencję. Niech się stanie. - rzekł Starzec, wchodząc zwinnie do środka, już nagi, a różnokolorowe przewody jak ślepe węże owinęły się wokół niego, szukając dostępu do wnętrza ciała. Zanim kwiat zamknął się na powrót, jeden z przewodów - gorący, czerwony, pulsujący przypominającą krew cieczą - wsunął się do jego ust, pompując w nie swoją parującą zawartość. Oczy Starca otworzyły się, i widać było, że jest w nich wielki ból, ale nie było ust, które mogłyby go wyrazić. Kwiat sarkofagu zamknął się, aby przez następny dzień esencja bogów mogła zostać w pełni wchłonięta przez uzurpatorów.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:57 pm

Czas mijał, ale tutaj, w Pierwszym Mieście, czas nie miał tego samego znaczenia, co pod władzą więzionych przez niego ziemskich Potęg. Dumni Kumryjczycy spod anthosu Proroka mogli do woli chełpić się swoim starym jak sam świat Çatalhöyük, głosząc wszem i wobec, że tam właśnie po raz pierwszy narodziła się ludzka cywilizacja, tam powstały zręby znanego świata, tam wypowiedziała Słowo pierwsza z ludzkich Potęg. Ci jednak, którzy oświeceni byli Jej mądrością znali prawdę; magia liczb była nieubłagana dla dzikich psów Muhammada, kiedy tylko zebrało się dość danych, aby mieć pewność, wynik był jasny - kolebka ludzkości była częściowo zatopioną, samotną wysepką na targanym chaotycznymi sztormami Morzu Pomiędzy. Miejscem w którym bogowie po raz pierwszy zeszli na ziemię.

W umyśle Starca mity i legendy niezliczonych ludów, tych żywych, i tych od dawna zapomnianych, tańczyły do taktu zgłębianych od wczesnej młodości formuł, układając się podług nich w kolejne części Splotu. Gdyby nie fakt, że Odwieczna wciąż skuwała jego umysł żelaznym uściskiem, nie pozwalając mu rozpaść się na maleńkie fragmenty pod naporem wiedzy dla zwykłych śmiertelników nie do ogarnięcia, z pewnością już dawno by oszalał. Wiedza martwych bogów, wraz z ich wrzącą, obcą krwią wypełniała go, łącząc się według wzorów znanych od lat, odkrywając przed nim, fragment po fragmencie, mapę całego Istnienia. Miriady gwiazd oddawały mu swoje tajemnice tak długo, że w końcu ten jeden świat, który jego aroganckim współczesnym zdawał się centrum wszechświata, okazał się tylko maleńką cząsteczką w niebiańskim kalejdoskopie, tak małą, że ledwie zauważalną... I nawet w obliczu poznania tajemnic, o których nigdy mu się nawet nie śniło, wciąż rodziły się nowe pytania, bo za każdą odkrytą zasłoną zawsze są kolejne, które dopiero należy odsłonić, bez końca, wciąż bez końca...

Postać, która opuściła metaliczny sarkofag, szła z powrotem przez podziemne, szemrzące Miasto. Ten sam głos burzył raz po raz spokój od dawna martwych ścian, podczas drogi do jednego z ognistych rydwanów, gdzie posłusznie prowadziła go Ognista.
Jakaś część Starca jeszcze bała się, kiedy do jego uszu docierał własny głos. Strach, który potrafił odczuwać dodawał mu otuchy. Zadawał sam sobie pytania, a Ona pozwalała mu na nie odpowiadać.
- Oczywiście oszaleję.
- Czym jest szaleństwo?
- Nieszczęściem. Śmiercią duszy. Nieświadomością, że jest się tylko popiołem.
- Nie zawiedź mnie, a oszczędzę ci szaleństwa. Umrzesz sobą.
- Dziękuję, Pani. Niech się stanie według cyfr i wzorów. Dlaczego los tego świata jest tak istotny? To tylko... pyłek.
- Pyłek nie jest istotny. Istotne są zasady. Ktoś chce je złamać, a ja nie zamierzam na to pozwolić. Tyle wystarczy ci wiedzieć.


***

Rycząca bestia, demon z metalu i twardego jak metal szkła z rykiem płomieni wzbił się w powietrze, połknąwszy wcześniej dwójkę pasażerów. Niegdyś próżny człowiek czułby dumę, dokonawszy czegoś, czego nikt przed nim dokonać nie był w stanie, czegoś, co stawiało go na równi z dowolną z panujących nad światem Potęg. Czułby siłę, pozwalającą mu stanąć twarzą w twarz z kimkolwiek, pod dowolnym anthosem, i nie odwracać wzroku... teraz jednak tamten człowiek odszedł, zniknął pod ciężarem wiedzy zastrzeżonej dla bytów potężniejszych niż on. Nie było miejsca na dumę i pychę. Gdzieś w środku jednak czaił się strach i jego posmak pozwalał mu jeszcze choć odrobinę pamiętać, kim był wcześniej.
Starzec liczył, a jego dłonie przemawiały do trzewi ognistego demona, który posłuszny rozkazom kaleczył białe obłoki, oddalając się coraz szybciej od Pierwszego Miasta.

***

Demon milczał, a wokół niego dogasał pożar lasu, z którego postanowił uczynić swoje ostatnie legowisko. Ognista patrzyła na Starca szeroko otwartymi oczami, jasno dającymi do zrozumienia, że coś poszło nie tak. Starzec potrząsnął głową, jakby obudzony z głębokiego snu, wciągnął w nozdrza dym, swąd spalenizny. Razem z umierającą pożogą nadchodził przejmujący chłód, gdzieś dalej widać było białą pierzynę śniegu, okrywająca jak kołdra iglaste drzewa.
- Nie... nie tutaj. Nie wiem gdzie miałeś poprowadzić demona, ale na pewno nie tutaj. Tu nic nie ma!! - płomienie tańczące wokół głowy dziewczyny drżały dziko.
- Pani zamilkła. Ja... to było trudne, zbyt wiele formuł, bez jej przewodnictwa to niemożliwe. Słuchaj, dziewko, rozumiesz co mówię?! Bez niej formuły przestają być pewne, to samo obliczenie może prowadzić do różnych wyników. Te same cyfry, znaki mogą jednocześnie być i nie być, istnieć i nie istnieć, prawda i nieprawda zarazem... To jak ta stara świątynna opowieść o zwierzęciu, które nie jest ani żywe, ani martwe, dopóki nie zajrzysz do zagrody, bo twoja żądza wiedzy, ludzka ciekawość sprawia, że jego stan jest pewny, sprawdzony, jedyny właściwy, prawdziwy, ustalony, wreszcie objawiony przez bogów...
- Oszalałeś! Nic nie rozumiem z tego bełkotu! Pomyliłeś się, staruchu, po prostu się pomyliłeś, zawiedliśmy ją przez ciebie, ty...!

Umilkła nagle. Starzec wyprostował się, jego twarz przestała zdradzać oznaki paniki i niezdrowej ekscytacji, jakby w jednym momencie trafił na rozwiązanie zagadki, która trapiła najtęższe umysły przez całe pokolenia.
- Tak miało być. Dlatego potrzebuje człowieka. Ona nie umie się mylić i wątpić.
- Więc Pani... chciała, żebyś się pomylił?
- Człowiek w tym jednym większy jest od bogów, że ma możliwość mylenia się. Oni tego nie potrafią - i nie potrafią też przewidzieć, gdzie zaprowadzą ludzi ich pomyłki. Myślę, że o to chodziło. Czyż i człowiek nie korzysta ze zmysłów niższych od siebie stworzeń, odczuwających świat bardziej prymitywnie, ale przez to inaczej? W swoim ograniczeniu mających wgląd w to, czego rozwinięta dusza nie potrafi już odczuć? Chodź, dziewczyno. Miej wiarę. Stało się tak, jak stać się miało, według wzorów i figur.

Ognista prychnęła tylko, najwyraźniej nie do końca przekonana, wyładowała irytację kopiąc jeden z powalonych i skruszonych menhirów, ustawionych w dawnych czasach na tej polanie przez nieznanych budowniczych - jeden z potężnych menhirów, stojących w niewzruszonym kręgu aż do tego dnia, kiedy stalowy demon w kuli ognia spadł z niebios, aby roztrącić je jak dziecinne zabawki.
- Zwierzę żywe-nieżywe, co za bujdy. Każdy wie, że jak zajrzysz do zagrody, będzie żarło. Albo srało. Słychać przecież. - mamrotała pod nosem, idąc za Starcem coraz dalej w ciemny las, oddalając się od dogasających szczątków demona, pogrzebanego na zawsze pośród zniszczonego, kamiennego kręgu.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Admin
Admin


Posts : 114
Punkty Fandomu : 0
Join date : 15/05/2010

PisanieTemat: Re: Starzec   Czw Maj 20, 2010 1:58 pm

Muzyka

Po kilku godzinach bezustannej wędrówki przez zasypany białym puchem las żadne z nich nie odzywało się już, a dwa księżyce wędrowały w tym czasie po nieboskłonie we własnym tempie. Nie zwalniali ani na chwilę, żadne z nich nie zdradzało oznak zmęczenia, chociaż musieli przedzierać się przez bezdroża, raz wspinając się na leśne wzgórza, to znów schodząc w ciche i ciemne kotlinki, szli wciąż prosto na północ, a niebo powoli szarzało gdzieś daleko, po prawej. Nie czuli też chłodu, a wszędzie gdzie przeszli zostawiali za sobą wyraźny ślad roztopionego śniegu.

Dobrze już świtało, gdy las przerzedził się i oczom wędrowców ukazało się jezioro. Czarna tafla nieruchomej wody nie była skuta przez lód, jednak żadne z nich nie uznało tego za coś dziwnego. Starzec po prostu zatrzymał się na brzegu i zapatrzył w nieruchomą toń, Ognista stanęła kilka kroków za nim. Wokół nich szybko topniał śnieg i odmarzała ziemia, formowały się małe strużki wody, aby powolutku popełznąć w stronę tajemniczego zbiornika.

Kiedy pierwsze z nich połączyły się z czarną wodą, powierzchnia jeziora zmarszczyła się, jakby poruszana jakąś widmową bryzą, której nie byli w stanie poczuć na skórze śmiertelnicy. Starzec, nie odwracając głowy, wyrzekł tylko:

- Już.

Ognista minęła go bez słowa. Pewnym krokiem weszła w czarne odmęty, które przyjęły ją z sykiem, otaczając gęstym całunem białej, duszącej pary. Obłok rozszerzał się, jakby pożerając przestrzeń, spowijając w oślepiającą biel, z której dopiero po dłuższym czasie zaczęły wyłaniać się niewyraźne kontury. Starzec patrzył szeroko otwartymi oczami, jak w transie, na niezliczone szeregi maszerujących karnie postaci, wsłuchiwał się w odbijane tysięcznym echem kroki, krzyki bólu i strachu, śmiech, warczenie nieznanych maszyn niosących śmierć. Stracił poczucie czasu, całkowicie pochłonięty przez mistyczne doznanie. Wizje były podobne do tych, które oglądał wcześniej, na Morzu Pomiędzy, ale tu i teraz potrafił już je odczytać, zrozumieć znaczenie.

Zniszczenie jednej z bram nie wystarczy na długo.

Upiorne głosy cichły, oddalały się, mgła spowijająca brzegi jeziora zrzedła, teraz można ją było uznać za zjawisko niemalże naturalne. Na jeden krótki moment zaległa przytłaczająca cisza, jakby cały wszechświat wstrzymał oddech, w oczekiwaniu na coś ogromnie ważnego. Wreszcie, wraz z cichym pluskiem nad powierzchnię jeziora wyłoniła się sylwetka, niewyraźna z początku, lecz w miarę zbliżania się, coraz bardziej rozpoznawalna - postać przybrała kształt kobiety. W milczeniu, sunąc na wpół zanurzona w wodzie, otulona strzępami mgły i wodorostami, martwymi, zgaszonymi oczami wpiła się w mózg Starca, który bez wahania postąpił krok naprzód, aż lodowata woda zaczęła lizać jego obute w sandały stopy.

Strażniczka rozłożyła swoje ręce, które - im bliżej była - coraz mniej przypominały ludzkie kończyny. Martwą twarz topielicy ledwo można było rozpoznać pod pokrywą błota i glonów, po jej ciele przesuwały się oślizgłe macki - nie wiadomo, czy należące do jakiegoś stworzenia żyjącego w głębinach, czy będące częścią jej własnego truchła. Starzec ani drgnął, przyglądał się uważnie, aż wreszcie znalazła się ledwie metr od niego - wtedy zobaczył z czego przyjdzie my wybierać. Po lewej - błysk ostrej stali; po prawej - owinięta łańcuchami księga.

Starzec nie wahał się i w tym momencie, bowiem wszystko co jest, co było i co będzie dawno zostało już policzone. Kiedy odchodził znad jeziora, nie odwracał głowy, a w rzednącej szybko mgle zobaczyć można było dłoń zanurzającą się powoli w czarnej wodzie, dłoń trzymającą potężny miecz. Po kilku chwilach także broń zniknęła w odmętach, a jezioro na powrót stało się czarne i ciche, gotowe czekać następne wieki, by wykonać kolejny wyrok Pani.
Powrót do góry Go down
http://zmierzchbogow.ultimaterpg.org
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Starzec   

Powrót do góry Go down
 
Starzec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
ale będzie jazda :: RPG :: Boże Igrzyska :: Keros - gra testowa-
Skocz do: